RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 638
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode / TD / Klaus / Autechre / VdGG
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #116658 autor: Sublime » 28 gru 2020, 17:35

Ostatni post z poprzedniej strony:

Tym Machinedrum jestem chyba najbardziej rozczarowany... już wolę wracać do klimatów z czasów Vapor City. Taki wygładzony już mniej mi pasuje. :D

https://www.youtube.com/watch?v=fg3rxdl4dOQ

https://www.youtube.com/watch?v=s-9BEVdp0FQ
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116662 autor: Depeche Gristle » 28 gru 2020, 23:30

Underworld - Beaucoup Fish, 1998;
*****
Style: new wave, house, electro pop, techno, electro, cold wave, drum and bass, hip hop, jungle, break beat, trip hop, industrial, minimal, rock elektroniczny, ebm, rock psychodeliczny, ambient, soul
Obrazek


Beaucoup Fish - piąty album brytyjskiego zespołu house Underworld, który ukazał się 1 marca 1999 roku. Album poprzedzony był ogromnym sukcesem singla Born Slippy .NUXX, który wykorzystany został w filmie "Trainspotting" (1996, reż. Danny Boyle), toteż album Beaucoup Fish, którego pierwotnym, roboczym tytułem był "Tonight Matthew, I'm Going to be Underworld", był niezwykle wyczekiwaną pozycją przez całą rzeszę fanów zespołu.
Album otwiera blisko 12-minutowy dwuczęściowy Cups, który rozpoczyna krótka filmowa introdukcja, po czym utwór przechodzi w klasycznie taneczno-energiczną, choć dość subtelną house'ową formułę z przetworzonym przez vocoder wokalem Karla Hyde'a. Druga, instrumentalna część, zmienia się znacznie; partie klawiszy stają się wyraźniejsze i agresywniejsze, zaś rytm przechodzi w styl break beat w klimacie The Prodigy.
Singlowy Push Upstairs zawiera już klasyczny wokal, zaś utwór z mocnym i agresywnym beatem, tłustym basowym pulsem, chłodną przestrzenią i fortepianowymi zagrywkami osadzony jest w klimacie progressive trance, podobnie zresztą, jak kolejny z singlowych numerów - Jumbo - gdzie, mimo wyrazistego rytmu i basowego pulsu, przestrzeń jest bardziej subtelna, a wokal spokojniejszy, wręcz będący niemal w sennej atmosferze.
W blisko 10-minutowym Shudder/King of Snake połączono house'owy beat z pulsującymi motywami ze słynnego przeboju z lat 70 Donny Summer i Giorgio Morodera I Feel Love.
Winjer oparty jest na delikatnym połamanym rytmie, równie delikatnej, chłodnej i melancholijnej przestrzeni i lekko przetworzonych przez vocoder wokalach. Piosenka oscyluje pomiędzy klimatami rodem z twórczości Moby'ego, a Pet Shop Boys lat 90.
Zupełne wytchnienie od dotychczasowego tempa daje spokojny Skym, oparty jedynie na organowym tle, odległym subtelnym syntezatorowym pulsie i nielicznych partiach fortepianowych oraz pełnym melancholii wokalu, co przypomina o rockowych korzeniach Underworld. Utwór inspirowany jest twórczością This Mortal Coil.
Dla odmiany, singlowy Bruce Lee jest kolaboracją industrialu z hip hopem, w niektórych momentach przechodząc w rockowe sekcje perkusyjne; numer zawiera również rapowany tekst.
Instrumentalny Kittens jest klasycznym numerem techno z morderczym beatem w stylistyce progressive house na tle chłodnej i wysoko granej przestrzeni. W tle słychać też partie analogowego syntezatora.
Push Downstairs, to spokojny i niesamowicie melancholijny utwór w stylistyce łączącej trip-hop i soul z rapowanym tekstem. Słychać tu klimaty twórczości Tricky'ego czy Massive Attack.
Something Like a Mama charakteryzuje się transowym i powtarzalnym pulsem basu oraz chłodną melancholijną przestrzenią na tle połamanego jungle'owego beatu przechodzącego w drum and bass - i na odwrót. Linie wokalne oparte są na spokojnym rapie.
Album finalizuje ostatni i, chyba najlepszy, utwór singlowy Moaner, oparty na klasycznie house'owej rytmice, która z czasem nabiera mocy, ebm-owym pulsie sekwencera oraz początkowo subtelnych, ale z czasem coraz mocniejszych house'owych partiach klawiszy, które ustępują miejsca początkowo spokojnym, a z czasem coraz bardziej intensywnym partiom wokalnym Karla Hyde'a, na które powoli ponownie nakładają się house'owe partie klawiszowe nabierające intensywności wraz ze wzrostem intensywności wokalu.
Zgodnie z przewidywaniami album Beaucoup Fish okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym; do dziś jest to najlepiej sprzedający się album w dorobku Underworld. Wszystkie single z albumu notowane były na przeróżnych listach przebojów; wszystkie single wykorzystane zostały również w kasowym filmie "Batman & Robin" (reż. Joel Schumacher). Beaucoup Fish jest jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych płyt lat 90 i jednym z najważniejszych albumów dla muzyki techno i sceny alternatywnej; album otrzymywał entuzjastyczne recenzje najważniejszych światowych krytyków; został nawet nazwany elektronicznym odpowiednikiem The Dark Side of the Moon i notowany był m.in. na 1 miejscu UK Independent Albums, 3 miejscu UK Albums, 7 miejscu w Australii i w Nowej Zelandii, 22 miejscu w Niemczech (Offizielle Top 100), zaś w zestawieniu amerykańskiego US Billboard 200, album uplasował się na 93 miejscu.
W USA album osiągnął nakład 100 tys. egzemplarzy, tak samo, jak w Wlk. Brytanii, gdzie otrzymał status Złotej Płyty; jeszcze lepiej było w Japonii, ze sprzedażą na poziomie 120 tys. egzemplarzy, z kolei w Niemczech album sprzedał się w ilości 65 tys. kopii.
Mimo tak ogromnego sukcesu, na rozstanie z Underworld zdecydował się klawiszowiec Darren Emerson, który skupił się od tej pory na karierze solowej i produkcji muzycznej.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

olo81
Twardziel
Posty: 520
Rejestracja: 09 maja 2005, 1:13
Lokalizacja: Sosnowiec
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Aphex Twin, Jacek Sienkiewicz, Aron Funk, Richad Devine, Aleksi Perälä, PJ Harvey, Joy Division, Coil, Autechre, Boards of Canada, Cex, Kid606, Mikołaj Bugajak, We Will Fail, Ceephax Acid Crew, Radian
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116663 autor: olo81 » 29 gru 2020, 3:40

Sublime pisze:Tym Machinedrum jestem chyba najbardziej rozczarowany... już wolę wracać do klimatów z czasów Vapor City. Taki wygładzony już mniej mi pasuje. :D


Mi się bardzo podoba produkcja :) a muzycznie też jest świetnie
http://olo81.wikidot.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

ardgalen
Ekspert
Posty: 183
Rejestracja: 14 sie 2009, 22:26
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Tangerine dream, Optical image-Tom Habes, Nik Tyndall, Airsculpture, Arcane, Robert Rich, Ron Boots, Rob Essers,Jan Garbarek, Vangelis, JMJ
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #116666 autor: ardgalen » 30 gru 2020, 20:52

https://www.youtube.com/watch?v=0gep1xs ... e=emb_logo
https://www.youtube.com/watch?v=3uTn1yTaHUo
Szkoda, że gość nie wydaje tego na cd, ale muszę przyznać, że taki melodyjny ambient chilołtowy mógłby nawet zainspirować Ulricha Schnausa
ARDGALEN

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

olo81
Twardziel
Posty: 520
Rejestracja: 09 maja 2005, 1:13
Lokalizacja: Sosnowiec
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Aphex Twin, Jacek Sienkiewicz, Aron Funk, Richad Devine, Aleksi Perälä, PJ Harvey, Joy Division, Coil, Autechre, Boards of Canada, Cex, Kid606, Mikołaj Bugajak, We Will Fail, Ceephax Acid Crew, Radian
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116667 autor: olo81 » 01 sty 2021, 6:12

http://olo81.wikidot.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116677 autor: Depeche Gristle » 04 sty 2021, 18:31

Nine Inch Nails - Add Violence, 2017;
******
Style: new wave, rock industrialny, dark wave, cold wave, noise, experimental, rock elektroniczny, synth pop
Obrazek

Deutsch Amerikanische Freundschaft - Ein Produkt der Deutsch Amerikanischen Freundschaft, 1979;
*****
Style: krautrock, rock eksperymentalny, postpunk, noise, punk rock, rock elektroniczny, rock industrialny, drone, ambient, dark wave, cold wave, neue deutsche welle
Obrazek


Add Violence - EP-ka formacji Nine Inch Nails, wydana 19 lipca 2017 roku, będąca drugą częścią trylogii minialbumów rozpoczętej przez Not the Actual Events (2016), a sfinalizowaną albumem Bad Witch (2018).
Pewnym przełomem w twórczości Nine Inch Nails okazała się wspomniana EP-ka Not the Actual Events wydana w 2016 roku, kiedy zespół w nowym składzie pojawił się na planie kultowego serialu Davida Lyncha "Twin Peaks: The Return". Współpraca Nine Inch Nails z Davidem Lynchem trwała zresztą już od wielu lat, co przekładało się na twórczość formacji, zaś hipnotyczny występ zespołu w serialowym Bang Bang Bar w Twin Peaks dał początek serii trzech krótkich albumów, począwszy od Not the Actual Events, na którym pełnoprawnym członkiem Nine Inch Nails i współproducentem muzyki został współpracujący z zespołem od 2005 roku Atticus Ross.
Add Violence jest przede wszystkim o wiele mniej agresywna od Not the Actual Events, choć album otwiera singlowy Less Than, chwytliwy, pulsujący i energiczny, wręcz przebojowy numer nawiązujący stylistyką do pierwszego albumu Nine Inch Nails - Pretty Hate Machine. W refrenie utwór zyskuje rockowego pazura poprzez agresywny riff gitarowy, jednak Less Than nie jest reprezentatywnym utworem dla całości Add Violence.
Znacznie ciekawiej robi się wraz z następnym utworem - The Lovers - z szeptanymi deklamacjami przechodzącymi w nostalgiczny i depresyjny wokal, muzyczna struktura opiera się zaś o lodowaty puls i duszną atmosferę na tle subtelnych partii fortepianowych i zagrywek gitarowych oraz jednostajnej rytmice. Utwór odwołuje się do ducha twórczości Cabaret Voltaire i The Klinik.
This Isn't the Place znacznie zwalnia tempo; utwór opiera się na gęstym analogowym elektronicznym tle, wysoko zawieszonej chłodnej przestrzeni, wyrazistym basie, nastrojowym pianinie i idealnie współgrającym z całością, przypominającą dokonania Coil lub Throbbing Gristle z drugiego wcielenia, wokalem Trenta Reznora.
Not Anymore to najbardziej eksperymentalny moment płyty; utwór przechodzi od analogowo-syntezatorowych pulsów ze spokojnym, acz niepozbawionym bólu wokalem, po przetworzony gitarowy jazgot z mocnymi uderzeniami perkusji i krzyczącym wokalem, w którym Trent Reznor śpiewa, że nie może obudzić się z tego koszmaru. I tak po kilkakroć powtarza się scenariusz tego utworu, który kończy się gwałtownie, przechodząc w finalną, najlepszą kompozycję, 12- minutową The Background World, opartą o prosty i jednostajny beat, pulsującą elektronikę, odległą i chłodną przestrzeń, wokal zaś jest depresyjny. Druga część utworu przechodzi w fazę instrumentalną, w której następuje swoista destrukcja piosenki; najpierw pojawiają się przerwy, niczym na porysowanej płycie CD, wraz z nimi nakładają się wszelkie szumy, zakłócenia i trzaski, utwór traci dźwiękową wyrazistość i spójność, tak, że wreszcie zanikają wszelkie struktury melodii i pozostaje jedynie noise'owa ściana dźwięku.
Add Violence otrzymał pozytywne recenzje krytyków; album świetnie sprzedał się też w USA docierając do 1 miejsca zestawienia US Independent Albums amerykańskiego Billboardu, 5 miejsca US Top Rock Albums (Billboard), 6 miejsca US Top Alternative Albums (Billboard), doszedł także do 17 miejsca US Billboard 200.


Ein Produkt der Deutsch-Amerikanischen Freundschaft - debiutancki album niemieckiej formacji Deutsch Amerikanische Freundschaft, pochodzącej z Düsseldorfu znanej bardziej jako D.A.F. Zespół powstał w Düsseldorfie w 1978 roku założony przez szóstkę muzyków - Gabi Delgado-Lopeza (wokal), Roberta Görla (perkusja), Kurta Dahlke (klawisze), Michaela Kemnera (bass) oraz gitarzystę Wolfganga Spelmana. Na przełomie lat 1978-79 D.A.F. dokonał pierwszych rejestracji utworów demo, jednak niezadowolony z efektów końcowych wokalista Gabi Delgado-López postanowił opuścić zespół; muzycy, którym jednak zależało na wydaniu albumu w jak najbardziej możliwie szybkim terminie, nie szukali nowego wokalisty; między lutym, a kwietniem 1979 zarejestrowali całkowicie instrumentalny materiał składający się z 21 nieprzekraczających zazwyczaj dwóch minut eksperymentalnych, pozbawionych tytułów miniatur, całość  zamykała się na półgodzinnym czasie trwania. Album ukazał się w listopadzie 1979.
Chociaż D.A.F. kojarzony jest przede wszystkim z tzw. electro-punkiem oraz jako pionier stylu EBM, to materiał z debiutanckiej płyty znacznie odbiega nie tylko od tego, z czego formacja znana była w latach 80; muzyka na Ein Produkt der Deutsch-Amerikanischen Freundschaft w znacznym stopniu różni się nawet od stylistyki i brzmienia materiału, który ukazał się rok później na drugim albumie D.A.F. - Die Kleinen und die Bösen (1980).
Chociaż era krautrocka w Niemczech w zasadzie dobiegła już końca, to materiał z Ein Produkt der Deutsch-Amerikanischen Freundschaft usadowiony jest znacznie bliżej krautrocka, aniżeli następne albumy D.A.F. zorientowane o wiele bardziej na syntezatorowe brzmienie, na tzw. electro punk będący podstawą nurtu EBM. Większość kompozycji na Ein Produkt der Deutsch-Amerikanischen Freundschaft oparta jest na punkowym bądź post punkowym riffie gitary, wyrazistym brzmieniu gitary basowej, eksperymentalnej elektronice w tle, często także elektronicznej kakofonii oraz mocnych uderzeniach perkusji Roberta Görla, które jako jeden z niewielu elementów charakteryzujących ten album przetrwały w dalszej twórczości D.A.F. stając się jednym z wizerunków stylu formacji.
Brzmieniowo i stylistycznie w większości utworów na Ein Produkt der Deutsch-Amerikanischen Freundschaft panuje klimat przypominający dokonania legendarnej krautrockowej formacji Neu!, ale zdarzają się też i wyjątki od powyższej reguły, w których dany numer wyróżnia się detalami, w tym przypadku warto wyszczególnić kilka kompozycji, jak m.in. Untitled 7 składającą się z eksperymentalnego drone'owego tła z przeciągłym pojedynczym powtarzającym się riffem gitary, któremu towarzyszy syntezatorowy chwyt. Untitled 11 charakteryzuje się uwydatnioną, kosztem gitar, eksperymentalną elektroniką. Untitled 12 nabiera bardziej industrialnego charakteru; wyraźnie słychać tu echa przyszłej twórczości D.A.F., głównie za sprawą wyraźnego syntezatorowego basowego pulsu, również delikatniejszy rytm perkusji przybiera formę znaną ze stylu neue deutsche welle, charakterystycznego dla twórczości D.A.F. w latach 80, na to wszystko nakładają się wibrująco-industrialne brzmienia przypominające dźwięki wiertła, całości dopełniają delikatne post-rockowe solówki gitary.
Untitled 15 to jedna wielka kakofonia brzmień perkusji, gitar i klawiszy tworzących razem ścianę dźwięku; z kolei na elektroniczno-noise'owej kakofonii na tle niskiego brzmienia analogowego syntezatora i zabójczych uderzeń perkusji, opiera się Untitled 16.
Zamykająca album Untitled 21, druga obok Untitled 10 kompozycja przekraczająca trzy minuty, oprócz dotychczasowej eksperymentalno-punkowej struktury, jako jedyny utwór płyty zawiera w pełni przemyślaną i poukładaną klawiszową melodię w tle.
Album Ein Produkt der Deutsch-Amerikanischen Freundschaft, co zrozumiałe, nie przyniósł zespołowi sukcesu komercyjnego; był to jeden z ostatnich albumów nurtu krautrocka w erze punk rocka, kiedy krautrock w zasadzie był już martwy, jednak album zwracał uwagę krytyki, m.in. Johna Peela, poprzez fakt wykorzystania na nim elementów punka. Wkrótce po ukazaniu się albumu D.A.F. opuścił klawiszowiec Kurt Dahlke, który przeniósł się do formacji Der Plan, do D.A.F. z kolei powraca wokalista Gabi Delgado-López, grupa zaś przenosi się do Londynu, rozpoczynając zupełnie nowy rozdział w swojej twórczości.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116685 autor: Depeche Gristle » 11 sty 2021, 15:45

Moderat - Moderat, 2009;
******
Style: electro pop, dubstep, cold wave, ambient, electro, house, experimental, rock elektroniczny, synth pop, industrial, indie rock, ebm, hip hop, neue deutsche welle
Obrazek


Moderat - pierwszy pełnowymiarowy album supergrupy Moderat założonej przez trio producenckie z Berlina Saschę Ringa (Apparat), Gernota Bronserta i Sebastiana Szarego (Modeselektor) w 2002 roku. Rok później ukazała się debiutancka EP-ka zespołu Auf Kosten der Gesundheit, jednak nieporozumienia i odmienne wizje muzyczne sprawiły, że na kolejne kilka lat Moderat zawiesił działalność, a muzycy postanowili skupić się na własnych projektach.
Sukcesy na alternatywnej scenie muzyki elektronicznej Modeselektor i Apparat sprawiły, że muzycy na powrót postanowili zewrzeć szyki pod szyldem Moderat, wydając 11 maja 2009 roku pierwszy album zatytułowany Moderat, który nagrywany był w legendarnym berlińskim studiu Hansa.
Na początek trio dostarcza energetyzujący instrumentalny numer A New Error oparty o suchy retrospektywny beat, silny EBM-owy puls i klawiszową przestrzeń przypominającą organowe brzmienia Vox Continetal. Całości dopełniają quasi-rave'owe motywy klawiszy. 
Rusty Nails opiera się na dub-stepowym połamanym rytmie, szerokiej i chłodnej przestrzeni składającej się z organowego brzmienia, na którego tle słychać odległy i niski analogowy podkład oraz retrospektywnych motywów klawiszy, zaś wokal Saschy Ringa oscyluje gdzieś na granicy jawy i snu.
Seamonkey jest kolaboracją dubstepowej rytmiki z pulsującą i chłodną elektroniką o transowym charakterze.
Slow Match z gościnnym udziałem wokalnym Paula St. Hilaire'a, charakteryzuje się lodowatą elektroniczną przestrzenią, subtelnym pulsem i równie subtelnym beatem sekcji rytmicznej. Zarówno pod względem muzycznym, jak i wokalnym, kompozycja budzi skojarzenia z twórczością Yello.
3 Minutes of, to porcja powoli wyłaniającej się z ciszy chłodnej, wysoko zawieszonej przestrzeni, na której tle z czasem pojawia niskie analogowe brzmienie klawiszy, po czym utwór przechodzi w połamany beat automatu perkusyjnego będący zarazem zaczątkiem kolejnego utworu - Nasty Silence, który de facto kontynuacją 3 Minutes of.
Sick With It, z kolejnym gościnnym udziałem wokalnym, tym razem Dellé a.k.A Eased z zespołu Seeed wykonującego reggae, jest połączeniem retrospektywnego synth popu z lat 80 w brzmieniu ze współczesnym electro w rytmice; linie wokalne osadzone są z kolei w klimatach reggae. Sick with It to na pewno jeden z najmocniejszych momentów całego albumu.
Instrumentalny Porc #1 zawiera wyraźne, podszyte klimatami New Order i Radiohead indie rockowe solówki gitary i partie gitary basowej na tle dubstepowej struktury utworuz kolei wokalny Porc #2, poprzedzony elektronicznymi pulsacjami, jest bardziej ujednoliconą brzmieniowo kompozycją, choć wpływy New Order i Radiohead pozostają, a nawet nasilają się, wokal zaś jest niezwykle odległy, zawieszony gdzieś  bardzo wysoko. Utwór wieńczy syntezatorowe pulsujące interlude wsparte partiami żywej perkusji. 
Les Grandes Marches łączy dubstepowy rytm ze współczesnym pulsem electro i chłodnymi pasażami klawiszowej przestrzeni. Z początku słychać subtelne zagrywki gitary, które z czasem wtapiają się w tło, a tam z kolei pojawia się ledwo słyszalny rymowany wokal oraz wysoka wibrująca partia klawiszy brzmiąca niczym kobieca wokaliza.
Króciutki, zaledwie półtoraminutowy, lekko wibrujący ambientowy Berlin jest wyraźnym hołdem dla twórców z tzw. Berliner Schule z wczesnych lat 70, w szczególności dla Tangerine Dream z okresu Pink Years.
No. 22 jest hybrydą dubstepu w sekcji rytmicznej z klasycznym house'em w warstwie muzycznej.
Zamykający album Out of Sight osadzony w klimatach dubstepu i chłodnego ambientu, z rozleniwionym wokalem Saschy Ringa, odznacza się wpływami Radiohead i Thoma Yorke'a, nieprzypadkowo zresztą, bowiem muzycy jeszcze pod szyldem Modeselektor nie tylko supportowali koncerty Radiohead, ale obie grupy bezpośrednio współpracowały ze sobą; Modeselektor tworzył remixy dla  Thoma Yorke`a, ten zaś gościnnie zaśpiewał w piosence Modeselektora - Happy Birthday!
Album Moderat okazał się być strzałem w dziesiątkę, nie tylko poprzez pryzmat sukcesu komercyjnego płyty; to jeden z najciekawszych albumów muzyki elektronicznej ostatnich dwóch dekad, przyjęty bardzo ciepło także przez całą rzeszę krytyków na całym świecie.
Muzyka Moderata sprawdzała się doskonale również na żywo; zespół grał na festiwalach, supportował także koncerty Radiohead. Nic zatem dziwnego, że w następnych latach zespół postanowił nagrać jeszcze dwa remake'i albumu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116694 autor: Depeche Gristle » 19 sty 2021, 2:15

Virtual Space Industrial - Gehenna, 2005;
*****
Style: ebm, industrial, cold wave, electro, minimal, synth pop, electro pop, house, ambient, experimental, nowa fala
Obrazek


Gehenna - debiutancki album śląskiej formacji  industrialno-ebm-owej Virtual Space Industrial, założonej w 1992 roku przez DJ-a Kanaritza i Adama Radeckiego ukrywającego się pod pseudonimem Stefan. Obaj zresztą byli znani na śląskiej scenie electro; DJ Kanaritz od 1984 roku prowadził imprezy klubowe z muzyką elektroniczną, był organizatorem koncertów; Adam Radecki był zaś weteranem  śląskiej sceny post punkowej; już na początku lat 80 był muzykiem legendarnej nowofalowej grupy Nowy Horyzont, jako jeden z pierwszych muzyków w Polsce wykorzystywał w tamtym czasie komputer jako sekwencer, wprowadził też automat perkusyjny. W 1988 roku wraz wokalistą Nowego Horyzontu Adamem Białoniem założył formację  Düsseldorf będącą pionierem nurtu EBM w Polsce. I właśnie podczas koncertu Düsseldorf  jesienią 1992 roku Adam Radecki poznał DJ-a Kanaritza. Obaj panowie, którzy mieli bardzo podobne spojrzenie na kwestie muzyczne, postanowili powołać do życia zespół, który miał dać początek ebm-owej scenie w Polsce. Tak też zrodził się projekt o nazwie Virtual Space Industrial, który szybko zyskał miano poważnego zespołu, tym bardziej, że już w 1993 roku Düsseldorf uległ rozwiązaniu. W tym samym czasie Stefan i DJ Kanaritz jako Virtual Space Industrial na potrzebę lokalnej wytwórni płytowej skomponowali dwa dema, po czym zespół... zamilkł na kolejne pięć lat.
Obaj muzycy do sprawy powrócili w 1998 roku, tym razem na poważnie komponując nowy materiał, zaś na początku lat 2000  Virtual Space Industrial daje koncerty w warszawskich klubach, prezentując nowatorski w polskich warunkach, w pełni ebm-owy repertuar. W 2002 roku zespół prezentuje swoje pierwsze studyjne wydawnictwo - 20 marca 2002 roku ukazała się bowiem wydana własnym sumptem EP-ka  Angel of Death mini e.p., nagrywana w latach 2000-01, zawierała cztery dema; trzy autorskie utwory (dwa z nich ukazały się potem na albumie Gehenna) oraz cover utworu z repertuaru Depeche Mode - Photographic, przerobiony na...  Pornographic. Gościnny udział w nagraniach wziął znany z Nowego Horyzontu i Düsseldorfu wokalista Adam Białoń (Mientek - zgodnie z polityką VSI, każdy muzyk  zespołu identyfikował się pseudonimem).
Materiał z debiutanckiej EP-ki był zapowiedzią pierwszego pełnowymiarowego albumu, w międzyczasie Virtual Space Industrial wzbudził zainteresowanie niemieckich producentów ze znanej w światku EBM wytwórni  Pandailectric, z którą zespół podpisał kontrakt latem 2004 roku, co utorowało też drogę, do wydania debiutanckiego albumu - Gehenna. Jego pierwotną premierę zapowiedziano na 18 października 2004 roku, ostatecznie, decyzją wytwórni Pandailectric, album ukazał się następnego roku - 21 marca 2005.
Tytuł Gehenna odwoływał się nie tylko do chłodnej i mrocznej elektroniki charakteryzującej muzykę  Virtual Space Industrial, ale także do tekstów poruszających tematykę wojny, zniewolenia, nienawiści i seksualności; Gehenna zaś jest miejscem ostatecznej zagłady. 
Album otwiera Holy Children utrzymany w stylistyce Future-Pop, odmianie EBM-u cechującej twórczość m.in. Apoptygmy Berzerk czy VNV Nation, których wpływy słychać zarówno w muzyce, jak i w wokalu.
Liar (Train To The Grave) odwołuje się z kolei stylistycznie i brzmieniowo do twórczości Front 242 i ich albumu Tyranny (For You).
Strange Films (Blinded) utrzymany jest w klasycznym chłodnym stylu EBM, w którym słychać wpływy wczesnej twórczości Covenant, ale także i... dawnej twórczości Düsseldorf.
Wpływy wczesnej twórczości Covenanta z albumu Dreams of a Cryotank słychać w kolejnym numerze albumu - Traitor.Return To Beginning; to krótki, niespełna 2-minutowy instrumentalny przerywnik oparty o syntezatorowy puls, delikatną chłodną przestrzeń i subtelne klawiszowe zagrywki. Kompozycja przypomina nieco podobne dokonania The Human League z początków lat 80.
Rest Of My Life oparty na chłodnej przestrzeni i industrialnym pulsie sekwencera, łączy w sobie stylistykę muzyczno-brzmieniową spod znaku Front 242, The Klinik, Psyche, Depeche Mode oraz Düsseldorfu.
W Angel Of Death (Doom-Ination Mix) z gęstym pulsem, chłodną przestrzenią i technoidalną rytmiką, słychać silne wpływy Front Line Assembly.
Right Hand Of God, to znowu powrót do stylistyki Future-Pop z wpływami brzmieniowymi VNV Nation i wczesnej twórczości Apoptygmy Berzerk.
Love For A Moment to najbardziej popowy i chyba przebojowy moment płyty, odwołujący się do klasycznego niemieckiego EBM-u, trochę w stylu And One, na szczęście nie tak płaskiego, za to z dużą dawką chłodnej przestrzeni.
Hope (Jules Verne Remix By Kanariss), jedyna piosenka na albumie częściowo śpiewana po polsku (na wspomnianej EP-ce Angel of Death ukazała się pod tytułem Nadzieja) po raz kolejny, zupełnie udanie, odwołuje się klasyki EBM i Future-Popu spod znaku VNV Nation.
Instrumentalny Shadow Of Death opiera się o ciężkie analogowe tło, chłodną przestrzeń , subtelne zagrywki klawiszy i posępny beat, pod koniec przechodząc w interlude  o nieco wibrującym psychodelicznym zabarwieniu. Numer przypomina dokonania Front Line Assembly.
Bad Dream (Demo Version) to kolejna odsłona Future-Popowego oblicza Virtual Space Industrial z wpływami VNV Nation i wczesnej Apoptygmy Berzerk, choć tym razem o  bardziej house'owym zabarwieniu.
Album zamyka 10-minutowy, najlepszy utwór płyty, dwuczęściowy New World Order. Pierwsza część utworu opiera się na analogowych brzmieniach bez sekcji rytmicznej, która pojawia się z czasem, nadając kompozycji synth-popowo-ebm-owego charakteru, w którym słychać wpływy brzmieniowe The Human League czy wczesnego The Neon Judgement. Utwór zatraca w końcu sekcję rytmiczną powracając do czysto analogowych brzmień, po czym następuje dwusekundowa cisza  i kompozycja przechodzi  w drugą, instrumentalną część, opartą o tę samą linię melodii, ale znacznie bardziej przyśpieszoną, z szybkim beatem sekcji rytmicznej i energicznym pulsem sekwencera osadzonymi na niskim tle i chłodnej analogowej przestrzeni.
Gehenna okazała się bardzo udanym albumem, ale dość niecodziennym wydawnictwem na polskim rynku muzycznym, nic więc dziwnego, że album odniósł sukcesy tam, gdzie tego typu muzyka sprzedawała się najlepiej, w Niemczech, gdzie album debiutował na 14 miejscu w zestawieniu Deutsche Alternative Charts. Niestety, upadek wytwórni Pandailectric spowodował, że odłożono plany nagrania kolejnego albumu; zespół wrócił po roku z nowymi remixami; piosenki z albumu Gehenna ukazały się jeszcze na paru składankach, jednak brak kontraktu z nową wytwórnią spowodował, że latem 2006 roku Virtual Space Industrial ostatecznie zakończył działalność.
Po raz kolejny, podobnie, jak w przypadku zespołu Wieloryb dekadę wcześniej, przez niedostateczną promocję i brak zainteresowania ze strony polskich producentów muzycznych, nie wykorzystano okazji do stworzenia choćby namiastki polskiej sceny EBM, na wzór sceny niemieckiej, belgijskiej czy szwedzkiej. Tak zabito kolejny wartościowy polski zespół muzyczny.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

olo81
Twardziel
Posty: 520
Rejestracja: 09 maja 2005, 1:13
Lokalizacja: Sosnowiec
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Aphex Twin, Jacek Sienkiewicz, Aron Funk, Richad Devine, Aleksi Perälä, PJ Harvey, Joy Division, Coil, Autechre, Boards of Canada, Cex, Kid606, Mikołaj Bugajak, We Will Fail, Ceephax Acid Crew, Radian
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116707 autor: olo81 » 23 sty 2021, 5:44

http://olo81.wikidot.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

ardgalen
Ekspert
Posty: 183
Rejestracja: 14 sie 2009, 22:26
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Tangerine dream, Optical image-Tom Habes, Nik Tyndall, Airsculpture, Arcane, Robert Rich, Ron Boots, Rob Essers,Jan Garbarek, Vangelis, JMJ
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #116711 autor: ardgalen » 24 sty 2021, 14:54

Clannad w japońskim wydaniu czyli Pól Brennan i jego japońsko chiński konglomerat oj długo tego szukałem, teraz czas zapolować na płytkę, którą ktos mi kiedyś w media mark za ladą pokazał https://www.youtube.com/watch?v=WgQP5ElPACE
ARDGALEN

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116713 autor: Depeche Gristle » 24 sty 2021, 22:23

Job Karma - Ebola, 2003;
*****
Style: rock elektroniczny, rock industrialny, ambient, rock eksperymentalny, minimal, rock psychodeliczny, cold wave, krautrock, dark wave, noise, drone
Obrazek


Ebola - trzeci album wrocławskiej formacji eksperymentalno-industrialnej Job Karma, który ukazał się w 2003 roku w limitowanym nakładzie 470 kopii wydanych przez włoską wytwórnię Amplexus.
Job Karma już od samego początku istnienia inspirowała się awangardą i kontrkulturą lat 60, eksperymentalną elektroniką lat 70, krautrockiem oraz muzyką industrialną lat 70 i 80. Główny wpływ na muzykę zespołu wywarły przede wszystkim zespoły pokroju Cluster, Can, Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle, Coil, Clock DVA, Test Department czy Lustmord, co też od samego początku przekładało się na twórczość Job Karmy poruszającej się w rejonach mrocznej, chłodnej i eksperymentalnej elektroniki.
Począwszy od albumu Newson (2001) zespół zaczął eksperymentować z ambientem; proces ten przybrał na sile na następnym albumie - Ebola - co też słychać na otwierającym album, przypominającym soundtrack do filmu utworze tytułowym, opartym o duszną, chłodną i melancholijną przestrzeń, w której tle słychać charakterystyczne dla Job Karmy sample dialogów oraz quasi-plemienną rytmikę. Utwór przywołuje stylistyką twórczość schyłkowego Cabaret Voltaire bądź Richarda H. Kirka z lat 90; niewątpliwie jest to też wizerunek brzmienia Job Karmy na następne lata, bowiem brzmienie to będzie utrzymywać się na kolejnych albumach zespołu - Strike, Tschernobyl, Punkt.
June jest w zasadzie uporządkowanym fabrycznym zgiełkiem na tle warkotliwego, lekko pulsującego podkładu, które razem tworzą składny utwór muzyczny przypominający dokonania NON i Boyda Rice'a.
Bardziej minimalistyczny Tension, podobnie jak numer tytułowy, przypomina filmowy soundtrack, z tym, że melodia bardziej pasuje tu na napisy początkowe do thrillera lub horroru. Kompozycja składa się z chłodnego dark-ambientowego tła i delikatnych syntezatorowych pulsów pełniących funkcję sekcji rytmicznej, na które z czasem nakładają się sample dialogów oraz odległe brudne dźwięki brzmiące niczym przestery gitarowe przenoszące utwór w rejony twórczości francuskiego zespołu eksperymentalnego Heldon.
Crawling End to lodowata, wysoko zawieszona przestrzeń i niskie analogowe tło, które okalają odległe dźwięki przemysłowych uderzeń, dialogów i audycji radiowych uzupełnionych o elektroniczne efekty i subtelnie wznoszące się i opadające klawiszowe partie. Także i tu słychać wpływy twórcze Richarda Kirka z lat 90.
 Vermin odwołuje się do klasyki industrialu; utwór opiera się na mechanicznym industrialnym pulsie sekwencera, nad którym rozbrzmiewają analogowe partie syntezatorów o psychodelicznym zabarwieniu kojarzącym się z twórczością Cluster z ich kultowego albumu Zuckerzeit.
Primitive Matter jest powrotem do krautrockowo-eksperymentalnych klimatów z albumów Cycles per Second i Newson; utwór charakteryzuje się mechanicznym, wręcz archaicznym rytmem automatu perkusyjnego wyjętego z odmętów lat 70, który współgra z humanoidalnym dźwiękiem. Tło stanowią brzmienia organowe i analogowe, na których osadzone są dźwięki natury (śpiewy ptaków, szum wody w strumieniu, chłop popędzający konie) oraz odgłosy sztuczne. Całość oscyluje gdzieś pomiędzy dokonaniami Neu! i Faust.
Zamykający album ponad 13-minutowy Sever do złudzenia przypomina klimaty brzmieniowe zespołu Heldon z płyt It's Always Rock and Roll i Agneta Nilsson; utwór składa się z analogowo-syntezatorowej ściany dźwięku uzupełnionej o powolny i hipnotyczny sekwencerowy puls oraz przeciągłe, opadające i wznoszące się dźwięki skrzypiec w stylu Throbbing Gristle (utwór E-Coli). Na tym tle pojawiają się dialogi, audycje radiowe, melodie ludowe bliskiego i dalekiego wschodu, dźwięki natury i dźwięki sztuczne, w tym efekty stereofoniczne, a także i dźwięki przypadkowe: kłótnie, rozmowy w tłumie, krzyki czy odgłos kaszlu, który od razu budzi skojarzenia właśnie z Heldonem, gdzie z kolei w utworze Aurore (album It's Always Rock and Roll) niespodziewanie  pojawia się szczekanie psa. Całość kończy jeden wielki efektowny dźwiękowy kolaps, który w brutalny sposób oznajmia, że wszystko w przyrodzie i w kosmosie musi mieć swój koniec.
Album  Ebola niewątpliwie wykrystalizował styl,  brzmienie i charakterystykę muzyki Job Karmy na następne lata, czyniąc z zespołu głównego przedstawiciela muzyki eksperymentalno-industrialnej w Polsce.
Ebola doczekała się ponownego wydania latem 2019 roku nakładem wytwórni Gusstaff.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116716 autor: Depeche Gristle » 31 sty 2021, 22:37

Freddie Mercury - Mr. Bad Guy - Special Edition, 1985;
******
Style: new wave, synth pop, soul, cold wave, elecro funk, synth rock, glam rock, rock elektroniczny, rock symfoniczny, reggae, funk, jazz, blues
Obrazek

The Prodigy - Music For The Jilted Generation, 1994
******
Style: drum and bass, house, electro, cold wave, industrial, noise, experimental, minimal, ambient, break beat, techno, jungle, grunge, new wave, hip hop, jazz
Obrazek


Mr. Bad Guy Special Edition - debiutancki - i jedyny wydany za życia - solowy album wokalisty Queen Freddiego Mercury’ego, którego światowa premiera miała miejsce 29 kwietnia 1985 roku.
W połowie lat 80 Queen i Freddie Mercury osiągnęli szczyt poplularności; wokalista zespołu, namawiany przez producentów muzycznych, od dłuższego czasu nosił się z zamiarem nagrania solowego albumu, jak wspominał w wywiadach: „(...) Od dość dawna nosiłem się z zamiarem nagrania solowego albumu, koledzy z zespołu bardzo zachęcali mnie do tego. Chciałem, aby był możliwie maksymalnie różnorodny stylistycznie - aby znalazło się na nim miejsce i dla piosenek w stylu reggae, i dla takich, które oparte są na potężnym brzmieniu orkiestry symfonicznej” (za wikipedia.org.). Choć  co do stosunku pozostałych muzyków Queen do nagrania przez Freddiego solowego albumu, sprawa wcale nie jest taka oczywista; podobno w tym czasie muzycy Queen szykowali się do sesji nagraniowej nowego albumu, a decyzja Freddiego o nagraniu własnego albumu zupełnie zniweczyła te plany, podobno muzycy Queen wcale nie byli zachwyceni decyzją swojego wokalisty, jednakże zaakceptowali ten fakt i, ku prośbom  Freddiego, nie ingerowali w proces twórczy albumu.
Album miał być w założeniu zróżnicowany stylistycznie. I choć Queen był dość elektycznym, jeśli chodzi o stylistykę i gatunki muzyczne zespołem, to solowy album Freddiego Mercury’ego miał odejść od rockowego charakteru w kierunku muzyki pop - w szczególności modnego w latach 80 synth popu.
Jak przyznał w wywiadzie Freddie Mercury: „W ten album włożyłem całe serce i duszę. Jest znacznie bardziej rytmiczny niż muzyka Queen, ale znalazło się na nim także kilka wzruszających - jak sądzę - ballad. Wszystkie piosenki traktują o miłości, mają wiele wspólnego ze smutkiem i bólem. Jednocześnie są dość trywialne i żartobliwe - takie jak moja natura." (za wikipedia.org.).
Nie da się nie zauważyć fascynacji Freddiego brzmieniem syntezatorów i synth popowym stylem, czego dowodem był już utwór Queen Radio Ga Ga, zagrany całkowicie na syntezatorach, który pierwotnie miał trafić na solową płytę perkusisty Queen Rogera Taylora (był autorem utworu), jednakże demo na tyle spodobało się Freddiemu Mercury’emu, że - po namowach - trafiło do albumu Queen The Works, jako otwierający album singiel, który z miejsca stał się jednym z największych i najbardziej kultowych przebojów zespołu, co zachęciło Freddiego Mercury’ego do pójścia w tym kierunku, jednak nie było o tym mowy w przypadku Queen, który był zespołem rockowym, i mimo synth popowego "wypadu" w utworze Radio Ga Ga, muzycy ani myśleli o dalszym pójściu w tym kierunku, natomiast na solowym albumie, na który muzycy Queen nie mieli żadnego wpływu, Freddie Mercury miał luksus podejmowania decyzji o stylu muzycznym, który w tym momencie najbardziej mu pasował.
Album Mr. Bad Guy nagrywany był mniej więcej od początku 1983 do stycznia 1985 roku w monachijskim Musicland Studios w RFN; w sesji nagraniowej udział wzięli muzycy sesyjni, m.in. Fred Mandel (klawisze, gitara), Paul Vincent (gitara), Curt Cress (perkusja), zaś za brzmienie albumu i programowanie syntezatorów odpowiedzialni byli znani ze wcześniejszej współpracy z Queen producenci Reinhold Mack i Stephan Wissnet.
Album otwiera zorientowany na zdobywający wówczas popularność styl electro-funk, pulsujący tanecznością utwór Let's Turn It On, który w zasadzie jest kombinacją stylów synth pop i funk z domieszką rytmów latynoskich, choć wcale nie brakuje tu ducha Queen - oczywiście w wokalu Freddiego, ale także i... w riffach gitarowych w zasadzie identycznych jak u Briana Maya (niewykluczone, że wykorzystano tu sample Queen), syntezatorowo-basowy puls przypomina z kolei ten, który pojawiał się w utworach Queen - Radio Ga Ga i I Want to Break Free.
Singlowy Made in Heaven utrzymany jest w klimacie soulu, także i tu słychać echa twórczości Queen, głównie w partiach fortepianu i melancholijnego tła. Sam utwór przypomina zresztą dość mocno soulowy przebój Queen Thank God It’s Christmas. Z kolei I Was Born to Love You, singiel promujący album, który uzyskał miano hitu albumu, jest już wyraźnym odejściem od stylu i brzmienia Queen w kierunku klasycznego synth popu, trochę w stylu Eurythmics; echa twórczości Queen pobrzmiewają tu w partiach fortepianu, w wokalu i w chórkach.
Łączący brzmienia syntezatorowe z blues-rockowymi i glam rockowymi zagrywkami gitar Foolin' Around jest hybrydą synth popu, funka, new wave i glam rocka. Ciekawostką jest rytmika (bas-perkusja) do złudzenia przypominająca szlagier Michaela Jacksona - Billie Jean.
Your Kind Of Lover to dynamiczny soulowy numer z mocną partią fortepianu, którego wstęp nawiązuje do początku wielkiego przeboju Queen We Are the Champions.
Tytułowy Mr. Bad Guy jest połączeniem synth popu i soulu z symfoniczną sekcją smyczkową nadającą kompozycji wymiar utworu rodem z Hollywoodzkiej superprodukcji.
Man Made Paradise z żywą sekcją perkusyjną i wyrazistą partią fortepianu oraz dodatkiem riffów gitarowych w stylu Briana Maya, utrzymany jest w klimacie funku i soulu lat 70, zaś Freddie w finale popisuje się wokalnie falsetem a'la Jimmy Somerville.
There Must Be More To Life Than This to klasycznie soulowy numer, który spokojnie mógłby znaleźć się na którejś z płyt Queen; piosenka oparta jest o żywą sekcję rytmiczną, wyraziste partie fortepianu i basu oraz smyczkowo-melancholijne tło.
Drugi z singlowych przebojów albumu - Living on My Own - podobnie jak I Was Born to Love You, utrzymany jest w klasycznym stylu synth popowym zabarwionym brzmieniem Eurythmics, jednak w drugiej części, za sprawą partii fortepianowych i wokaliz Freddiego Mercury’ego piosenka nabiera cech jazzu.
My Love Is Dangerous zasadniczo składa się z dwóch części; pierwsza utrzymana jest w łagodnym stylu łączącym synth pop i reggae, w drugiej części piosenka nabiera agresji, szybszego tempa, rockowego uderzenia perkusji, glam rockowych riffów gitarowych i przybiera faktyczną glam rockową formę utworu, chyba najbardziej na całym albumie zbliżonego do rockowej twórczości Queen.
Album finalizuje singlowa kompozycja w duchu Queen o soulowym obliczu Love Me Like There's No Tomorrow, która oparta jest na żywej sekcji rytmicznej i podniosłych partiach fortepianu uzupełnionych miękką sekcją basową. Całości dopełniają niesamowite wokale Freddiego wspierane przez chórki znane z twórczości Queen.
Album Mr. Bad Guy przyniósł Freddiemu Mercury'emu ogromny sukces komercyjny docierając do 6. miejsca w Wlk. Brytanii (Złota Płyta), troszkę gorzej płyta wypadła w USA, gdzie dotarła do 159 miejsca (US Billboard 200). Ponadto Album przyniósł Freddiemu dwa wielkie przeboje singlowe - I Was Born to Love You i Living on My Own.
Część starych fanów Queen narzekała jednak na - ich zdaniem - zbyt archaiczne brzmienie syntezatorów i automatów perkusyjnych; na przeciw ich wymaganiom stanęli zatem inżynierowie dźwięku, Justin Shirley-Smith i Joshua J. Macrae, którzy nie tylko na nowo zmixowali album, ale w części utworów dyskretnie dograli na nowo sekcje basowe i rytmiczne - za te pierwsze odpowiedzialny był Neil Fairclough, basista znany z koncertów pod szyldem Queen + Adam Lambert. Tym sposobem w 2019 roku ukazało się poprawione brzmieniowo i rytmicznie wydawnictwo Mr. Bad Guy - Special Edition.


Music for the Jilted Generation - drugi studyjny album brytyjskiej formacji The Prodigy, który ukazał się 4 lipca 1994 roku, przynosząc grupie pierwszy ogólnoświatowy sukces komercyjny. A wszystko zasadniczo mogło potoczyć się zupełnie inaczej, bowiem lider i główny twórca i instrumentalista zespołu, po sukcesie pierwszego albumu The Prodigy - Experience (1992) - był zmęczony, nie miał chęci dalszego tworzenia i w zasadzie chciał rozwiązać zespół i zakończyć karierę. Jednak w tym samym czasie doszło do rzeczy dość niespotykanej w cywilizowanym świecie, wręcz całkowicie oburzającej; otóż brytyjski rząd wprowadził restrykcyjne prawo ograniczające i ściśle kontrolujące masowe imprezy spod znaku techno i rave, argumentując to względami bezpieczeństwa ich uczestników. Początki subkultury rave w Wlk. Brytanii sięgały 1988 roku, kiedy z USA przywędrował tam nurt acid house, który zyskał popularność w undergroundowych kręgach dając początek młodzieżowej subkulturze rave. Oprócz zaznaczającego się wpływu acid house'u na brytyjskie zespoły pokroju Cabaret Voltaire, The Beloved, Pet Shop Boys czy The KLF, w tamtym czasie zaczęto organizować otwarte masowe imprezy rave, na których młodzież zażywała ecstasy (znanej też pod skkrótem MDMA). I choć problem rzeczywiście istniał, brytyjskie bulwarówki zaczęły go ewidentnie przejaskrawiać, pisząc o odgryzionych przez uczestników gołębich głowach, czy ziemi gęsto usłanej morzem plastikowych opakowań po ecstasy pozostawianych po imprezach.
Choć zarzuty szmatławców były wyolbrzymione i pozbawione jakiejkolwiek racji, brytyjski rząd wystraszył się na tyle, że zaczął pracować na spec-ustawą, która miała ograniczyć tego typu imprezy.
W końcu surowe prawo weszło w życie w Wlk. Brytanii na początku 1993 roku, wywołując protesty i prowokując Liama Howletta do rezygnacji z porzucenia działalności muzycznej i tym samym muzyk, na przekór ustawie rządowej, postanowił  razem z The Prodigy nagrać album z politycznym przesłaniem (choć po latach w wywiadach zaprzeczał, że kierowały nim motywy polityczne). Niewątpliwie mroczny front okładki, jak i wnętrze wkładki autorstwa Lesa Edwardsa, znanego brytyjskiego ilustratora, przedstawiające młodego człowieka w długich włosach przecinającego linę mostu łączącego dwa terytoria dzielące przepaść, mają jasne polityczne przesłanie. Pierwsze z widocznych na obrazie terytoriów jest ciemne i brudne z widocznymi dymiącymi fabrykami w tle i kordonami policji na pierwszym planie, drugie zaś jest jasne i czyste, przedstawiające kwitnącą trawą festiwalową scenę z zebranymi pod nią ludźmi w tle, zaś długowłosy młody człowiek na pierwszym planie pokazuje w stronę policji środkowy palec prawej dłoni, co jest ewidentnym politycznym manifestem.
Niewątpliwie album Music for the Jilted Generation jest kontynuacją stylu z Experience, który miał niebagatelny wpływ na wzrost popularności subkultury rave w Wlk. Brytanii, jednakże zespół postawił także na zmiany i muzyczny rozwój. Słychać to już w otwierającym album 45-sekundowym eksperymentalnym Intro, brzmiącym niczym jeden z numerów Throbbing Gristle z lat 70.
Break & Enter opiera się na tym samym schemacie drum and bassu połączonego z falującą przestrzenią i syntezatorowym brzmieniem znanymi z przebojów z Experience, jak Wind It Up czy Out of Space, choć w Break & Enter pojawiają się industrialny pulsujący podkład i bardziej rozbudowane klawiszowe partie. 
Their Law jest oczywistym odniesieniem się do sytuacji politycznej w kraju; utwór został nagrany z gościnnym udziałem muzyków industrialnego zespołu Pop Will Eat Itself. Oprócz tradycyjnego dla The Prodigy łączenia drum and bassu z elektroniką, pojawiają się grunge'owe riffy gitarowe, nie przypadkiem zresztą, bowiem Liam Howlett był fanem grunge'u, który akurat w tym czasie cieszył się ogromną popularnością. Była to też zapowiedź kierunku, w którym The Prodigy miał podążyć na następnym albumie - The Fat of the Land.
Full Throttle odwołuje się do tradycji acid house'u przełomu lat 80 i 90, jednocześnie poprzez mordercze tempo kierując się w stronę rave'u.
Voodoo People stał się pierwszym ogólnoświatowym hitem singlowym The Prodigy; z jednej strony kumulują się tu style drum and bass, house i power electronics, z drugiej strony kompozycja kieruje się w kierunku grunge'u poprzez sample riffów gitarowych Nirvany.
Speedway (Theme from Fastlane) to transowo-rave'owy numer o morderczym tempie z  wykorzystaniem dźwięków bolidów Formuły 1 w tle. Kiedy wydaje się, że numer w zasadzie kończy się, pojawia się ukryte dark-ambientowe interlude brzmieniowo przypominające dokonania Cabaret Voltaire i Richarda H. Kirka z lat 90. Ukryty utwór jest de facto wstępem do następnego utworu - The Heat (The Energy) - będącego powrotem do acid house'owych klimatów znanych z albumu Experience.
Poison, kolejny ogólnoświatowy singlowy hit The Prodigy jest już ewidentną zapowiedzią kierunku, w który podąży zespół na albumie The Fat of the Land; utwór oparty jest na ciężkim break-beatowym rytmie, industrialnym pulsującym podkładzie i dusznym elektronicznym tle. Pojawia się też wrzaskliwa i chrapliwa melorecytacja wokalisty Maxima Reality'ego. I choć na moment kompozycja  spowalnia do łagodnego ambientowego tła, to już po chwili z całą mocą wraca do ciężkiego i dusznego brzmienia. Poison jest najlepszym momentem całego albumu. 
No Good (Start the Dance), to kolejny światowy przebój singlowy The Prodigy, który jest powrotem do struktury i schematu przebojów z Experience - Wind It Up i Out of Space - gdzie wykorzystano sample wokalne z istniejących starych kompozycji; na No Good (Start the Dance) wykorzystano sample z No Good for Me z repertuaru Kelly Charles oraz Funky Nassau z repertuaru Bahamian funk group The Beginning of the End.
One Love (Edit) był singlem, który ukazał się na blisko rok przed wydaniem albumu Music for the Jilted Generation. Utwór jest hybrydą drum and bassu i acid house'u osadzonego w stylistyce rave. Przez numer przewija się chłodny i mroczny syntezatorowy podkład oraz śpiew arabskiego muezina na przyśpieszonych obrotach, co mogło prowokować ortodoksyjnych muzułmanów do uznania utworu za obrażający islam. Nie przeszkodziło to jednak singlowi w dotarciu do 8. miejsca na liście najlepiej sprzedających się singli w Wielkiej Brytanii w 1993 roku, co też zapowiadało duże oczekiwania fanów The Prodigy wobec nowego wydawnictwa, na które trzeba było czekać rok.
Album finalizuje 20-minutowa suita The Narcotic Suite podzielona na trzy różne od siebie utwory; pierwszy z nich - 3 Kilos - oparty jest na break-beatowej sekcji rytmicznej z warkotliwym podkładem, chłodnej przestrzeni, niskim opadającym tle i stale wibrującej pętli. Kompozycja odznacza  się zagrywkami fortepianu i jazzującymi partiami dominującego tu fletu. Utwór kończą wibrujące efekty stereofoniczne.
Skylined jest powrotem do ambientowo-jungle'owo-house'owych łagodnych klimatów z Experience, utwór kończy przetworzony szum morza na tle ponurego brzmienia syntezatora.
Claustrophobic Sting, który stanowi finalizację suity The Narcotic Suite, dla odmiany jest mocnym rave'owym transowym numerem opartym o ciężką drum and bassową rytmikę.
Music for the Jilted Generation był pierwszym ogólnoświatowym sukcesem albumowym The Prodigy; album dotarł m.in. do 1. miejsca zestawienia listy UK Albums, 4. miejsca UK Dance Albums, 31. miejsca US Top Catalog Albums amerykańskiego Billboardu, 9. miejsca w Australii czy 11. miejsca w Niemczech (Offizielle Top 100), zaś w zestawieniu prestiżowego amerykańskiego US Billboard 200 album uplasował się na 198 miejscu. W Polsce i Szwecji otrzymał status Złotej Płyty, w Wlk. Brytanii pokrył się platyną. A był to dopiero przedsmak możliwości, jakie zespół miał zaprezentować na następnym albumie, kiedy stać się miał jedynym, obok Nine Inch Nails, współczesnym zespołem z kręgu muzyki elektronicznej dorównującym statutowi takim elektronicznym legendom jak Depeche Mode, New Order czy Kraftwerk.
Music for the Jilted Generation jest jednym z najważniejszych albumów lat 90, który wpłynął na ówczesną scenę techno i elektroniczną, także w Polsce, gdzie miał duży wpływ na twórczość grup pokroju Agressiva 69, Nowy Horyzont, Wieloryb, Aya RL czy LD.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116720 autor: Depeche Gristle » 07 lut 2021, 22:24

Moderat - III, 2016;
*****
Style: electro pop, dubstep, cold wave, trip hop, ambient, house, jungle, r'n'b, pop psychodeliczny, electro, minimal
Obrazek

Moderat - II, 2013;
*****
Style: electro pop, dubstep, cold wave, trip hop, r'n'b, house, minimal, electro, ambient, experimental, indie pop, new age, rock elektroniczny
Obrazek


III - trzeci album berlińskiego tria electro popowego Moderat.
Ogromny sukces komercyjny dwóch poprzednich odsłon Moderata (albumy Moderat, 2009 i II, 2013) sprawił, że muzycy zespołu nagrali kolejny remake dwóch poprzednich wydawnictw - III - który jednak znacząco różnił od formuły obu poprzedników, zarówno muzycznie, ale przede wszystkim przejściem w kierunku popowym i bardziej piosenkowego oblicza muzyki, stanowiącego odejście od charakteryzujących dotychczas twórczość zespołu improwizacji typu elektronicznych jam sessions.
Album III w odróżnieniu od dwóch poprzednich płyt Moderata o wiele szerzej stawia na warstwę wokalną, ale nic w tym dziwnego, skoro zespół dysponuje wokalistą pokroju Saschy Ringa doskonale operującego emocjami, do którego nastrojów podporządkowuje się znaczna część albumu i podobnie jak w przypadku II Moderat nie korzysta z usług zaproszonych wokalistów, oddając całkowicie pole wokalne Saschy Ringowi wspartemu jedynie w chórkach przez współautorkę tekstów Lailę Samulelsen oraz Gernota Bronserta i Sebastiana Szarego.
Muzycy Moderat począwszy od czasu swojego debiutanckiego albumu zdążyli już okrzepnąć i zgrać się na tyle, by wystarczająco poznać własne charaktery, co też po raz pierwszy w trakcie sesji nagraniowej do albumu pozwoliło na wejście do studia z gotowym, wcześniej już opracowanym materiałem.
Zespół zapowiedział w pełni dojrzały materiał, co potwierdzał Gernot Bronsert mówiąc: „Do studia wchodziliśmy dokładnie wiedząc, co każdy z nas ma do zrobienia". Z kolei Sebastian Szary mówił: „Wyobrażamy sobie, że siedzimy w ciemnym kinie, oglądając pasjonujący film ze wspaniałym soundtrackiem”. I właśnie takie założenie miał album III, którego premiera miała miejsce 1 kwietnia 2016 roku. Już początek albumu potwierdza tę tezę; Eating Hooks, delikatny utwór singlowy otwierający wydawnictwo poprzedzony jest chłodną i mroczną eksperymentalną introdukcją, która przechodzi w lekko wibrujące melancholijne tło piosenki opartej na rytmice w stylu r'n'b. Tło i rytm idealnie współgrają z rozleniwionym wokalem Ringa.
Singlowy Running jest przypomnieniem klimatów dwóch poprzednich albumów Moderata; kompozycja ma house'ową strukturę brzmienia i odległą chłodną przestrzeń. Rytm oparty jest o klasyczny nowoczesny beat. Z czasem kompozycja nabiera większej palety dźwięków, co wraz z wokalem buduje i rozkręca panujące w utworze napięcie.
Instrumentalny Finder oparty jest o house'ową strukturę i lekko taneczną rytmikę. Numer zawiera sampel kobiecej wokalizy, z czasem nabiera też wibrujących pętli i głębokiego niskiego tła, które nakładają się na house'ową strukturę i całkowicie dominują  nad nią.
Ghostmother jest hybrydą melancholijnego organowego tła i dubstepowej rytmiki, zaś warstwa wokalna, choć jest senna, wydaje się znacznie cieplejsza. 
Trzeci z singlowych numerów - Reminder - wyraźnie przyśpiesza i podkręca tempo, choć kompozycja pozostaje w klimatach melancholii za sprawą wokalu, to połamany jungle'owy rytm nie pozostawia wątpliwości nabierając energii idealnie dopasowanej do chłodnego electro popowego charakteru i przebojowości piosenki.
The Fool zawiera oszczędną dubstepową rytmikę i organowe tło oraz pełen melancholii wokal. Smaku dodają jednak wyraźne analogowe partie syntezatorowe czy subtelne zagrywki gitar.
Intruder oparty jest na pulsach syntezatorowo-perkusyjnych i delikatnej chłodnej przestrzeni, choć w pewnym momencie kompozycja nabiera mocniejszego dubstepowego rytmu. Wokal z kolei jest miękki i ciepły, ale tym razem pozbawiony nadmiernych emocji.
Drugi z instrumentalnych utworów albumu - Animal Trails - jest połączeniem jungle'owej sekcji rytmicznej, nisko brzmiącego analogowego tła, chłodnej przestrzeni, pulsującej elektroniki i house'owych motywów. Słychać też sample przetworzonych plemiennych śpiewów.
Zamykający album Ethereal opiera się na licznych pulsujących pętlach, równie pulsującym delikatnym i połamanym rytmie, który pojawia się jednak z czasem, wraz ze wzrastającym napięciem utworu; jest i niskie analogowe tło i odległa lodowata przestrzeń oraz senny wokal.
III, podobnie jak dwa poprzednie albumy Moderata odniósł spory sukces komercyjny; doszedł do 5. miejsca w Niemczech (Offizielle Top 100), Austrii i Szwajcarii, 8. miejsca w Holandii, 9. miejsca we Włoszech, 11. miejsca w Belgii, zaś w Polsce dotarł do 24, miejsca. Moderat ruszył w światową trasę koncertową promującą album (w Polsce zagrali trzy koncerty). Pytanie tylko, czy album III rzeczywiście jest finałem trylogii i ostatecznym końcem Moderata? Wydaje się wątpliwe, bowiem warto pamiętać, że Moderat zdobył ogromną popularność - o wiele większą, niż macierzyste formacje tworzących go muzyków - Modeselektor i Apparat, od których Moderat zaczerpnął zresztą  swoją nazwę. Niewykluczone zatem, że niebawem trio zechce jednak powrócić pod szyldem Moderat z premierowym materiałem. I oby tak się stało, bowiem Moderat jest jednym z najciekawszych wykonawców elektronicznych minionej dekady i wielką szkodą dla muzyki elektronicznej byłoby zakończenie jego działalności.


II - drugi album berlińskiego tria Moderat wydany 6 sierpnia 2013 roku - jak, w jednym z wywiadów, zdradził klawiszowiec grupy Gernot Bronsert, album został nagrany w zaledwie sześć miesięcy.
Ogromny sukces komercyjny albumu debiutanckiego Moderat w 2009 roku, był zaskoczeniem nawet dla samych jego muzyków, bowiem wszyscy trzej traktowali Moderat jako drugorzędny projekt względem swoich macierzystych formacji, tymczasem Moderat stał się o wiele popularniejszy i znacznie bardziej rozpoznawalny od Modeselektor i Apparat, których nazwy nota bene nic nie mówią postronnym osobom, które współczesną elektroniką się nie interesują lub nie są w niej zorientowane, natomiast wejście Moderata odbiło się dość szerokim echem, także poza kręgiem fanów muzyki elektronicznej, nic więc dziwnego, że Gernot Bronsert, Sebastian Szary i Sascha Ring postanowili powrócić pod szyldem Moderat i nagrać swoisty remake debiutanckiego albumu zatytułowany po prostu II. W odróżnieniu jednak od albumu debiutanckiego, II jest już znacznie bardziej ujednolicony stylistycznie i brzmieniowo, nie ma już muzycznych poszukiwań i wypadów w różne style, które charakteryzowały debiut. Muzycy rezygnują również z zapraszania innych wokalistów, zostawiając pole wokalne do dyspozycji Saschy Ringa wspomaganego jedynie w chórkach przez obu klawiszowców i współautorkę tekstów Sisi Brambell; artyści wyraźnie wiedzą, czego chcą. Zresztą, sukces debiutanckiego albumu sprawił, że fani niecierpliwie oczekiwali premiery II, to z kolei sprawiło, że materiał z albumu wyciekł do internetu na kilka tygodni przed jego premierą, co z jednej strony było w oczywisty sposób złe, jednak z drugiej zaś strony fani w większości przyjęli album entuzjastycznie jeszcze przed jego oficjalną premierą.
Album otwiera półtoraminutowa minimalistyczna introdukcja The Mark (Interlude) w chłodnym i dusznym klimacie, która w 2018 roku wykorzystana została jako soundtrack do amerykańskiego horroru "Annihilation" w reżyserii Alexa Garlanda, po czym następuje przebojowy, utrzymany w klimacie indie pop Bad Kingdom o charakterystyce chłodnego i melancholijnego electro popu zespolonego z dubstepową rytmiką i warkotliwym basowym podkładem.
Instrumentalny Versions jest zwartym połączeniem dubstepu, house'u, electro i ambientu, gdzie klimaty współgrających ze sobą energii i melancholii mieszają się z przetworzonymi samplami wokaliz.
Let in the Light wyraźnie zwalnia tempo; kompozycja jest połączeniem lodowatego ambientu i trip-hopu z oszczędną i break'ową sekcją rytmiczną. Wokal w niektórych miejscach ulega przetworzeniu, ale słodyczy i uroku dodają mu niewątpliwie kobiece chórki.
Instrumentalny hipnotyzujący 10-minutowy Milk o klasycznej charakterystyce house'owej oraz o dusznym i transowym klimacie odwołuje się do tradycji subkultury rave.
Kolejny instrumentalny numer - Therapy - jest kolaboracją chłodnej elektroniki i soczyście wyrazistego pulsu sekwencera z trip-hopowym podkładem sekcji rytmicznej.
Gita o warkotliwym przerywanym podkładzie, pod względem wokalnym, rytmicznym i klimatycznym odwołuje się do tradycji r'n'b, choć w dość melancholijnym nastroju muzycznym i w wokalu czuć wyraźne wpływy Thoma Yorke’a.
Półtoraminutowa instrumentalna miniatura Clouded (Interlude) o delikatnym i subtelnym odległym perkusyjnym werblu, poprzez analogowe pętle i głębokie ambientowe tło odwołuje się do twórczości legendarnej krautrockowej formacji Cluster z drugiej połowy lat 70.
Kompozycja Ilona opiera się na dubstepowej sekcji rytmicznej, house'owym podkładzie, chłodnej i dusznej przestrzeni oraz subtelnych analogowych klawiszowych sekwencji. Warstwa wokalna ogranicza się jedynie do sekwencji pojedynczego przetworzonego przez vocoder zdania: "Move Further Apart".
Minimalistyczna Damage Done jest piosenką opartą na nisko granym podkładzie, organowej przestrzeni i delikatnym pulsie z dodatkiem mrocznych syntezatorowych dźwięków rodem z Twin Peaks; równie delikatna jest połamana i odległa sekcja rytmiczna. Wokal, choć ciepły, zabarwiony jest, podobnie zresztą jak cały utwór, nostalgią.
Wieńczący album instrumentalny This Time zawiera organowo-ambientową przestrzeń, na której osadzono subtelne house'owe sekwencje odwołujące się do subkultury rave'u, delikatne partie fortepianowe i klawiszowe oraz dubstepowy podkład rytmiczny.
Album II powtórzył sukces komercyjny debiutu Moderata docierając do 10. miejsca w Niemczech, 11. miejsca w Szwajcarii, zaś  w Wlk Brytanii album dotarł do 73. miejsca UK Albums Chart. W Europie sprzedał się w nakładzie ponad 75 tys. egzemplarzy. Moderat stał się tym samym najpopularniejszym i najbardziej rozpoznawalnym zespołem z kręgu współczesnej muzyki elektronicznej.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116721 autor: Depeche Gristle » 15 lut 2021, 1:58

Gary Numan - Engineers (live), 1980;
******
Style: new wave, synth pop, post punk, cold wave, synth rock, dark wave, rock elektroniczny, ambient, minimal, glam rock, funk
Obrazek


Engineers - koncertowy album Gary'ego Numana, który ukazał się 25 lutego 2008 roku nakładem wytwórni Beggars Banquet w limitowanej edycji 3000 kopii. Album jest zapisem australijskiego koncertu Gary'ego Numana w Capitol Theatre w Sydney, który miał miejsce 31 maja 1980 roku podczas światowej trasy koncertowej promującej album The Pleasure Principle. Był to też największy okres popularności Gary'ego Numana, który pod tym pseudonimem występował względnie od niedawna. Artysta zaprezentował głównie materiał ze swojej wówczas najnowszej (debiutanckiej) płyty The Pleasure Principle oraz drugiej wydanej jeszcze pod szyldem Tubeway Army płyty Replicas.
W mroczny nastrój koncertu wprowadza minimalistyczna instrumentalna introdukcja Introduction: Theme From Replicas. Tempo rozkręca kolejny instrumentalny numer, Airlane, który studyjnie również rozpoczyna album The Pleasure Principle i również niewiele różni się od wersji studyjnej; kompozycja łączy style new wave i synth pop z charakterystycznym dla Gary'ego Numana wysoko granym wibrującym klawiszem. Pod koniec pojawiają się gitarowe riffy, których brak jest w wersji studyjnej.
Po instrumentalnej rozgrzewce przychodzi czas na tą właściwą fazę koncertu, którą otwiera new-wave'owo-post punkowy Me! I Disconnect From You z albumu Replicas zaprezentowany w wersji bliskiej wersji studyjnej. Tak samo, bliskie wersjom studyjnym prezentowane są niemal wszystkie pozostałe piosenki; różnice są niewielkie, zazwyczaj w postaci nieznacznego wydłużenia bądź dodania partii gitarowych.
Praying to the Aliens, także pochodzący z albumu Replicas, to mroczny synth pop oparty na analogowym niskim brzmieniu, będącym wizerunkiem stylu Gary'ego Numana tamtego okresu, czego przykładem jest również pochodzący z albumu The Pleasure Principle mroczny i chłodny synth popowy M.E., choć w wersji koncertowej partie skrzypiec zastąpiono wibrującymi klawiszami.
Nie inaczej prezentuje się pochodzący z albumu The Pleasure Principle numer Films, choć poprzez gęstszą linię perkusyjną i mocniejszy bas utwór zyskuje bardziej new wave'owy wymiar.
Niealbumowy ale pochodzący z ery Replicas numer We Are So Fragile jest połączeniem klasycznego post punka w stylu wczesnego Ultravox z syntezatorowym pulsującym podkładem i melodyjnymi zagrywkami klawiszy, które zaskakująco dobrze współgrają z riffami gitar.
Synth rockowy Are 'Friends' Electric? pochodzący z albumu Replicas już w w tamtym czasie stał się klasykiem (czego dowodzi reakcja publiczności), jednym z najważniejszych punktów koncertów Gary'ego Numana, granym do dzisiaj w zasadzie w niezmienionej formie. Piosenka uchodzi za wczesną formę znanego obecnie rocka gotyckiego.
Synth popowa Conversation pochodząca z The Pleasure Principle wprowadza w iście trasowy klimat. Tym razem jednak, podobnie jak w wersji studyjnej, nie brakuje żywej partii skrzypiec.
Niealbumowy Remind Me To Smile jest hybrydą funka lat 70, glam rocka i synth popowej zimnej fali.
Synth rockowy utwór Replicas z albumu Tubeway Army o tym samym tytule łączy syntezatorowe brzmienia cold wave z glam rockowymi riffami gitar.
Niealbumowy Remember I Was Vapour ma charakter new wave'u z poukładanym podkładem elektronicznej perkusji i charakterystycznymi dla Gary'ego Numana wibrującymi solówkami klawiszy.
W nastrój wyciszenia wprowadza instrumentalna XIX-wieczna kompozycja Trois Gymnopédies z repertuaru francuskiego pianisty Erika Satiego uważanego za pioniera ambientu. W interpretacji Gary'ego Numana fortepianowe partie osadzone są na tle delikatnie wibrującego syntezatorowego brzmienia. Utwór idealnie wprowadza w stan relaksu oraz stanowi pomost do następnej piosenki, Cars, pochodzącej z albumu The Pleasure Principle, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. To największy przebój w dorobku Gary'ego Numana, grany na koncertach do dziś, choć w nieco zmienionej wersji. Wtedy jednak grany w wersji najlepszej, czyli identycznej jak studyjny pierwowzór.
W niealbumowym I Die: You Die następuje zderzenie post punka z cold wave.
Bombers jest powrotem do początków muzycznej kariery Gary'ego Numana z czasów wczesnego Tubeway Army; numer jako jedyny nie został zaprezentowany w formie zbliżonej do studyjnej, a osadzony na podkładzie elektronicznej perkusji oraz strukturze muzycznej takiej samej jak w utworze Remember I Was Vapour, chociaż Bombers zawiera partie skrzypiec oraz ostre glam rockowe riffy gitarowe w refrenie. Nie brakuje też dodatkowych klawiszowych eksperymentów. Utwór ten zresztą był w tamtym okresie grany w takiej właśnie, znacznie odbiegającej od pierwowzoru wersji glam rockowej.
Występ finalizuje pochodząca z The Pleasure Principle piosenka Tracks łącząca synth pop i new wave, będąca w zasadzie formą elektronicznego punka. Warto podkreślić mocniejszą sekcję perkusji i pulsującego elektronicznego basowego podkładu względem wersji studyjnej.
Album Engineers jest idealnym przypomnieniem i powrotem do przełomu lat 70 i 80, najlepszego okresu w twórczości Gary'ego Numana, nie tylko poprzez pryzmat jego ogromnej ówczesnej popularności. Artysta zaprezentował zarówno najlepsze swoje kultowe już dziś piosenki, ale także sporo niealbumowych rarytasów. Engineers jest jednym z najlepszych koncertowych albumów w dorobku Gary'ego Numana - pozycja jak najbardziej warta polecenia.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

olo81
Twardziel
Posty: 520
Rejestracja: 09 maja 2005, 1:13
Lokalizacja: Sosnowiec
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Aphex Twin, Jacek Sienkiewicz, Aron Funk, Richad Devine, Aleksi Perälä, PJ Harvey, Joy Division, Coil, Autechre, Boards of Canada, Cex, Kid606, Mikołaj Bugajak, We Will Fail, Ceephax Acid Crew, Radian
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116722 autor: olo81 » 25 lut 2021, 20:14

http://olo81.wikidot.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

asik76
Stary wyga
Posty: 221
Rejestracja: 15 paź 2006, 18:34
Lokalizacja: POLSKA
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116743 autor: asik76 » 10 mar 2021, 12:01

A ja teraz słucham tego:
Pyramid Peak- Symmetry (2020)

https://pyramid-peak.bandcamp.com/album/symmetry

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

olo81
Twardziel
Posty: 520
Rejestracja: 09 maja 2005, 1:13
Lokalizacja: Sosnowiec
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Aphex Twin, Jacek Sienkiewicz, Aron Funk, Richad Devine, Aleksi Perälä, PJ Harvey, Joy Division, Coil, Autechre, Boards of Canada, Cex, Kid606, Mikołaj Bugajak, We Will Fail, Ceephax Acid Crew, Radian
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116758 autor: olo81 » 19 mar 2021, 2:11

http://olo81.wikidot.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116803 autor: Depeche Gristle » 20 kwie 2021, 0:30

Aya RL - Calma, 1996;
*****
Style: house, drum and bass, techno, electro, industrial, jungle, break beat, cold wave, nowa fala, post punk, noise, ambient, electro pop, ska, ebm, hip hop, funk, rock elektroniczny, neofolk
Obrazek


Calma - czwarty album studyjny legendarnej polskiej formacji awangardowej Aya RL, wydany 16 listopada 1996 roku.
Spektakularny sukces albumu Nomadeus (1994), w tym przyznanie albumowi prestiżowej nagrody Fryderyka w 1995 roku, wpłynęło nie tylko na twórczość samego zespołu; był to również pewien rodzaj rewolucji na samej polskiej scenie muzycznej, bowiem album wydatnie przyczynił się do rozwoju polskiej sceny techno, która do tej pory, na ogół dyskryminowana przez publiczne radio i TV, działając w głębokim podziemiu nagle eksplodowała. Techno zaczęło być popularne w Polsce, wreszcie zaistniało na antenach radiowych i w TV; zespół Millennium wylansował pierwszy polski przebój techno A Teraz Polska, dotychczasową niszę techno zaczęły wypełniać industrialne zespoły pokroju Agressiva 69, Wieloryb czy Nowy Horyzont, powstawały też liczne nowe zespoły wykonujące techno, jak - oprócz wspomnianego Millennium - LD, Marcel, X Rave i wiele innych. Doszło do tego, że po styl techno sięgnęli niektórzy wykonawcy grający dotąd disco polo - mało tego! - nawet polskie legendy rocka lat 80 i 90 takie jak Lady Pank sięgnęły po techno (album W Transie, 1997). Bez dwóch zdań, w drugiej połowie lat 90 fenomen techno osiągnął w Polsce niemal podobny status jaki miał w Niemczech; polska scena techno dorównała wtedy popularnością polskiej scenie rockowej - mówiąc krótko, w tamtym czasie zaistniała polska scena techno z prawdziwego zdarzenia, która liczyła się aż do początków lat 2000. Był to jedyny okres tak wielkiej popularności techno w Polsce, a wszystko zaczęło się od ogromnego sukcesu albumu  Aya RL - Nomadeus. Nic zatem dziwnego, że zespół postanowił nagrać sequel koncept albumu Nomadeus jakim była Calma. Mamy więc kontynuację sagi o odwiecznej walce dwóch pozaziemskich cywilizacji - Calmagonów i Nomadeusów, choć tym razem zmienia się muzyczna koncepcja samego albumu. Korzystając z ogromnej fali popularności techno w Polsce, zespół postanowił nagrać album w całości osadzony w tej stylistyce i jej odmianach. Co prawda techno z jego odmianami pojawiło się już na Nomadeusie, jednak sam album tylko w części zawierał ten styl. Calma zasadniczo w całości osadzona jest w stylistyce techno.
Warto też wspomnieć, że sukces Aya RL w połowie lat 90 sprawił, że o zespole przypomniał sobie jego były wokalista Paweł Kukiz, który choć dalej pozostawał poza składem Aya RL, gościnnie (głos, sample) wziął udział w nagraniu albumu Calma, którego zapowiedzią był wydany latem 1996 roku maxisingiel Aya RL feat. Kukiz - Ameryka.
Album Calma otwiera zatem utwór Calmagon (part IV) łączący przetworzone etniczne śpiewy rodem z twórczości Deep Forest z industrialem i drum and bassem w stylu The Prodigy z albumów Experience i Music for the Jilted Generation. Zresztą, inspiracje twórczością The Prodigy i Deep Forest są dość silnie wyczuwalne niemal na całym albumie, czego dowodem jest również kolejna kompozycja - Wy-to-ja będąca w rzeczywistości przeróbką techno kultowego standardu Aya RL z lat 80, utworu Unikaj Zdjęć pochodzącego z kultowego debiutu płytowego zespołu,  Aya RL (1985), tzw. "Czerwonej".
Wy-to-ja zachowuje sample charakterystycznej partii basowej Unikaj Zdjęć oraz - tylko częściowo - tekst ograniczający się jedynie do przetworzonego „Wy-to-ja” oraz oryginalnie zachowanego "Odbiór". Muzycznie jednak - za wyjątkiem wspomnianej oryginalnej zagrywki basowej - utwór został całkowicie zmieniony łącząc acid house i drum and bass w stylu The Prodigy z albumów Experience i Music for the Jilted Generation z lodowatą elektroniczną przestrzenią i mrocznym, nisko granym syntezatorowym podkładem, co przecież charakteryzowało twórczość The Prodigy pierwszej połowy lat 90.
Calmagon (part II) rozpoczyna jedna z najbardziej znanych melodii lat 90 w Polsce, która wykorzystana została jako dżingiel w reklamie jednej z sieci komórkowych, następnie kompozycja przechodzi w zasadzie w kontynuację materiału z utworu Calmagon pochodzącego z albumu Nomadeus; numer utrzymany jest w klasycznym stylu house i techno z dodatkami sporadycznych, za to wyrazistych riffów gitarowych oraz plemiennych śpiewów przypominających o inspiracji Aya RL twórczością Deep Forest. Utwór wieńczy ta sama chwytliwa i wyrazistsa linia melodii, która go rozpoczęła.
Elle-uti-neyo jest już wyraźnym pójściem w klimaty brytyjskiego rave w morderczym tempie połamanej rytmiki przechodzącej od stylu house po drum and bass na tle brzmienia czerpiącego inspiracje z twórczości The Prodigy, Apollo 440 i brytyjskiej sceny rave. W utworze ponadto pojawiają się etniczne śpiewy i przetworzony (przyśpieszony) rap w wykonaniu Pawła Kukiza.
Również Ray Vee kieruje się w stronę rave, jednak tym razem jest to kurs w stronę niemieckiego rave z utrzymującą się w morderczym tempie stylistyki jungle sekcją rytmiczną na tle chłodnej przestrzeni odznaczającej się melancholią. Numer charakteryzuje się również hardcore'owymi partiami klawiszy w stylu house. Także i tu nie brakuje plemiennych zaśpiewów, niekiedy na przyspieszonych obrotach, co również przynosi skojarzenia z twórczością Deep Forest - zespołu, obok The Prodigy, niezwykle ważnego dla Aya RL tamtego okresu.
Wytchnienie od morderczego tempa przynosi dopiero utrzymana w spokojnym tonie Ameryka (dreadman dub), będąca kolaboracją różnych stylów, od cold wave i ambientu (w tle), przez funk (w gitarowych partiach), po ska (w partiach bassu) i reggae (w sekcji rytmicznej).
Trance'owo-house'owy Lukas (part II) z punkowymi gitarowymi riffami jest de facto powtórką utworu Lukas z albumu Nomadeus. Nieznaczne różnice polegają tylko na niewielkim wyostrzeniu sekcji rytmicznej.
Tytułowa Calma osadzona jest w stylistykach trance i house z elementami etnicznych śpiewów i sporadycznymi riffami gitary; w dalszej części numer przechodzi w formę zbliżoną do Calmagon (part II), choć w znacznie wolniejszym, acid house'owym tempie sekcji rytmicznej.
Na-na-yeah jest z kolei mixem brytyjskiego break beatu spod znaku twórczości niezwykle popularnego wtedy Fatboy Slim i ówczesnego Moby'ego, z polskim post punkiem lat 80. Numer opatrzony jest energicznym rapem Kukiza oraz przyspieszonymi partiami wokalnymi śpiewającymi tytułową frazę „Na-na-yeah”. Kompozycja naprawdę robi niesamowite wrażenie w niczym nie ustępując podobnym tego typu brytyjskim produkcjom.
W formie bonus tracków do albumu został dodany materiał z maxisingla  Aya RL feat. Kukiz - Ameryka; pierwszy  nich to nowa wersja pochodzącego z 1983 roku utworu Jazz (A.D. 1996), w oryginale synth popowo-industrialnego; w nowej wersji utrzymany jest w stylistyce house- electro-pop, choć ociera się także o EBM i industrial. Utwór zachowuje też swoją oryginalną linię melodii (w tym gitarowy riiff i chłodną klawiszową partię) oraz pełną partię wokalną i tekst. Dodany zostaje natomiast ciężki house'owy beat oraz potężny industrialny puls dość mocno przypominający ten z utworu Depeche Mode Everything Counts - niewykluczone nawet, że są to sample z tego utworu. Jazz poprzedza, jak i kończy przesłanie od legendarnego twórcy i organizatora Festiwalu w Jarocinie (prywatnie również przyjaciela i nieoficjalnego członka Aya RL) Waltera Chełstowskiego: "Słuchajcie, tak nie będzie. I od tej strony to ja już parę doświadczeń mam. Można lubić, można nie lubić, nie wolno rzucać." / "(...) - a na rzucanie nigdy się nie zgodzę."
Drugim utworem ze wspomnianego maxisingla, zarazem kończącym cały album jest wokalna wersja utworu Ameryka, którego tekst w całości opiera się na warstwie lirycznej utworu Za Chlebem, pochodzącego z płyty Aya RL (1989), tzw. "Niebieskiej".
Album Calma, choć odniósł spory sukces komercyjny, nie był on już tak spektakularny jak w przypadku Nomadeusa. Mimo wszystko Calma przyniosła Aya RL dwa hity w postaci Calmagon (part II) i Ameryka, zaś sam album jest dziś jedną z najważniejszych płyt polskiego techno.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116807 autor: Depeche Gristle » 04 maja 2021, 1:12

Vangelis - Spiral, 1977
*****
Style: rock elektroniczny, ambient, new age, cold wave, jazz rock
Obrazek

Konstruktivist ‎– Last Moments Of 1923, 1982;
*****
Style: rock eksperymentalny, drone, rock industrialny, rock psychodeliczny, noise, rock elektroniczny, minimal, dark wave, cold wave, ambient
Obrazek


Spiral - koncept album greckiego multiinstrumentalisty Vangelisa, który ukazał się w grudniu 1977 roku, był też trzecim jego albumem nagrywanym w londyńskim studiu Nemo Studios, które dla Vangelisa okazało się dość szczęśliwym i wyjątkowym miejscem, bowiem dwa dotychczasowe albumy nagrane tamże - Albedo 0.39 i Heaven and Hell - przyniosły artyście światową sławę. Warto też nadmienić, że Vangelis nagrał tam także dwa krążki ze ścieżkami dźwiękowymi do filmów - Do You Hear the Dogs Barking? (1975) i La Fête Sauvage (1976).
W stosunku do dwóch poprzednich albumów studyjnych, na Spiral, który faktycznie był koncept albumem tematycznie inspirowanym przez starożytnego filozofa Lao Tse, Vangelis postanowił zrezygnować z form stricto rockowo-progresywnych i jazz rockowych, kładąc większy akcent na sekwencery, o czym można się przekonać już od pierwszych sekund albumu.
Otwierającą album tytułową 7-minutową kompozycję Spiral rozpoczyna introdukcja wypełniona gęstymi sekwencerowymi pulsami, na których osadza się monumentalna partia klawiszy poprzecinana biciem dzwonów. Potem utwór nabiera transowego podkładu sekwencera, dość przebojowo brzmiącej klawiszowej melodii prowadzącej oraz orkiestrowych akordów. Warto zauważyć prawie całkowity brak sekcji perkusyjnej; poza nielicznymi werblami, rolę sekcji rytmicznej pełni tu sekwencerowy puls. Jedną z ciekawostek, o których warto też wspomnieć, jest fakt wykorzystania fragmentu utworu Spiral latach 80. w czołówce jednego z programów sportowych, emitowanych przez państwową TVP1.
Dla odmiany, Ballad jest całkowicie spokojną, ambientową i wyciszającą kompozycją, stanowiącą trochę powrót do klimatów z Heaven and Hell. Choć nie brakuje tu podniosłych jazz rockowych momentów, to całościowo dominuje tu spokój podkreślany przez dźwięki syntezatora naśladujące ludzką wokalizę, lekko wibrującą ambientową przestrzeń i delikatne, lekko jazzujące partie klawiszy.
W Dervish D (inspired by the Dervish dancer who by his whirling realises the spiralling of the universe) artysta znowu daje pokaz energii poprzez silny puls sekwencera będącego zapowiedzią ery house'u. Numer ponadto zawiera linię melodii z przebojowym refrenem i rozbudowaną na podobieństwo jazzu strofą. Podobnie jak w Spiral, funkcję sekcji rytmicznej przejmuje tu sekwencer, choć tym razem artysta nie rezygnuje z perkusji - jest ona znacznie bardziej subtelna, stanowiąc wsparcie dla sekwecnera. Nie dziwi też fakt niezwykłej taneczności utworu, skoro inspirowany był on tańcem Derwiszy, co sugeruje podtytuł utworu.
To the Unknown Man, to bodaj najpiękniejszy moment całej płyty; w pierwszej części kompozycja opiera się na delikatnym i hipnotyzującym pulsie sekwencera, równie delikatnej ambientowej przestrzeni i niezwykle rozmarzonej i romantycznej melodii prowadzącej. Słychać tu zaczątki przyszłego wielkiego światowego przeboju Vangelisa - Chariots of Fire. W połowie utworu nagle pojawiają się ostre marszowe wojskowe werble i napięcie zaczyna rosnąć, w końcu następuje klasycznie rockowe wejście sekcji perkusyjnej, napięcie opada i kompozycja przechodzi w drugą, finalną część o znacznie bardziej dynamiczniejszym charakterze, z chłodną, lekko drgającą przestrzenią i zimnofalowymi partiami syntezatora.
Całość albumu kończy utwór 3 + 3 z rozwibrowanymi pętlami sekwencera, trochę w stylu Tangerine Dream pierwszej połowy lat 80, chłodną ale subtelną przestrzenią oraz ze zmieniającymi się, opowiadającymi jakąś niezwykłą i nieznaną opowieść klawiszowymi melodiami, dość charakterystycznymi dla twórczości  Vangelisa.
Spiral, podobnie jak dwa poprzednie albumy Vangelisa, również powtórzył sukces komercyjny; dziś jest to jeden z najważniejszych albumów nie tylko w dorobku artysty, ale i dla całego gatunku muzyki elektronicznej oraz rocka.
W 1978 roku Vangelis otrzymał nagrodę Midem International Instrumental za utwór To The Unknown Man.


Last Moments Of 1923 - album brytyjskiego Konstruktivist z najwcześniejszym materiałem, wydanym na kasecie w 1982 roku. W tamtym czasie nazwa formacji różniła się końcówką - dwie ostatnie litery zamienione były miejscami dając nazwę Konstruktivits.
Konstruktivits został założony na początku 1982 roku w Wlk. Brytanii przez Glenna Michaela Wallisa, którego wcześniejsza formacja Heute grająca kautrocka i muzykę eksperymentalną uległa rozwiązaniu.
Glenn Wallis postanowił jednak kontynuować eksperymentalną formułę muzyki również i w swoim autorskim projekcie Konstruktivits, który co prawda nie stał się tak znany jak inne awangardowe brytyjskie grupy pokroju Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle czy chociażby Clock DVA i Hula, jednak niewątpliwie Konstruktivits do dziś zaliczany jest do jednych z najbardziej znaczących wykonawców brytyjskiego industrialu oraz brytyjskiej sceny eksperymentalnej i undergroundowej.
Konstruktivits rzecz jasna nie miał szans stać się znanym zespołem, bowiem początki lat 80 były również początkiem pełnej komercjalizacji muzyki; czasy, kiedy muzyka awangardowa trafiała do szerokiej publiczności należały już do zamierzchłej przeszłości, nawet krautrock w Niemczech od kilku lat był już gatunkiem całkiem martwym. Na przekór temu Glenn Wallis zafascynowany krautrockiem nadał swojemu projektowi niemiecką nazwę Konstruktivits; przez pierwsze lata działalności był też jej jedynym muzykiem, dopiero z czasem w twórczości Konstruktivits zaczął pojawiać się wokal, muzyka zaczęła nabierać form bardziej piosenkowych, zaś sam Konstruktivits poszerzył skład do trzech muzyków.
Jednak w 1982 roku Konstruktivits był w pełni eksperymentalnym projektem Glenna Wallisa, który zafascynowany był również sowieckim totalitaryzmem. Nawet dzisiaj dla człowieka z Zachodu ten najkrwawszy i najbardziej zbrodniczy i niesprawiedliwy system jaki kiedykolwiek istniał na Ziemi oraz codzienne w nim życie musiało wywoływać niemałe przygnębienie - ale i fascynacje. Tak jak my współcześnie fascynujemy się ale i zarazem przerażamy się totalitarnym reżimem mordującym ludzi w Korei Północnej.
Last Moments Of 1923 jest w całości poświęcony codziennemu życiu w piekle sowieckiej Rosji epoki schyłkowego Lenina; przeraźliwie mroczna, chłodna i odhumanizowana muzyka idealnie to odzwierciedla - w zasadzie cały album mógłby posłużyć, jako soundtrack do filmu dokumentalnego prezentującego obrazy, jak i materiały filmowe z tamtych czasów, a wszelki komentarz byłby całkowicie zbędny. Potworność życia w leninowskim piekle słychać już od pierwszego utworu albumu - Intro, opartego na lodowatym drone'owo-dark ambientowym podkładzie oraz rozciągłych wyziewach klawiszy. Bardzo podobną strukturę posiadają również kolejne kompozycje: Last Moments oraz Maelstrom, w której pojawiają się mocno przytłumione dźwięki trąbki oraz bardzo odległej, granej jakby zza grubej ściany wysokiej organowej melodii.
Smack oparty jest na kołyszącym się, nisko granym warkotliwym drone'owym podkładzie uzupełnionym o bardziej subtelne, za to chaotyczne klawiszowe i smykowe plamy.
Veer złożona jest z niezwykle wysokiej, lekko wibrującej przestrzeni i nieco bardziej odległych, wysokich i niskich lodowatych podkładów brzmiących, niczym przeciągłe "aaaaaa", które z czasem nabierają siły.
W Armad po raz pierwszy pojawiają się w pełni ułożone i przemyślane akordy w postaci kołyszącego się, ale w określonym i uporządkowanym rytmie sekwencerowego pulsu, przyśpieszającego wraz z pojawieniem się pulsujących syntezatorowych pętli, na które z czasem nakładają się następne - nieco wyższe i wibrujące.
Równie poukładaną strukturę posiada też Konstant, oparty na podkładzie quasi-fortepianowej muzyki, na którą nakłada się znacznie przyśpieszony maszynowy stukot, z czasem dochodzi do tego fabryczne brzęczenie tła oraz klawiszowe pętle. W drugiej części utwór przechodzi w ten sam podkład jak w Armad, choć jest on tutaj bardziej przytłumiony, klimat zaś jest bardziej duszny.
Króciutki, półtoraminutowy eksperymentalny Konstrain, to przeciągłe wyziewy syntezatorowo-organowych dźwięków.
Konvers w całości opiera się różnorakich eksperymentach dźwiękowych, pulsach, wibracjach, echach, pogłosach, efektach taśmowych, etc.
Finalizujący podstawowy set albumu My Tears jest powrotem do brzmień z pierwszej części albumu; numer wypełniony jest niskim drone'owym podkładem, na którym rozbrzmiewają chaotyczne, niekiedy wibrujące syntezatorowe wyziewy i wyładowania.
Serię trzech bonus tracków, niepublikowanych wcześniej utworów, rozpoczyna You Are, We Hate o organowym tle i przetworzonym dźwięku przypominającym wycie wiatru. W drugiej części pojawia się stłumiony, za to w pełni poukładany sekwencerowy puls nadający utworowi industrialnego charakteru. Vital Response to podnoszący się i opadający mroczny podkład, na którego tle słychać uporczywy odgłos przypominający drapanie w tapicerkę, cichnący jednak pod koniec utworu, kiedy wytraca się również efekt wznoszenia i opadania, a całkowitą dominację przejmuje mroczne eksperymentalne drone'owe tło.
Album zamyka Sexes In Solitude oparta na zagrywce gitary akustycznej, na tle której pojawiają się zniekształcone ludzkie głosy, odległe oraz chaotyczne melodie i wreszcie podkład gitary akustycznej zastąpiony zostaje gitarą elektryczną utrzymaną jednak w tym samym tonie. W tym samym momencie pojawia się eksperymentalny, lekko wibrujący i psychodeliczny podkład z licznymi syntezatorowymi wyziewami. W drugiej części kompozycji gitarowy podkład cichnie pozostawiając jedynie eksperymentalne drone'owe tło z licznymi zniekształconymi dialogami.
Warto też wspomnieć o utworze, którego... nie ma - 11 pozycję w setliście zajmować miał bowiem Kome, jednak numer w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu przepadł.
Jeżeli ktoś chciałby na chwilę poczuć grozę życia codziennego w piekle jednego z najstraszniejszych reżimów w historii, jakim bez wątpienia był system Leninowski w sowieckiej Rosji, dla tego album Last Moments Of 1923 powinien być lekturą obowiązkową do posłuchania.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116878 autor: Depeche Gristle » 16 sie 2021, 23:44

Underworld - Dubnobasswithmyheadman, 1993;
******
Style: new wave, house, electro, cold wave, electro pop, break beat, techno, rock psychodeliczny, trip hop, ambient, jazz, soui, reggae
Obrazek


Dubnobasswithmyheadman - trzeci i przełomowy w twórczości brytyjskiej formacji Underworld album studyjny, który ukazał się 24 stycznia 1994 roku, zaś na rynku muzycznym w USA  promocja albumu nastąpiła pół roku później - 26 lipca 1994 roku.
Żeby jednak poznać genezę powstania Dubnobasswithmyheadman należy się cofnąć o pięć lat, do 1989 roku. Underworld miał już  na koncie dwa albumy wydane nakładem amerykańskiej wytwórni  Sire Records - Underneath the Radar (1988) i Change the Weather (1989) - oba utrzymane w stylistyce new wave łączącej rocka z synth popem, trochę w stylach The Cure i gitarowego oblicza New Order. Oba albumy, mimo zakrojonej na szeroką skalę promocji i efektownych teledysków do utworów singlowych prezentowanych na antenie MTV okazały się komercyjną porażką. Nie pomogła nawet trasa koncertowa promująca album Change the Weather, podczas której  Underworld grali supporty przed Eurythmics - wówczas gwiazdą formatu światowego.
Po skończonej trasie koncertowej w drugiej połowie 1989 roku, Underworld w dotychczasowej formie i składzie przestał w zasadzie istnieć; Karl Hyde został w Stanach, gdzie w Prince's Paisley Park Studios w Minneapolis brał udział w nagraniach studyjnych wraz z zespołem Blondie jako muzyk sesyjny, natomiast gitarzysta i klawiszowiec Rick Smith związał się muzycznie z DJ-em Darrenem Emersonem, którego poznał za pośrednictwem swego szwagra.
Przełom lat 80. i 90. był okresem wielkiej eksplozji popularności acid house'u; na listach przebojów królowali wykonawcy wykorzystujący ten nurt pokroju The KLF, C+C Music Factory czy Snap! W kierunku stylu acid house, łącząc go z synth popem, zwrócili się Pet Shop Boys, Cabaret Voltaire i The Beloved.
Zapewne w tamtym czasie muzycy Underworld, po braku sukcesu ich dwóch albumów, nawet nie myśleli o nagrywaniu więcej pod tym szyldem. Na początku lat 90. Rick Smith i Darren Emerson założyli nowy projekt o nazwie Lemon Interrupt coraz bardziej zagłębiając się w nurt acid house i techno, wkrótce dołączył do nich także Karl Hyde. W 1992 roku trio wydało single w stylistyce techno / house: Dirty / Minneapolis i Bigmouth / Eclipse, zapowiadające kierunek ich dalszego rozwoju muzycznego.
W 1993 roku muzycy postanowili jednak ponownie wrócić pod szyld zespołu Underworld, z którego ze starego składu pozostali jedynie Karl Hyde i Rick Smith, zaś zespół personalnie wzmocnił Darren Emerson.
W tymże 1993 roku zespół przystąpił do nagrywania nowego materiału na trzeci album studyjny, którego poprzedziły single w stylistyce techno i house - Rez i MMM...Skyscraper I Love You - zapowiadające ogromną zmianę w dotychczasowej twórczości zespołu. Tym samym powtórzył się niemal bliźniaczy scenariusz z przypadku zespołu The Beloved, który w 1987 roku, podobnie jak Underworld, wydał album Where It Is utrzymany w stylistyce gitarowego new wave i synth pop, który nie przyniósł formacji sukcesu komercyjnego, po czym The Beloved praktycznie rozpadł się, ograniczając szeroki skład do zaledwie duetu, przechodząc w stylistykę acid house łączoną z synth popem, co przyniosło formacji sukces komercyjny.
Jednak w odróżnieniu od The Beloved, Underworld poszedł ścieżką wytyczoną na początku lat 90. przez Cabaret Voltaire, w stronę stylistyki techno i minimal, inaczej jednak niż Cabaret Voltaire, nie rezygnując ze standardowej formy linii wokalnych.
Dziwaczny tytuł albumu „Dubnobasswithmyheadman" był wynikiem... pomyłki, bowiem, jak przyznał w jednym z wywiadów Karl Hyde, po prostu źle odczytał zapis dokonany przez Ricka Smitha na kasecie demo.
Album otwiera singlowy Dark & Long z klasycznie house'owo-trance'ową rytmiką i pulsującym podkładem sekwencera zaczerpniętym z kultowego przeboju disco I Feel Love z repertuaru Donny Summer. Tło stanowi wznosząca się i opadająca chłodna syntezatorowa melodia oraz klasycznie house'owe zagrywki, doskonale współgrające z rytmiką i sekwencerowym podkładem. Całości dopełnia dość ponury, choć leniwie sączący się wokal.
Singlowy Mmm Skyscraper I Love You, znany jeszcze na długo przed premierą albumu, rozciągnięty jest do 13 minut. Numer utrzymany jest w klasycznie acid house'owej stylistyce podkręconej trance'owym beatem i pulsem sekwencera; partie wokalne są jakby bardziej ożywione. Z czasem rytm i puls wyciszają się i utwór przechodzi w drugą część, która mogłaby być oddzielną kompozycją, utrzymaną w trip-hopowym rytmie i z ambientową oprawą. Delikatne partie wokalne ograniczają się tu jedynie do wielokrotnie powtarzanego tekstu „Like I feel you. like I feel you. like I feel you. like I feel you..."
Praktycznie instrumentalny, nie licząc wsamplowanych pojedynczych słów i szamańskich wokaliz, Surfboy podkręca o wiele szybsze tempo łączące klasycznie house'owy beat z break beatową rytmiką na tle trance'owych pulsów i pętli oraz chłodnej syntezatorowej przestrzeni pojawiającej się w drugiej części utworu.
Spoonman przypomina klasyczny styl acid house z przełomu lat 80. 80. oparty o jednostajny beat i gęsty puls sekwencera. Wokal w refrenie jest częściowo przetworzony, zaś w strofie surowy i chłodny, niekiedy przechodzący niemal w mantrę.
W Tongue Underworld wracają do swojej twórczości z lat 80. Piosenka jest niezwykle spokojna, wręcz senna, łącząca psychodelę, new wave i ambient; delikatna, acz wyraźna solówka gitarowa rozbrzmiewa na tle organowego tła, partie wokalne łączą senność z melancholią. Kompozycję uzupełniają wysokie zagrywki klawiszy i  odległy leniwy rytm perkusyjny.
Singlowy Dirty Epic zbudowany jest na delikatnym house'owym rytmie opartym na organowym tle i gęstym podkładzie gitary basowej. Nie brakuje tu elektronicznych pętli i udziwnionych dźwięków, a nawet glam rockowych gitarowych ozdobników, wokal zaś jest z pogranicza jawy i snu. To najlepszy moment całego albumu.
Kolejny numer singlowy, Cowgirl, przypomina nieco klimaty The Prodigy z albumów Experience i Music for the Jilted Generation, choć Cowgirl ma nieco lżejszy charakter, łączy w sobie stylistykę house i break beat z nurtem rave. Wokale są tu niemal rapowane, przetworzone, brzmiące niczym perfidnie przepuszczone przez przez stare radio tranzystorowe lub krótkofalówkę.
Dający chwilę spokoju i relaksu River Of Bass to z całą pewnością jeden z najciekawszych momentów całego albumu, zupełnie różny od reszty. Także i tu mamy powrót do twórczości Underworld z lat 80. W River Of Bass zespół, zarówno muzycznie jak i wokalnie, odwołuje się do twórczości Can z początków lat 70. Utwór łączy jazz, reggae, soul i ambient z psychodelą.
Album finalizuje numer M.E. oparty na gęstej sekcji gitary basowej i trip-hopowym podkładzie rytmicznym na tle chłodnej syntezatorowej przestrzeni i wysokich elektronicznych pętli. Dodatkiem są też długie i rozbudowane partie fortepianu. Wokale charakteryzują się ciepłem i dość pogodnym nastrojem.
Zmiana stylistyczna w muzyce Underworld okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę; album Dubnobasswithmyheadman odniósł ogromny sukces komercyjny docierając do 12. miejsca na UK Albums Chart, 12. miejsca na UK Dance Albums oraz 34. miejsca na UK Independent Albums. W Wlk. Brytanii album otrzymał status Złotej Płyty, w USA sprzedał się w nakładzie 56 tys. egzemplarzy, torując tym samym Underworld drogę do wielkiej światowej kariery.
Dubnobasswithmyheadman został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez słuchaczy jak i krytyków. Album stał się jedną z najważniejszych płyt lat 90. mającą ogromny wpływ na muzykę elektroniczną i klubową po dziś dzień. Album miał bezpośredni wpływ na twórczość wykonawców pokroju m.in. The Chemical Brothers, Moderat, Radiohead czy Schiller, w Polsce zaś do inspiracji nim przyznawali się m.in. Agressiva 69 i Kafel.
Nawet sami muzycy Underworld uważają album Dubnobasswithmyheadman za swój faktyczny debiut - i ciężko im się dziwić.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116914 autor: Depeche Gristle » 18 paź 2021, 2:42

Heldon II - Allez Teia, 1974;
*****
Style: krautrock, rock eksperymentalny, rock elektroniczny, art-rock, drone, acoustic rock, electro, jazz, ambient, dark wave, cold wave
Obrazek


Allez Teia - drugi album francuskiej formacji eksperymentalnej Heldon, nagrywany w 1974 roku w paryskim studiu Schizo, ukazał się na początku 1975 roku.
Począwszy od  Allez Teia, przez następne albumy, do nazwy Heldon dodawano chronologiczną do wydanego albumu cyfrę; w przypadku Allez Teia była to rzymska cyfra "II", stąd też pełna nazwa wydawnictwa brzmi: Heldon II - Allez Teia. Taki zabieg nie był żadną nowością wśród awangardowych zespołów, czynił tak m.in. brytyjski zespół rocka elektronicznego White Noise.
Inną nowością było poszerzenie składu zespołu do formy duetu, Richard Pinhas - George Grunblatt, uzupełnionego o dodatkowych muzyków: Alaina Renauda (gitara) i Alaina Bellaiche'a (bass) - wszyscy, za wyjątkiem Alaina Bellaiche'a, brali już udział jako muzycy sesyjni w nagraniu debiutanckiego longplaya Heldonu - Electronique Guérilla (1974).
George Grunblatt został nie tylko oficjalnym muzykiem Heldonu, był też autorem i współautorem znacznej części materiału zawartego na Allez Teia, albumu podzielonego zasadniczo na dwie części - pierwszą art-rockowo-gitarową, inspirowaną twórczością King Crimson, Roberta Frippa i Briana Eno, oraz drugą, syntezatorową (za wyjątkiem  utworu zamykającego album), inspirowaną w głównej mierze niemieckim krautrockiem.
Album otwiera utwór In the Wake of King Fripp otwarcie odwołujący się do twórczości Roberta Frippa oraz stanowiący parafrazę tytułu albumu King Crimson - In the Wake of Poseidon (1970). Utwór stanowi połączenie ciepłego, akustycznie gitarowego podkładu i chłodnej ambientowej, lekko wibrującej melotronowej przestrzeni z nielicznymi odległymi i przetworzonymi, art-rockowymi riffami gitarowymi.
Aphanisis, autorstwa George'a Grunblatta, oparty jest wyłącznie na partiach akustycznych gitar; numer ma wyraźne zabarwienie jazzowe. 
Omar Diop Blondin, autorstwa Richarda Pinhasa, składa się z czysto brzmiącego ciepłego gitarowego podkładu oraz przeciągłych, przetworzonych riffów gitarowych, granych zarówno wysoko, jak i nisko.
Niespełna 2-minutowa miniatura Moebius, autorstwa George'a Grunblatta, rozpoczyna drugą, syntezatorową część albumu. Kompozycja opiera się na energicznych sekwencerowych i klawiszowych pulsach i nisko granym syntezatorowym tle. Utwór jest hołdem wyrażonym dla szwajcarskiego instrumentalisty, muzyka krautrockowych grup Cluster i Harmonia Dietera Moebiusa, co dowodzi, jak wielki wpływ na twórczość Heldonu miała niemiecka scena krautrockowa.
Ponad 12-minutowa kompozycja Fluence: Continuum Mobile / Disjonction Inclusive, autorstwa Richarda Pinhasa, rozłożona jest na dwie części; pierwsza, zaledwie 2-minutowa, to mroczna syntezatorowo-drone'owa muzyka tła, po której następuje kilkusekundowa przerwa, za nią zaś rozpościera się kompozycja, która rozwija się powoli, od niskiego syntezatorowego drone'owego tła, przez nakładające się na nie melotronowe przestrzenie, które w końcu cichną zastąpione z czasem sekwencerowo-syntezatorowymi pulsami znanymi już z miniaturki Moebius w finale utworu.
St Mikael Samstag am Abends charakteryzuje się brzęczącym, mrocznym i psychodelicznym syntezatorowym, lekko zachwianym drone'owym podkładem, syntetycznymi efektami i delikatną, choć narastającą chłodną melotronową przestrzenią. W trakcie trwania utworu, w jego połowie, pojawia się podkład gitary akustycznej, melotronowa przestrzeń staje się wyraźniejsza, wreszcie brzmienie melotronu cichnie, zastąpione art-rockowymi, przetworzonymi i mocno stłumionymi riffami gitarowymi w stylu Roberta Frippa.
Album zamyka niezwykle ciepły numer autorstwa Richarda Pinhasa - Michel Ettori -  oparty wyłącznie na partiach akustycznych gitar zabarwionych muzyką latynoską i jazzem.
Swoisty dualizm albumu Allez Teia świadczy o pewnym poszukiwaniu własnej tożsamości muzycznej Heldonu; niemal równy podział na część art-rockową i syntezatorową jest próbą wyboru między dwoma obliczami muzyki zespołu na wczesnym etapie jego istnienia. I chociaż ostatecznie na następnych albumach Heldonu przeważyła opcja syntezatorowa, to art-rock nie zniknął całkowicie z twórczości Heldonu - zawsze na kolejnych płytach sygnowanych nazwą Heldon pojawiały art-rockowe momenty.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia