RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #116914 autor: Depeche Gristle » 18 paź 2021, 2:42

Ostatni post z poprzedniej strony:

Heldon II - Allez Teia, 1974;
*****
Style: krautrock, rock eksperymentalny, rock elektroniczny, art-rock, drone, acoustic rock, electro, jazz, ambient, dark wave, cold wave
Obrazek


Allez Teia - drugi album francuskiej formacji eksperymentalnej Heldon, nagrywany w 1974 roku w paryskim studiu Schizo, ukazał się na początku 1975 roku.
Począwszy od  Allez Teia, przez następne albumy, do nazwy Heldon dodawano chronologiczną do wydanego albumu cyfrę; w przypadku Allez Teia była to rzymska cyfra "II", stąd też pełna nazwa wydawnictwa brzmi: Heldon II - Allez Teia. Taki zabieg nie był żadną nowością wśród awangardowych zespołów, czynił tak m.in. brytyjski zespół rocka elektronicznego White Noise.
Inną nowością było poszerzenie składu zespołu do formy duetu, Richard Pinhas - George Grunblatt, uzupełnionego o dodatkowych muzyków: Alaina Renauda (gitara) i Alaina Bellaiche'a (bass) - wszyscy, za wyjątkiem Alaina Bellaiche'a, brali już udział jako muzycy sesyjni w nagraniu debiutanckiego longplaya Heldonu - Electronique Guérilla (1974).
George Grunblatt został nie tylko oficjalnym muzykiem Heldonu, był też autorem i współautorem znacznej części materiału zawartego na Allez Teia, albumu podzielonego zasadniczo na dwie części - pierwszą art-rockowo-gitarową, inspirowaną twórczością King Crimson, Roberta Frippa i Briana Eno, oraz drugą, syntezatorową (za wyjątkiem  utworu zamykającego album), inspirowaną w głównej mierze niemieckim krautrockiem.
Album otwiera utwór In the Wake of King Fripp otwarcie odwołujący się do twórczości Roberta Frippa oraz stanowiący parafrazę tytułu albumu King Crimson - In the Wake of Poseidon (1970). Utwór stanowi połączenie ciepłego, akustycznie gitarowego podkładu i chłodnej ambientowej, lekko wibrującej melotronowej przestrzeni z nielicznymi odległymi i przetworzonymi, art-rockowymi riffami gitarowymi.
Aphanisis, autorstwa George'a Grunblatta, oparty jest wyłącznie na partiach akustycznych gitar; numer ma wyraźne zabarwienie jazzowe. 
Omar Diop Blondin, autorstwa Richarda Pinhasa, składa się z czysto brzmiącego ciepłego gitarowego podkładu oraz przeciągłych, przetworzonych riffów gitarowych, granych zarówno wysoko, jak i nisko.
Niespełna 2-minutowa miniatura Moebius, autorstwa George'a Grunblatta, rozpoczyna drugą, syntezatorową część albumu. Kompozycja opiera się na energicznych sekwencerowych i klawiszowych pulsach i nisko granym syntezatorowym tle. Utwór jest hołdem wyrażonym dla szwajcarskiego instrumentalisty, muzyka krautrockowych grup Cluster i Harmonia Dietera Moebiusa, co dowodzi, jak wielki wpływ na twórczość Heldonu miała niemiecka scena krautrockowa.
Ponad 12-minutowa kompozycja Fluence: Continuum Mobile / Disjonction Inclusive, autorstwa Richarda Pinhasa, rozłożona jest na dwie części; pierwsza, zaledwie 2-minutowa, to mroczna syntezatorowo-drone'owa muzyka tła, po której następuje kilkusekundowa przerwa, za nią zaś rozpościera się kompozycja, która rozwija się powoli, od niskiego syntezatorowego drone'owego tła, przez nakładające się na nie melotronowe przestrzenie, które w końcu cichną zastąpione z czasem sekwencerowo-syntezatorowymi pulsami znanymi już z miniaturki Moebius w finale utworu.
St Mikael Samstag am Abends charakteryzuje się brzęczącym, mrocznym i psychodelicznym syntezatorowym, lekko zachwianym drone'owym podkładem, syntetycznymi efektami i delikatną, choć narastającą chłodną melotronową przestrzenią. W trakcie trwania utworu, w jego połowie, pojawia się podkład gitary akustycznej, melotronowa przestrzeń staje się wyraźniejsza, wreszcie brzmienie melotronu cichnie, zastąpione art-rockowymi, przetworzonymi i mocno stłumionymi riffami gitarowymi w stylu Roberta Frippa.
Album zamyka niezwykle ciepły numer autorstwa Richarda Pinhasa - Michel Ettori -  oparty wyłącznie na partiach akustycznych gitar zabarwionych muzyką latynoską i jazzem.
Swoisty dualizm albumu Allez Teia świadczy o pewnym poszukiwaniu własnej tożsamości muzycznej Heldonu; niemal równy podział na część art-rockową i syntezatorową jest próbą wyboru między dwoma obliczami muzyki zespołu na wczesnym etapie jego istnienia. I chociaż ostatecznie na następnych albumach Heldonu przeważyła opcja syntezatorowa, to art-rock nie zniknął całkowicie z twórczości Heldonu - zawsze na kolejnych płytach sygnowanych nazwą Heldon pojawiały art-rockowe momenty.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116915 autor: Depeche Gristle » 26 paź 2021, 1:45

Heldon IV - Agneta Nilsson, 1976;
******
Style: krautrock, rock elektroniczny, rock eksperymentalny, rock industrialny, dark wave, cold wave, rock psychodeliczny, noise, drone, art rock, acoustic rock, jazz
Obrazek


Agneta Nilsson - czwarty album studyjny francuskiej formacji eksperymentalnej Heldon, nagrywany między wrześniem 1975, a styczniem 1976 roku w paryskich studiach Schizo Studio i Davout, ukazał się w pierwszym kwartale 1976 roku. Tak samo jak w przypadku poprzednich albumów Heldonu, do nazwy zespołu została dodana chronologiczna do kolejności wydanego albumu cyfra - w tym przypadku rzymska "IV", co daje pełną nazwę wydawnictwa: Heldon IV - Agneta Nilsson.
Album "Agneta Nilsson" nosi imię i nazwisko artystki-fotografki Agnety Nilsson, autorki okładek do kilku albumów Heldonu oraz solowych płyt Richarda Pinhasa, a prywatnie jego partnerki. Do współpracy przy nagraniu albumu, stojący na czele Heldonu Richard Pinhas zaprosił muzyków sceny zeuhlowej Michela Ettoriego, znanego z Weidorje, Gérarda Prévosa z ZAO i Philiberta Rossiego oraz znanych już sobie ze wcześniejszej współpracy nad poprzednimi albumami instrumentalistów: Patricka Gauthiera, Coco Roussela i Alaina Bellaiche.
Wydawnictwo  ma charakter koncept-albumu; cztery z pięciu kompozycji traktowane są jako perspektywy tworzące jeden wspólny wątek, stąd ich wspólny tytuł "Perspective".
Album rozpoczyna ponad 10-minutowa Perspective I (Ou Comment Procède Le Nihilisme Actif) z tłem wypełnionym delikatnym szumem, na który nakłada się rozległa, mroczna i warkotliwa, nisko grana syntezatorowa przestrzeń ściśle związana z analogową linią melodii. Całość osadzona jest na leniwym i delikatnym tempie archaicznego automatu perkusyjnego. Pod koniec utworu sekcja rytmiczna ustępuje (choć na krótki moment powraca), pozwalając syntezatorowym i mellotronowym sekcjom na całkowitą dominację.
Nieco ponad 3-minutowy Perspective II zbudowany jest ze znanych już z poprzednich albumów Heldonu klawiszowych pętli i syntezatorowych pulsów, choć te drugie są dość subtelne. Całość uzupełniają serie przetworzonych gongów, dzwonków i pojedynczych perkusyjnych werbli.
Blisko 11-minutowy Perspective III (Baader-Meinhof Blues), z jasnym lewicowym przesłaniem, oparty jest na gęstym sekwencerowym pulsie i szybko falującej pętli. Z czasem w tle utworu pojawiają się odległe i przetworzone, art-rockowe riffy gitarowe o dość agresywnym wymiarze, które jednak w drugiej części kompozycji milkną. Jednak zwraca tutaj uwagę charakterystyczny, idący w parze z falującą syntezatorową pętlą podkład gęstego industrialnego sekwencerowego pulsu, będącego bodaj pierwowzorem dla nurtów techno i rave.
Króciutki, ledwie 3-minutowy Intermède & Bassong, jako jedyny na płycie utwór autorstwa Michela Ettoriego, stanowi przerywnik od głównej tematyki albumu; numer oparty jest wyłącznie na delikatnych partiach gitarowych o zabarwieniu art-rockowo-jazzowym oraz dosyć głębokim podkładzie gitary basowej. Kompozycja została nagrana w duecie Michel Ettori (gitara) - Gérard Prévost (bass), bez jakiegokolwiek udziału Richarda Pinhasa.
Całą drugą część longplaya wypełnia blisko 22-minutowa, trzyczęściowa suita Perspective IV. Pierwsza część jest art-rockowa, oparta na tych samych motywach gitarowych co Intermède & Bassong, choć szybko nakładają się na nie wysoko zawieszone długie art-rockowe riffy gitarowe i syntezatorowe przetworzenia, które z czasem wyciszają  art-rockową część pierwszą, przechodząc w część drugą, rozpoczętą przez brzęk transformatora, na tle którego rozbrzmiewają syntezatorowe przetworzenia, gongi, dzwonki, pojedyncze perkusyjne werble i wreszcie subtelny, transowo-industrialny, nisko grany puls sekwencera wkomponowany w brzęk transformatora. Z czasem pojawia się drugi, nieco wyższy, ale równie subtelny puls sekwencera, na całości zaś pobrzmiewają długie art-rockowe riffy gitarowe w stylu Jimi'ego Hendrixa, wreszcie do akcji wkracza klasycznie rockowa sekcja perkusyjna, dając tej części kompozycji całkowitą spójność, tworząc połączenie industrialu i art rocka. Całość dopełniają długie solówki klawiszowe o zabarwieniu jazzowym. Druga część subtelne przechodzi w część trzecią, wyciszając się i całkowicie ustępując miejsca gęstemu industrialnemu sekwencerowemu pulsowi, który podobnie jak ten z Perspective III (Baader-Meinhof Blues), jest pierwowzorem dla nurtów techno i rave, a nawet IDM i EBM! Na tle sekwencerowego pulsu pojawiają się, na początku ospałe i subtelne, progresywne partie perkusji, które powoli i miarowo przybierają na intensywności i sile, wreszcie także i prędkości, z czasem także sekwencerowy puls zagęszcza się, pojawiają się syntezatorowe efekty, tło utworu jest mroczne, chłodne i dość odległe i, dość nieoczekiwanie, praktycznie w kulminacyjnym momencie, cały utwór nagle i drastycznie kończy się, sprawiając wrażenie jakby niedokończonego, pozostawiając efekt niedopowiedzenia.
Cały utwór Perspective IV został przez Richarda Pinhasa zadedykowany Patrickowi Gauthierowi, po nagraniu albumu na stałe przyjętemu w skład Heldonu.
Agneta Nilsson jest jednym z najlepszych albumów wydanych pod szyldem Heldon, inspirowany niewątpliwie niemiecką sceną krautrockową, wywarł ogromny wpływ na wczesną brytyjską scenę industrialną, a także na późniejsze nurty acid house i techno.
Agneta Nilsson był też pierwszym albumem Heldonu wydanym w USA, choć z dwuletnim poślizgiem w stosunku do pierwowzoru, także pod zmienionym tytułem "IV" i, niestety, niepotrzebnie edytowanym pod względem zawartości.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116917 autor: Depeche Gristle » 02 lis 2021, 2:35

Nowy Horyzont - No Sky Is The Limit, 1993;
******
Style: rock industrialny, metal, dark wave, cold wave, rock elektroniczny, noise, synth pop, house, ebm, trip hop, gothic, nowa fala
Obrazek


No Sky is the Limit - pierwszy pełnowymiarowy album legendarnej śląskiej formacji Nowy Horyzont, wydany pierwotnie na kasecie w 1993 roku, nakładem niemieckiego labelu SPV Records.
Nowy Horyzont powstał w Katowicach 1984 roku, po rozwiązaniu punkowego zespołu Strefa Niebezpieczna, z którego wywodził się gitarzysta i wokalista Bogdan „Żaba" Lewandowski będący założycielem Nowego Horyzontu, którego skład uzupełnili śląscy muzycy: wokalista Adam Białoń, basista Jacek Wiekiera oraz klawiszowiec Adam Radecki.
W odróżnieniu od punkowego Strefa Niebezpieczna, Nowy Horyzont skłaniał się początkowo ku nowej i zimnej fali inspirowanej głównie twórczością Joy Division, z czasem w większym stopniu stawiając na brzmienia elektroniczne, inspirowane przede wszystkim twórczością Cabaret Voltaire, Depeche Mode, Kraftwerk, Ministry, Suicide czy D.A.F., stając się tym samym jednym z pierwszych pionierów rocka industrialnego w Polsce.
W latach 1985 i 1986 Nowy Horyzont wystąpił na kultowym festiwalu FMR Jarocin, stając się tym samym jednym z najważniejszych zespołów alternatywnych w kraju obok m.in. Variete, Made in Poland,  One Milion Bulgarians czy 1984. W drugiej połowie lat 80. trudny charakter lidera zespołu, Bogdana Lewandowskiego, sprawił, że Nowy Horyzont w zasadzie zawiesił działalność nie wydając żadnego studyjnego materiału, zaś jego muzycy angażowali się pod innymi szyldami jak Garaż w Leeds, Düsseldorf czy Zilch.
Nowy Horyzont powrócił reaktywując się dopiero na początku lat 90. Nowy skład Nowego Horyzontu tworzyło teraz trio: Bogdan Lewandowski, Adam Białoń i Zbyszek Olko. Czas pierwszej połowy lat 90. był dość specyficzny, bowiem po upadku komunizmu w kraju, w którym panowała niesamowita bieda dotykająca w szczególności Śląsk, gdzie kolejno upadały zakłady przemysłowe, co też miało niemały wpływ na twórczość zespołu, który początkowo wykazuje zainteresowanie niezwykle popularną wtedy amerykańską i brytyjską sceną acid house'ową, jednak pierwsza połowa lat 90. to też dominacja brytyjskiej i amerykańskiej sceny industrialnej będącej dodatkowo pod wpływem nurtu grunge. Muzyka zespołów pokroju Ministry, Nine Inch Nails, Nitzer Ebb, The Young Gods czy Skinny Puppy przybrała o wiele mroczniejsze, bardziej gitarowe oblicze ocierające się o metal, w tym też kierunku postanowili pójść muzycy Nowego Horyzontu.
Upadek komunizmu i wolny rynek dawały o wiele większe możliwości wydania materiału własnym sumptem, co było praktycznie niemożliwe w czasach PRL.
W 1992 roku ukazało się pierwsze wydawnictwo Nowego Horyzontu zatytułowane po prostu „Nowy Horyzont" w formie kasety zawierającej dema nagrane na początku lat 90. Ciężkie industrialne brzmienie łączone z acid house'owym stylem wzbudziło zainteresowanie zespołem ze strony lokalnej telewizji TV Katowice, która zaprosiła muzyków do realizacji kilku krótkich form telewizyjnych przy współpracy z reżyserem Adamem Sikorą.
Nowy Horyzont stał się częścią młodej polskiej sceny industrialnej tworzonej wówczas przez takie zespoły, jak  m.in. Agressiva 69, Hotel Dieu, Wieloryb, Hedone, Jude, LD, Jesus Chrysler Suicide.
Zwycięstwo na Rock Festiwalu w  Kielcach w 1993 roku otworzyło zespołowi drogę do podpisania kontraktu z niemiecką wytwórnią SPV i nagrania pierwszego pełnowymiarowego albumu zatytułowanego No Sky is the Limit, choć również tylko w formie kasety.
No Sky is the Limit idzie już w znacznie mroczniejsze i gitarowe rejony ocierające się o metal, o czym świadczy otwierający album U.D.L. Syndrome utrzymany w klimacie twórczości Ministry z przełomu lat 80. i 90., z agresywnymi riffami gitarowymi, ciężkimi uderzeniami automatu perkusyjnego, industrialnym pulsem, mroczną  i lodowatą elektroniczną oprawą melodyczną oraz szorstkim i gardłowym wokalem Adama Białonia w stylu Ala Jourgensena - wokalisty Ministry.
Hill Of Clouds, choć pozbawiony jest gitarowych riffów i oparty przede wszystkim na chłodnej elektronice, jest równie agresywny jak U.D.L. Syndrome, głównie za sprawą dynamicznego, choć połamanego beatu automatu perkusyjnego i szorstkiego wokalu. Kompozycja opatrzona jest głęboką sekcją basu, z gościnnym udziałem Jacka „Hansa” Raciborskiego, i stłumionymi samplami gitarowych riffów. Całość przypomina dokonania Front Line Assembly z początku lat 90.
Disgust z równomiernym beatem sekcji rytmicznej, industrialnym pulsem, chłodnymi, retrospektywnymi solówkami klawiszy w stylu lat 80. oraz mrocznym elektronicznym tłem, przypomina stylistykę Front 242 z przełomu lat 80. i 90. Jedno pozostaje niezmienne: agresywny i szorstki wokal Adama Białonia.
Ghost (Language Of Angels) to znowu powrót do klimatu industrialnego metalu rodem z twórczości Ministry z przełomu lat 80.i 90. Numer charakteryzuje się mocnym uderzeniem automatu perkusyjnego, agresywnymi riffami gitarowymi, choć też z jednej strony względnie delikatnymi analogowymi solówkami klawiszy, z drugiej zaś strony mrocznym, nisko granym podkładem syntezatorowym, idealnie zintegrowanym z perkusyjnym pulsem w stylu Kraftwerk, do tego wszystkiego dochodzi niezwykle chropowaty wokal.
Ring z kolei odwołuje się do twórczości Nine Inch Nails pierwszej połowy lat 90. Utwór opiera się na wyrazistej sekcji perkusyjnej i gęstym pulsie sekwencera, by w refrenie nabrać charakteru niesamowitej metalowo-industrialnej połajanki w morderczym tempie podsycanej przez agresywne wrzaski wokalisty. W drugiej części utworu chwilę wytchnienia daje chłodna przestrzeń klawiszy, by znów wrócić od szaleńczej ekstazy. 
Mind We Are New Horizon Crew jest klasycznie industrialno-metalowym numerem w klimacie łączącym style Ministry i Psychic TV z początków lat 90. Piosenkę kończy warkotliwe syntezatorowe interlude.
U.D.L. Syndrome (Mono Version) jest spowolnioną wersją utworu otwierającego album. Wersja Mono Version charakteryzuje się ociężałym, choć piekielnie mocnym podkładem rytmicznym, agresywnymi riffami gitarowymi, brak jest tu chłodnej elektronicznej przestrzeni, są za to solówki klawiszy brzmieniowo utrzymane w stylu Vox Continental. Także i tu nieodparcie słychać wszechobecnego ducha Ministry.
Siła (Electro-industrial Version) znana jest już z wydawnictwa „Nowy Horyzont" z 1992 roku; w wersji No Sky Is The Limit numer łączy stylistykę acid house z industrialem. Słychać tu wpływy brzmieniowe i stylistyczne m.in. My Life With the Thrill Kill Kult, Information Society oraz... Düsseldorfu. Sekcja wokalna - jedyna na albumie śpiewana po polsku - została w całości przetworzona.
Zamykający album Suggestions 7 (de facto to „zakodowany" utwór tytułowy) jest powrotem do stylistyki Ministry z albumu The Mind is a Terrible Thing to Taste (1989), choć numer ma bardziej gotycki wyraz, głównie poprzez przytłumienie brzmienia gitar i większemu wyeksponowaniu chłodnej elektronicznej przestrzeni. Sekcja automatu perkusyjnego nawiązuje stylem do metalu, w warstwie wokalnej zaś słychać nieodpartą fascynację stylem Ala Jourgensena. W drugiej części kompozycji słychać industrialny puls zgrany z falującą pętlą klawiszy.
No Sky is the Limit jest dziś jednym z najważniejszych i kultowych polskich albumów rocka industrialnego doskonale nawiązującym do ówczesnej twórczości Ministry, co musi budzić szacunek przez wzgląd na czasy i okoliczności, w których powstawał.
W 2020 roku album doczekał się reedycji w formie winylowej i CD nakładem wytwórni Requiem Records.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116918 autor: Depeche Gristle » 08 lis 2021, 1:22

Richard H Kirk - Dasein, 2017;
******
Style: rock industrialny, noise, cold wave, dark wave, rock elektroniczny, drone, house, minimal, electro, synth pop, experimental, ambient, new wave
Obrazek


Dasein - ostatni solowy album Richarda H. Kirka, pioniera rocka industrialnego, znanego przede wszystkim jako założyciel i frontman legendarnej industrialnej formacji Cabaret Voltaire.
Richard Harold Kirk prowadził także - a może i przede wszystkim - karierę solową, którą rozpoczął już w 1980 roku, co nie przeszkadzało mu w działalności w macierzystym zespole aż do 1994 roku i rozwiązania Cabaret Voltaire. W tym samym okresie Kirk, oprócz albumów firmowanych własnym nazwiskiem, wydawał pod szyldami licznych, blisko 40 (!) swoich autorskich projektów, z których do najważniejszych zaliczyć można Electronic Eye i Sandoz. Wszystkie one obracały się muzycznie w kręgach stylu IDM, house, dub, ambient i minimal, którymi Richard Kirk zafascynował się jeszcze pod koniec lat 80., i które początkowo przeniósł do twórczości w Cabaret Voltaire.
Lata 2000. to stopniowy powrót Kirky'ego do stylistyki industrialnej, którą firmował przede wszystkim własnym nazwiskiem, wreszcie w 2009 roku reaktywował działalność Cabaret Voltaire, choć już bez udziału dawnego wokalisty, Stephena Mallindera, z którym zresztą Kirky od dłuższego już czasu pozostawał w nienajlepszych, by nie powiedzieć, że w dość chłodnych stosunkach.
W latach 2012-15 Richard H. Kirk w swoim kultowym studiu Western Works Studios w Sheffield pracował nad swym solowym albumem Dasein, którego premiera nakładem niezależnej wytwórni Intone, nastąpiła 30 czerwca 2017 roku. Dasein jest zdecydowanym powrotem do rockowo-industrialnych korzeni Kirky'ego oraz do tekstowo-wokalnej formuły twórczości, choć trudno mówić tu o formie stricte piosenkowej, bowiem pełnowymiarowy tekst i wokal posiadają tylko cztery z dziewięciu utworów albumu, a i sama sekcja wokalna najczęściej ukryta jest pod grubym i ciężkim kocem warstwy muzycznej.
Album otwiera Lets Jack z prostym i jednostajnym beatem sekcji rytmicznej współgrającym z powtarzalną sekwencją basową. Przestrzeń wypełnia syntezatorowy noise na psychodelicznie-organowo brzmiącym tle uzupełnionym o lekko przetworzone krzykliwe wokalne frazy. Całości dopełnia wibrująca analogowa solówka klawiszowa.
Wokalny Lear Jet oparty jest na lodowatej przestrzeni, połamanej, choć powtarzalnej rytmice, odległych przesterach gitarowych, syntezatorowych sekwencjach i białych szumach. Pod grubą warstwą muzyczną schowana jest mocno przytłumiona, głęboka sekcja wokalna. Utwór odwołuje się do twórczości Cabaret Voltaire z albumów The Voice of America, Red Mecca oraz 2x45.
Nuclear Cloud jest wyraźnym hołdem dla twórczości francuskiej formacji eksperymentalnej Heldon, która w latach 70. wywarła ogromny wpływ na twórczość Cabaret Voltaire i Richarda H. Kirka, i której wpływy wyraźnie słyszalne są w utworze zbudowanym na gęstym pulsie sekwencera rodem z twórczości Heldonu z albumów Agneta Nilsson (1976) i Interface (1977); struktura rytmiczna jest dość prosta i jednostajna, pulsujący podkład otacza przestrzeń przesterowanych riffów gitarowych w stylu frontmana Heldonu, Richarda Pinhasa, są też liczne przetworzone groovy, kolorytu zaś dodają analogowe solówki klawiszy. Gdzieś dopiero na trzecim planie pojawia się zniekształcona i odległa, powielona zwielokrotnionymi echami krzykliwa warstwa wokalna.
 Do It Right Now charakteryzuje powtarzalny sekwencerowy puls i klawiszowa solówka w oparciu na połamanej rytmice. W tle słychać ciągle powtarzane wycie syreny, groovy, przetworzone syki, przestery gitarowe oraz, tym razem nieprzetworzoną, choć wyciszoną sekcję wokalną opartą na deklamacji. Numer przypomina wczesne dokonania Cabaret Voltaire z pierwszej połowy lat 70.
New Lucifer/The Truth Is Bad, podobnie jak Nuclear Cloud, jest odwołaniem się do twórczości Heldonu; pierwsza część kompozycji oparta jest na mrocznym, drone'owym, nisko granym syntezatorowym tle przypominającym klimaty Heldonu z płyt It's Always Rock and Roll (1975) i Agneta Nilsson (1976). Słychać tu przestery gitarowe w stylu Richarda Pinhasa i analogowe partie klawiszy, warstwa wokalna jest przetworzona i zniekształcona. W drugiej części pojawia się technoidalny beat automatu perkusyjnego, transowy puls sekwencera i przetworzone perkusyjne pulsy w stylu Kraftwerk; utwór staje się kolaboracją house'u, drone'u i industrialu.
Radioactive Water charakteryzuje się prostym i jednostajnym beatem sekcji rytmicznej do złudzenia przypominającym ten z utworu Depeche Mode - I Feel Loved z albumu Exciter (2001), industrialnym podkładem, organowo-analogowym psychodelicznym tłem, spontanicznymi solówkami klawiszowymi oraz partiami gitar z czasów twórczości w Cabaret Voltaire z okresu albumów The Voice of America, Red Mecca i 2x45.
Invasion Pretext oparty jest na szybkim podwójnym industrialnym pulsie, powtarzalnej sekwencji klawiszowej oraz połamanym podkładzie rytmicznym przypominającym dokonania The Prodigy. Pojawiają się tu spontaniczne partie instrumentalne, jak partie skrzypiec, analogowe solówki klawiszy, czy zagrywki gitary. Są też i epizody wokalne.
20 Block Lockdown jest de facto kontynuacją (a w zasadzie drugą częścią) Heldonowskiego Nuclear Cloud, choć już instrumentalną - brak jest tu sekcji wokalnej.
Zamykający album Sub/Antarctic/H20 w znacznej mierze jest instrumentalną kontynuacją utworu Lear Jet, z którego pochodzi chłodna przestrzeń, jednakże Sub/Antarctic/H20 jest znaczne bardziej minimalistyczny, wypełniony szumami, noise'ami, odległymi partiami klawiszowymi i przesterami gitarowymi.
Z całą pewnością Dasein jest najlepszym albumem Richarda H. Kirka od czasów lat 80. Jest to w pełni udany powrót do korzeni i jeden z najlepszych albumów industrialnych ostatniego 20-lecia.
Niestety Dasein okazał się być też ostatnim albumem Richarda H. Kirka sygnowanym jego nazwiskiem. W 2020 roku artysta wydał album Shadow of Fear pod szyldem legendarnego Cabaret Voltaire, z którym jeszcze w marcu i kwietniu 2021 roku wydał dwa minialbumy: Dekadrone i BN9Drone. We wrześniu 2021 Kirky padł ofiarą światowej pandemii covid19, która szczególnie dotkliwe śmiertelne żniwo zebrała w Wielkiej Brytanii; artysta niespodziewanie zmarł na sars.cov19 21 września 2021 roku.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116921 autor: Depeche Gristle » 18 lis 2021, 3:08

The Twins - Hold On To Your Dreams, 1987;
*****
Style: synth pop, synth rock, soul, glam rock, funk, cold wave, house, jazz, italo disco, industrial, neue deutsche welle
Obrazek


Hold On to Your Dreams - piąty album studyjny niemieckiej formacji synth popowej The Twins, wydany w 1987 roku, na którym muzycy, biorąc pod uwagę zmierzch ery synth popu w tamtym czasie, postanowili wzbogacić swoje brzmienie o partie gitarowe, znacznie więcej pojawiło się również sekcji dętych, co też nie powinno dziwić, bowiem druga połowa lat 80. była czasem dominacji zespołów rockowych, tak zwanych samotnych bardów z gitarą pokroju Bryana Adamsa, Richarda Marxa czy Bruce'a Springsteena, a także wykonawców soulowych czy funkowych. Również zespoły, którymi tak mocno przez lata inspirowali się The Twins, jak Depeche Mode, OMD czy The Human League, znacznie zmieniły swój styl, odchodząc od standardowego, typowo syntezatorowego synth popu granego przez nie w pierwszej połowie lat 80., wzbogacając swoje brzmienie, bądź zmieniając oblicze muzyki na bardziej mroczne, jak było w przypadku Depeche Mode, czy też na melancholijne, jak uczynili to The Human League.
Taka sytuacja odbiła się mocnym rykoszetem również na twórczości The Twins, którzy na swoim piątym albumie postanowili odejść od prezentowanej do tej pory stricte syntezatorowo-futurystycznej muzyki, na rzecz bardziej wzbogaconego i organicznego brzmienia.
O ile sekcje dęte nie były wcale nowością w dotychczasowej twórczości The Twins, bowiem dodawały kolorytu synth popowemu repertuarowi na poprzednich albumach, to na Hold On to Your Dreams stanowią już one znacznie bardziej rozbudowany i wyraźniejszy element utworów. Nowość stanowi natomiast pojawienie się gitar nadających piosenkom znacznie bardziej organicznego brzmienia.
Pewnie niemałym szokiem dla fanów The Twins musiały być pierwsze akordy nowego albumu, kiedy usłyszeli glam-rockowe riffy gitarowe rozpoczynające tytułowy utwór, premierowy singiel i numer otwierający album zarazem - Hold On To Your Dreams (Rock Version). Już samo umieszczone w nawiasie "Rock Version" musiało budzić niemałą konsternację wśród fanów (warto jednak pamiętać o rockowej przeszłości Svena Dohrowa i Ronny'ego Schreinzera). Oczywiście użycie terminologii "rock" w stosunku do utworu Hold On To Your Dreams byłoby znacznym nadużyciem, numer bowiem ma strukturę klasycznie synth popową, zaś towarzyszące mu nieustannie glam rockowe riffy gitarowe nadają mu wymiar synth rocka, w którym słychać klimaty OMD drugiej połowy lat 80.
Love Can Change It All ma wymiar bardziej melancholijnego synth popu z potrójnym, choć subtelnym podkładem gitarowym: akustycznym, new wave'owym i funkowym. Piosenka utrzymana jest nieco w klimatach twórczości brytyjskiego Blancmange.
Time Will Tell, największy przebój płyty - i jeden z największych przebojów w dorobku The Twins, jest powrotem do sentymentalnego i futurystycznego brzmienia z poprzednich płyt The Twins, jednak numer opatrzony jest długimi glam rockowymi, wysoko zawieszonymi riffami gitarowymi. W drugiej części utworu pojawiają się chwytliwe i rozbudowane solówki klawiszy w stylu house.
What Do You Live For jest tym, do czego The Twins zdążyli już przyzwyczaić swoich fanów na poprzednich płytach; jest to powrót do czysto synth popowej formuły typowego sentymentalno-futurystycznego brzmienia The Twins, jednak nawet tu nie brakuje pojawiających się partii gitarowych - tym razem w klimacie bluesa.
The Price You Pay jest niespotykanym dotąd u The Twins flirtem soulem lat 80. w dość melancholijnym wydaniu przypominającym ówczesne dokonania Heaven 17 bądź Level 42. Numer łączy strukturę synth popową z brzmieniem soulowym. W drugiej części piosenkę finalizują partie akustycznej gitary o zabarwieniu latynoskim.
Mighty Shiver jest kolaboracją ciężkiego i chłodnego synth popu oscylującego między stylami Depeche Mode i New Order, z futurystyczno-sentymentalnymi solówkami klawiszy typowymi dla The Twins. To jedyny numer na płycie w całości oparty na brzmieniu syntezatorów.
Sentymentalno-futurystycznych brzmień klawiszy, będących wizerunkiem brzmienia The Twins, nie brakuje również na I'm Waiting For The Night, choć, wraz z długimi partiami saksofonu, są one raczej dopełnieniem całości utworu, będącego połączeniem synth popowej stylistyki, z podkładem gitary basowej i riffów gitarowych w stylu disco lat 70. Numer przywołuje nieco dokonania szwedzkiego Secret Service. 
Secret Love, z gęstym podkładem gitary basowej, to przykład chłodnego synth popu zabarwionego nieco soulem. Piosenka przypomina dokonania Thompson Twins, zwraca jednak uwagę charakterystyczna falująca partia klawiszy przewijająca się niemal przez cały utwór, zaczerpnięta ze słynnego standardu lat 80. grupy Cutting Crew - (I Just) Died in Your Arms. W drugiej części piosenkę finalizuje wysoka partia klawiszy, zastąpiona przez glam rockowy, choć równie wysoki gitarowy riff.
Singlowa Blue Girl jest piosenką łączącą sentymentalny synth pop z glam rockowymi riffami gitarowymi. Słychać tu wpływy twórczości Dead or Alive. Numer ma niesamowity potencjał komercyjny, który doskonale sprawdzał się w stacjach radiowych, jak również na koncertach The Twins.
Podstawowy set albumu wieńczy soulowa ballada One Day utrzymana w dość mocno melancholijnym nastroju. Kompozycja mocno oscyluje pomiędzy stylami Heaven 17 i Thompson Twins tamtego okresu. Zwraca tutaj uwagę wokal Ronny'ego Schreinzera przypominający barwą Toma Baileya z Thompson Twins. Muzycznie na uwagę zasługują długie partie saksofonu, delikatny, lekko funkowy podkład gitarowy, jazzowe zagrywki akustycznej gitary, soulowe solówki klawiszy oraz melancholijna przestrzeń utworu.
Do wznowienia CD albumu dodano bonusy pochodzące z 12-calowych singli zawierających wydłużone wersje utworów singlowych: Hold On To Your Dreams (12" Mix), Blue Girl (12" Mix) oraz Time Will Tell (12" Mix) - wszystkie jednak w znacznie bardziej utanecznionych aranżacjach, pozbawione glam rockowych riffów gitarowych.
Album Hold On to Your Dreams, podobnie jak poprzednie wydawnictwa The Twins, okazał się sukcesem komercyjnym zespołu, zaś największym przebojem albumu był Time Will Tell, choć i pozostałe single cieszyły się niemałym wzięciem, szczególnie na parkietach i w stacjach radiowych.
The Twins ruszyli w trasę koncertową promującą album; szczególnie widowiskowe okazały się koncerty w ZSRR, gdzie występy w Leningradzie i Moskwie przyciągnęły ponad 120 tys. ludzi. W tamtym okresie The Twins byli najpopularniejszym niemieckim zespołem z kręgu synth popu oraz najważniejszym, obok Kraftwerk, niemieckim zespołem z szeroko pojętej muzyki elektronicznej. Mimo to w 1988 roku formacja na jakiś czas zawiesiła działalność, zaś na następny album studyjny fani The Twins musieli czekać aż do 1993 roku.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116928 autor: Depeche Gristle » 23 lis 2021, 1:16

Heldon VII - Stand By, 1979;
******
Style: rock elektroniczny, cold wave, electro, industrial, metal, hard rock, noise, dark wave, ambient, experimental, krautrock, rock psychodeliczny, art rock, jazz rock, jazz, euro disco
Obrazek


Stand By - siódmy album studyjny francuskiej formacji eksperymentalnej Heldon, wydany na początku 1979 roku, nagrywany był w kwietniu i październiku 1978 roku w paryskim Studio Davout. Jak uprzednio, do nazwy zespołu dodano chronologiczną do kolejności wydanego albumu cyfrę - rzymską "VII", stąd pełna nazwa wydawnictwa brzmi: Heldon VII - Stand By.
Klasyczny już trzyosobowy skład formacji: Richard Pinhas, Patrick Gauthier, François Auger, gościnnie uzupełnili basista Didier Batard oraz wokalista zeuhlowego zespołu Magma Klaus Blasquiz.
Album otwiera blisko 22-minutowa rozbudowana suita Bolero podzielona na osiem autorskich części: Part I: Apprehension, Part II: Bolero Proprement Dit, Part III: Recognition, Part IV: Répétition, Part V: Rote Armée Fraction, Part VI: Production, Part VII: Distribution oraz Part VIII: Deterrioration.
Pod epizodami Part III: Recognition i Part VI: Production podpisał się François Auger, zaś autorem całej reszty jest Richard Pinhas. I mimo podziału utworu na osiem ściśle powiązanych ze sobą miniatur, zasadniczo kompozycja bardziej robi wrażenie składającej się z dwóch rozbudowanych części.
Utwór Bolero rozpoczyna się od introdukcji nisko granych, przeciągłych brzmień syntezatorowych uzupełnionych o syntetyczne świsty. Początkowo w warstwie rytmicznej pojawiają się pojedyncze werble, by wyewoluować w marszowy quasi-militarny rytm perkusji. Następnie numer przechodzi w fazę gęstego pulsu sekwencera z silnym wpływem twórczości Tangerine Dream drugiej połowy lat 70., przestrzeń wypełnia nisko grane analogowe brzmienie syntezatora oraz delikatnie wibrujące elektroniczne pętle. Podkład rytmiczny perkusji jest energiczny i połamany, pojawia się też niezwykle rzadka w przypadku Heldonu warstwa wokalna w wykonaniu Klausa Blasquiza, choć nie jest to wokal w potocznym tego słowa rozumieniu, tylko przetworzona przez vocoder warkotliwa deklamacja. W końcu puls sekwencera przyspiesza i wycisza się, zaś przestrzeń wypełniają syntetyczne szumy przenoszące impresję w kolejny wątek, w którym sekwencerowy puls powraca, ale jest o jedno tempo wolniejszy, podkład rytmiczny, wspomagany przez sekcję gitary basowej, staje się spokojniejszy i unormowany, przyjmując klasyczny, niemal popowy charakter, zaś przestrzeń wypełnioną odległym analogowym brzmieniem syntezatora wspomaga charakterystyczny dla Richarda Pinhasa przeciągły i wysoki riff gitarowy zabarwiony wpływami Roberta Frippa - początkowo odległy i zawieszony wysoko, z czasem stający się coraz wyraźniejszy; w tle słychać też perkusjonalia. Po pewnym czasie gitarowy riff wspomaga rozbudowana solówka klawiszy przypominająca barwą i brzmieniem riffy gitary, w końcu jednak przenikające się gitarowe riffy i solówki klawiszy milkną, ustępując miejsca chłodnej syntezatorowej przestrzeni, na którą nakłada się kolejna warstwa chłodnego syntezatorowego brzmienia na tle transującego pulsu i na powrót połamanej sekcji rytmicznej, finalizując utwór.
Une Drôle De Journée, autorstwa Patricka Gauthiera, choć trwa zaledwie cztery minuty, jest kompozycją wielowątkową - nawet bardziej wielowątkową, niż ponad 20-minutowy Bolero!
Une Drôle De Journée rozpoczyna gęsty i energiczny puls sekwencera w stylu Tangerine Dream drugiej połowy lat 70., na którym pojawiają się - poprzedzone wokalizami Klausa Blasquiza - jazzowe partie pianina. W dalszej części sekwencerowy puls milknie, zaś utwór przechodzi w klimat zabarwiony jazzem z mocnym podkładem fortepianu, połamaną sekcją rytmiczną i wyrazistymi solówkami klawiszy w stylu euro-disco lat 70. wspomaganych delikatnie drgającymi i energicznymi motywami syntezatora. Kolejny, niezwykle krótki etap utworu, oparty jest na szybkiej i energicznej syntezatorowej pętli na tle równie szybkiego połamanego podkładu perkusyjnego; cały ten motyw wycisza, a następnie zastępuje, głębokie i lekko falujące organowo-psychodeliczne brzmienie syntezatora, by przejść do wątku finalnego, który oparty jest o tę samą syntezatorową pętlę i połamany podkład perkusyjny znany z poprzedniego wątku, tym razem jednak melodię wzbogacają krótkie, ale niezwykle szybkie i wysokie solówki klawiszy.
Finalizujący album tytułowy, 14-minutowy Stand By, autorstwa Richarda Pinhasa, przynosi niemałe zaskoczenie i sporą zmianę stylistki. Co prawda w dotychczasowej twórczości Heldonu na poprzednich albumach znajdowało się miejsce dla utworów art-rockowych, to Stand By jest obraniem kursu na hard rock i metal, a nawet black metal, choć utwór niewątpliwie inspirowany był stylem King Crimson z okresu lat 1972-74. Kompozycję rozpoczynają niezwykle ostre i agresywne riffy gitary przyozdobione efektami syntezatorowymi i potężnymi wstępniakami perkusji, po czym utwór przechodzi w klasycznie metalową strukturę z ciężkim, ale ustabilizowanym uderzeniem perkusji, rozbudowanymi i agresywnymi riffami gitarowymi i gęstą sekcją gitary basowej. W dalszej części numer przyśpiesza do szalonego tempa hard rocka, choć głęboko w tle słychać podkład sekwencera. Potem następuje kolejna zmiana rytmu, na serie hard rockowych kanonad perkusyjnych werbli na tle żywiołowego basowo- gitarowego grania o zabarwieniu jazz rockowym, i nagle, zupełnie nieoczekiwanie pojawia się mocny i gęsty sekwencerowy industrialny puls, na nim zaś art-rockowe riffy gitarowe Pinhasa w stylu Frippa, podkład rytmiczny perkusji jest chaotyczny i połamany. W kolejnej fazie riffy gitarowe Pinhasa przechodzą w agresywne metalowe overdrive, szybkie tempo perkusji staje się hardrockowe, zaś utwór nabiera cech industrialnego metalu, stawiając Heldon w roli pioniera tego gatunku. W końcu kompozycja zwalnia do klasycznej struktury metalu z pierwszej części utworu, który tym samym kończy się niemal tak samo, jak się zaczął, choć warto zwrócić uwagę na efektowne, ostre, agresywne i niezwykle popisowe, wręcz black metalowe riffy gitarowe Richarda Pinhasa finalizujące utwór.
Stand By, choć był niezwykle udanym i jednym z najciekawszych płytowych wydawnictw końca lat 70., był ostatnim na wiele lat albumem Heldonu, który krótko po wydaniu Stand By w 1979 roku został rozwiązany. Muzycy zespołu  skupili się na karierach i projektach solowych, bądź udzielali się jako muzycy sesyjni. Na pewno najlepiej potoczyła się dalsza kariera Richarda Pinhasa, który, obok Briana Eno, był ważnym przedstawicielem szeroko pojętej muzyki elektronicznej i rocka awangardowego.
Jeszcze pod koniec lat 90. Heldon został na krótko reaktywowany, w tym czasie zespół nagrał ostatni swój album Only Chaos is Real, po czym formacja definitywnie została rozwiązana.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116940 autor: Depeche Gristle » 05 gru 2021, 23:06

Cabaret Voltaire - Chance Versus Causality, 1979;
******
Style: rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, dark wave, cold wave, drone, rock industrialny, noise, art rock, krautrock, minimal, rock elektroniczny, musique concrète
Obrazek

Dead Or Alive - Sophisticated Boom Boom, 1984;
******
Style: new wave, synth pop, electro funk, cold wave, post punk, funk, soul, jazz
Obrazek


Chance Versus Causality - jeden z najwcześniejszych eksperymentalnych materiałów zarejestrowanych przez legendarną brytyjską industrialną formację Cabaret Voltaire w latach 1973-75, który został wykorzystany w 1979 roku przez undergroundową holenderską reżyserkę i performerkę Babeth Mondini do jej eksperymentalnego filmu nagranego na 16-milimetrowej taśmie zatytułowanego "Chance Versus Causality".
Materiał ten nie został wydany oficjalnie w formie soundtracku, dopiero 40 lat później, 30 sierpnia 2019 roku archiwalny materiał został wydany oficjalnie w formie albumu nakładem wytwórni Mute Records.
Do spotkania Babeth Mondini z Cabaret Voltaire doszło na początku 1979 roku w Brukseli na antenie słynnego wówczas programu Plan K, gdzie gośćmi byli również m.in. William S. Burroughs i Joy Division. Babeth Mondini spytała wówczas muzyków Cabaret Voltaire, którego była fanką, o możliwość wykorzystania ich muzyki do swojego nowo powstałego filmu, na co Richard H. Kirk, Chris Watson i Stephen Mallinder wyrazili zgodę, choć nigdy potem nie oglądali efektu końcowego współpracy z Babeth Mondini. Eksperymentalny materiał został przez muzyków Cabaret Voltaire przesłany do Amsterdamu, gdzie całość została zmontowana.
Album Chance Versus Causality składa się z siedmiu niezatytułowanych utworów, niemających jednak charakteru muzyki ilustracyjnej cechującej najczęściej soundtracki (jak było to chociażby w przypadku zrealizowanych ścieżek do Johnny Yesno); są to dość charakterystyczne dla wczesnej twórczości Cabaret Voltaire utwory eksperymentalne, osadzone w rejonach muzyki konkretnej przełomu lat 60.i 70., przypominające materiał zaprezentowany na dwóch pierwszych dyskach wydawnictwa Methodology '74/'78: The Attic Tapes. Kolejne etapy albumu chronologicznie podzielone zostały odpowiednio na: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6 i Part 7.
Part 1 prezentuje niskie i chaotyczne, przypominające buczenie silnika syntezatorowe brzmienie oraz przeciągłe i przetworzone art rockowe riffy gitarowe Richarda H. Kirka, charakterystyczne dla twórczości Cabaret Voltaire tamtego okresu. Całość osadzona jest na prostym uderzeniu archaicznego automatu perkusyjnego. Brzmienie tła stanowią odtwarzane wstecznie taśmy, syntezatorowe eksperymenty, szumy i zgrzyty, dźwięki natury oraz przypadkowe dialogi - również niekiedy przetwarzane. W drugiej części kompozycji pojawia się wysoko grana chłodna klawiszowa przestrzeń.
Następne utwory są de facto kontynuacją tych samych eksperymentów dźwiękowo-brzmieniowych, choć w Part 3 jednostajny rytm automatu perkusyjnego urywa się, pozostawiając wyłącznie surowe eksperymenty brzmieniowe, przeciągłe art rockowe gitarowe riffy i dialogi. Wreszcie sekcja rytmiczna pojawia się ponownie, choć w bardziej złożonej formie, która chwilowo powraca w większości pozbawionym sekcji rytmicznej Part 4. Pod koniec Part 4 sekcja rytmiczna na moment powraca do formy prostego uderzenia automatu perkusyjnego z Part 1 i Part 2. Dość podobny charakter do Part 4 ma Part 5, choć kompozycja w większym stopniu oparta jest na dialogach oraz eksperymentach taśmowych i syntetyczno-brzmieniowych. Przeciągły art rockowy riff gitarowy jest tym razem odległy i tylko epizodycznie pojawia się prosty beat automatu perkusyjnego, choć - dosłownie na kilka sekund - pojawia się też i szybki puls sekcji rytmicznej, po czym znika tak nagle jak się pojawił.
W Part 6 opartej na tym samym prostym rytmie automatu perkusyjnego, mniej jest eksperymentów dźwiękowych i dialogów, za to w o wiele większym stopniu pojawiają się chłodne przestrzenie klawiszowe, art rockowy riff gitarowy jest dość odległy, zawieszony wysoko, zaś kompozycja zaczyna przypominać zrębki utworu... The Voice of America.
Kończący album Part 7 różni się od reszty albumu; numer oparty jest wyłącznie na eksperymentach dźwiękowych - przetworzonym i powtarzanym krzyku dziecka oraz wibrującym psychodelicznym szumie spotęgowanym przez zwielokrotnione echa.
Chance Versus Causality jest nie tylko cennym wydawnictwem pod względem artystycznym, ale również przypominającym o eksperymentalnych początkach Cabaret Voltaire.

Sophisticated Boom Boom - debiutancki album brytyjskiej synth popowej formacji Dead or Alive, nagrywany w latach 1983-84, ukazał się w kwietniu 1984 roku.
Początki Dead or Alive sięgają 1979 roku, kiedy w Liverpoolu założono grupę o nazwie Nightmares in Wax uznawaną za pioniera rocka gotyckiego. Pierwszy skład zespołu tworzyli wokalista Pete Burns, klawiszowiec Martin Healy, gitarzysta Mick Reid, basiści Walter Ogden i Rob Jones oraz perkusiści Paul Hornby i Phil Hurst. W 1979 roku zespół nagrał demo, cover utworu Kites z repertuaru grupy Simon Dupree and the Big Sound. W 1980 roku Nightmares in Wax nagrał singiel Birth of a Nation oraz EP  Black Leather / Shangri-La. W tym samym czasie w Wlk. Brytanii nastąpiła eksplozja popularności synth popu, który zafascynował również ekscentrycznego wokalistę Pete'a Burnsa. To po jego sugestii zespół zmienił nazwę na Dead or Alive oraz obrał kurs na synth pop. W międzyczasie dochodziło w zespole do licznych przetasowań w składzie, jednak najważniejszymi osobami, które wówczas wzmocniły szeregi Dead or Alive byli basista Mike Percy, gitarzysta i najbardziej kreatywny w towarzystwie Wayne Hussey, klawiszowiec Timothy Lever oraz perkusista Steve Coy, który podobnie jak Pete Burns przyjął niezwykle popularny w tamtym okresie androgyniczny image, był też największym przyjacielem wokalisty i razem z nim nieprzerwanie pozostawał w zespole aż do śmierci Pete'a Burnsa i rozwiązania Dead or Alive w 2016 roku. Sam Pete Burns często porównywany był do Boya George’a, jednakże w odróżnieniu od niego, nie był homoseksualistą, dysponował też twardym barytonem, który, choć styl Dead or Alive był wyraźnie synth popowy, dawał utworom zespołu bardziej mrocznego, rockowego i post punkowego charakteru.
Ostatecznie w 1983 roku uformował się pięcioosobowy skład zespołu - Pete Burns, Mike Percy, Tim Lever, Steve Coy, Wayne Hussey, który nagrał debiutancki album Dead or Alive - Sophisticated Boom Boom, osadzony w stylistyce synth popu z silnymi wpływami twórczości Soft Cell i niemieckiego The Twins, a także w mniejszym stopniu New Order, The Human League i wczesnego Depeche Mode.
Album Sophisticated Boom Boom otwiera jednak osadzony w stylistyce electro-funkowej I'd Do Anything, który jako singiel wydany w styczniu 1984 roku, bezpośrednio poprzedzał wydanie albumu. Piosenka przypomina dokonania Thompson Twins, choć zwraca tu uwagę silny wokal Pete'a Burnsa.
Singlowy That's the Way (I Like It) z repertuaru KC and the Sunshine Band, choć w oryginale był to wielki przebój dyskotek lat 70., jest przykładem coveru znacznie lepszego od oryginału. Numer utrzymany jest klimacie synth popu z wyraźnym pulsem sekwencera, nieco spowolnioną sekcją rytmiczną i łagodniejszymi niż zazwyczaj partiami wokalnymi Pete'a Burnsa. W odróżnieniu od oryginału, wersja Dead or Alive, choć przecież też świetnie nadająca się do tańca, nie jest aż tak nachalnie dyskotekowa jak w wykonaniu KC and the Sunshine Band.
W energicznym synth popowym Absolutely Nothing, z chwytliwymi japońsko brzmiącymi solówkami klawiszy, słychać inspiracje dla późniejszej twórczości zespołów pokroju Bronski Beat i powiązanej z nim formacji The Communards, a także dla kanadyjskiej formacji Psyche.
 What I Want, który na singlu ukazał się jeszcze w sierpniu 1983 roku, wyraźnie inspirowany jest przebojem New Order Blue Monday, co słychać w warstwie rytmicznej, sekwencerowych pulsach i charakterystycznym chwycie gitarowym, choć warto podkreślić obecność sekcji dętej oraz rockową sekcję wokalną.
Far Too Hard dla odmiany przynosi klimaty soulowo-funkowe, wokal zaś jest znacznie łagodniejszy, pozostający pod silnym i wyraźnym wpływem Marca Almonda.
W soulowym klimacie z elementami jazzu i burleski osadzony jest You Make Me Wanna, choć numer jest znacznie szybszy, oparty na jednostajnej rytmice. Wokal Pete'a Burnsa ma charakter post punkowy, choć może kojarzyć się ze stylem Phila Oakey'ego z The Human League.
Sit on It ma charakter synth popu z energicznym pulsem sekwencera, funkową sekcją gitary basowej oraz orkiestrowymi partiami sekcji dętej. Wokal jest dość agresywny. Słychać tu wyraźnie ducha nieodległej przecież twórczości Bronski Beat, dla którego inspiracją był też równie energiczny i synth popowy Wish You Were Here charakteryzujący się partiami smyczkowymi i klimatem soulu lat 70. w chórkach. Muzycznie słychać tu wpływy twórczości The Twins.
Misty Circles, który na singlu ukazał się w maju 1983 roku, blisko rok przed ukazaniem się albumu, jest kolaboracją synth popu z funkową sekcją basową. Kompozycja charakteryzuje się również podkładem gitary klasycznej i rockowymi wokalami.
Klasycznie synth popowy Do It o dość mocno tanecznym charakterze uwieńczonym soczystym pulsem sekwencera, jest wyraźnie inspirowany twórczością The Twins, choć nie brakuje tu nieco funkowego podkładu gitary basowej i orkiestrowo brzmiących solówek klawiszy. Linie wokalne i chórki utrzymane są w klimatach lat 70., choć tekst utworu został ograniczony jedynie do frazy "Do It, do it, do it, don't do it!". Pojawia się również sekcja wokalna przetworzona przez wokoder.
Wznowienie CD albumu (wydane nakładem Cherry Red Records, 2007) zostało wzbogacone o utwory bonusowe - remixy i strony B singli.
Bonusowy set otwiera Selfish Side o new wave'owym klimacie i nietypowym dla Pete'a Burnsa kwaśnym wokalu w stylu... Axla Rose'a, wspomaganego kobiecym chórkiem.
Chłodny synth popowy The Stranger z gęstą, choć subtelną sekcją basu i funkowym podkładem gitarowym to ogólnie najlepszy numer całego albumu i może tylko dziwić fakt, że piosenka nie weszła do podstawowej setlisty albumu. Wokal Pete'a Burnsa również i tu jest nietypowy, bowiem linie wokalne, a nawet barwa głosu przypominają stylem Brendana Perry’ego, wokalistę jeszcze nieznanego w tamtym okresie australijskiego zespołu Dead Can Dance, co dowodzi o wszechstronności wokalnej Pete'a Burnsa.
Resztę kompozycji stanową remixy: wydłużone Misty Circles (Dance Mix), What I Want (Dance Mix), I'd Do Anything (Megamix) oraz That's the Way (I Like It) (Extended Mix). Całość zamyka Keep That Body Strong (That's the Way) będąca de facto instrumentalną wersją That's the Way (I Like It); cała warstwa tekstowo-wokalna ogranicza się jedynie do powtarzanej frazy z refrenu "Keep that keep that body strong".
Sophisticated Boom Boom przyniósł Dead or Alive jeszcze umiarkowany sukces komercyjny; singiel That's the Way (I Like It) notowany był na brytyjskiej UK Top 40 Single oraz na amerykańskim U.S. Hot Dance Music/Club Play Chart razem z innym singlem albumu - Misty Circles.
Album Sophisticated Boom Boom uplasował się na 29. miejscu w Wlk. Brytanii, w Niemczech zaś dotarł do 82. miejsca.
Warto wspomnieć, że producentem albumu i inżynierem dźwięku był Timothy J. Palmer, odpowiedzialny za sukcesy m.in. U2, Roberta Planta, Ozzy'ego Osbourne'a, Tears For Fears, The Mission, Gene Loves Jezebel, Pearl Jam, Davida Bowiego, The Cure, Cutting Crew, Porcupine Tree czy Goo Goo Dolls.
Wśród innych ciekawostek jest fakt, że album pierwotnie miał nosić tytuł Mad, Bad, and Dangerous to Know, na co nie chciała wyrazić zgody wytwórnia Epic Records - ostatecznie taki tytuł dostał trzeci album formacji, który został wydany w 1986 roku.
Okładka albumu autorstwa znanego fotografa muzycznego Petera Ashwortha, inspirowana była okładką albumu Kate Bush - Lionheart.
Mimo ogólnego sukcesu płyty z zespołem postanowił rozstać się wkrótce po jej nagraniu gitarzysta Wayne Hussey, najbardziej obok Timothy'ego Levera kreatywny muzyk w składzie Dead or Alive, który był zwolennikiem bardziej gitarowego muzycznego kierunku zespołu, co doprowadziło do rozbieżności z resztą ekipy formacji, w efekcie czego Wayne Hussey opuścił szeregi Dead or Alive, zasilając skład mało jeszcze znanego wtedy Sisters of Mercy. I co ciekawe, z podobnych przyczyn rok później Hussey rozstał się z Sisters of Mercy.
Mimo straty tak ważnego muzyka, będącego autorem znacznej części dotychczasowego repertuaru zespołu, wszystko co najlepsze dla Dead or Alive miało dopiero nadejść.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116952 autor: Depeche Gristle » 21 gru 2021, 1:37

Ministry - The Land of Rape and Honey, 1988;
******
Style: new wave, rock industrialny, ebm, cold wave, dark wave, noise, hard rock, post punk, industrial. synth pop, rock elektroniczny, neue deutsche welle, experimental, house
Obrazek


The Land of Rape and Honey - trzeci album chicagowskiej formacji industrialnej Ministry, nagrywany w Southern Studios w Londynie oraz w Chicago Trax Studios, wydany został 11 października 1988 roku.
Brak sukcesu komercyjnego albumu Twitch sprawił, że frontman i wokalista Ministry, Al Jourgensen, postanowił po raz kolejny przeprowadzić swoistą rewolucję w brzmieniu i stylistyce zespołu, którego szeregi zasilił były basista i klawiszowiec post punkowego zespołu The Blackouts, Paul Barker, będący odtąd podstawowym muzykiem Ministry. Wymieniono również, względem poprzedniego albumu, producentów, muzyków sesyjnych i personel techniczny; do współpracy zaproszono m.in. znanego perkusistę Williama Rieflina (współpraca m.in. z Revolting Cocks, Lard, KMFDM, Pigface, Swans, Chrisem Connelly'm, Nine Inch Nails, zaś w latach 90. z R.E.M) oraz wokalistę Chrisa Connelly'ego. Ze starej ekipy producenckiej pozostał jedynie Adrian Sherwood (aka Eddie Echo), który jednak miał niewielki wpływ na brzmienie albumu w porównaniu do Twitch.
Tak samo zresztą jak w stosunku do debiutanckiego albumu Ministry, synth popowego With Sympathy, Twitch miał o wiele cięższy, bardziej industrialny wymiar, również The Land of Rape and Honey jest pójściem o krok naprzód względem Twitch, bowiem zespół po raz pierwszy realnie sięgnął po gitary i zwrócił się ku rockowej stylistyce, choć w znacznej mierze album The Land of Rape and Honey w dalszym ciągu opierał swoje brzmienie na syntezatorach, w porównaniu do następnych albumów.
Tytuł albumu zaczerpnięty został od sloganu  „Tisdale, Saskatchewan", którego motto w tamtym czasie brzmiało „Kraina rzepaku i miodu”, co było bezpośrednim nawiązaniem do produktów rolnych z miodu i rzepaku, zaś zespół prześmiewczo przerobił ów slogan na „Kraina Gwałtu i Miodu".
Okładka albumu, autorstwa Ala Jourgensena, przedstawia spreparowane przez artystę zdjęcie spalonych zwłok ofiar podobozu Leipzig-Thekla w Buchenwaldzie. Na taki artwork nie chciała jednak początkowo wyrazić zgody wytwórnia Sire Records, jednakże znany ze swojego artystycznego cynizmu Al Jourgensen, odciął znalezionemu w lesie martwemu jeleniowi łeb, który zapakował do swojej ciężarówki i zawiózł go do Los Angeles, wszedł do budynku Sire Records i cisnął "rekwizytem" na biurko szefa działu artystycznego wytwórni i powiedział: „Oto twoja nowa pieprzona okładka".
Album otwiera numer będący zarazem jedynym singlem promującym album, Stigmata, który musiał być niemałym zaskoczeniem dla fanów Ministry, bowiem numer oparty jest na agresywnym brzmieniu gitarowym, choć generowanym przez sampler i przetworzonym za pomocą pitch shiftera. Ponadto utwór zawiera mocny podkład rytmiczny automatu perkusyjnego i agresywne wokale. Co ciekawe, Stigmata powstała naprędce, jako ostatni utwór albumu mający na celu go uzupełnić.
W The Missing Ministry sięga już po jak najbardziej żywe hardrockowe riffy gitarowe, choć podkład rytmiczny opiera się na jednostajnym, acz niezwykle energicznym uderzeniu automatu perkusyjnego. Również wokal jest agresywniejszy niż w Stigmata.
W bardzo podobnej do The Missing hardrockowej stylistyce utrzymany jest Deity, choć numer zawiera sekwencerowy, pulsujący industrialny podkład.
Dalsza część albumu to stopniowy powrót do syntezatorowego grania znanego z Twitch, niemniej trzy pierwsze kompozycje albumu są faktyczną zapowiedzią rockowych i metalowych klimatów, którymi Ministry podąży na swoich następnych płytach.
Golden Dawn to ciężka i duszna, industrialna instrumentalna kompozycja oparta na potężnym podkładzie rytmicznym automatu perkusyjnego, gęstej basowej sekcji, surowej elektronice i partiach klawiszy oraz odległych riffach gitarowych. Utwór zawiera sample dialogów z horroru The Devils (1971, reż. Ken Russell). Słychać tu zapowiedź stylu i klimatu albumu The Mind Is a Terrible Thing to Taste.
Destruction, choć rozpoczyna się od surowych riffów gitarowych, to numer początkowo oparty jest na gęstym basowym pulsie, suchym industrialnym podkładzie rytmicznym i wokalnych wrzaskach. Z czasem kompozycja traci spójność nabierając cech eksperymentalnych; w tle pojawiają się wysokie i przeciągłe riffy gitarowe oraz syntezatorowe i industrialne efekty. Utwór może kojarzyć się z twórczością Skinny Puppy.
Hizbollah jest połączeniem EBM-u i electro-industrialu z samplami bliskowschodniego folkloru z charakterystycznymi śpiewami muzułmańskich szamanów oraz arabską muzyką ludową. W utworze wykorzystano sample wokalne libańskiej śpiewaczki Fairuz.
Tytułowy The Land of Rape and Honey utrzymany jest w stylistyce industrialno EBM-owej z wpływami brzmieniowymi Front 242, choć krzykliwe partie wokalne to typowy rozpoznawczy znak Ala Jourgensena począwszy jeszcze od albumu Twitch.
Najlepszy na albumie You Know What You Are? również utrzymany jest w stylistyce industrialno EBM-owej z silnymi wpływami brzmieniowymi Front 242 i Skinny Puppy, choć piosenka ma jednostajną i spowolnioną, za to znacznie bardziej transową sekcję rytmiczną, zaś pulsujący industrialny podkład jest znacznie wyrazistszy. Charczące partie wokalne Ala Jourgensena zostały częściowo przetworzone. W utworze wykorzystano sample dialogów z filmów "Dobry, Zły i Brzydki" (1966, reż. Sergio Leone), "Za Garść Dolarów" (1964, reż. Sergio Leone), "Obcy" (1986, reż. James Cameron). "Pluton" (1986, reż. Oliver Stone).
I Prefer w całości utrzymany jest w stylistyce niemieckiego nurtu NDW - w klimatach znanych z twórczości niemieckich D.A.F., Der Plan i wczesnego Die Krupps. To jedyny utwór albumu nieśpiewany przez Ala Jourgensena, którego gościnne - i godnie - w roli głównego wokalisty zastąpił Chris Connelly.
Flashback to silnie industrialny utwór utrzymany w zabójczym tempie, choć nie da się nie zauważyć w muzyce dość uderzającego podobieństwa do utworu Warm Leatherette z repertuaru The Normal z 1978 roku, który wywarł ogromny wpływ na scenę synth popową i industrialną w latach 80. Partie wokalne są tu niezwykle agresywne, w stylu Douglasa McCarthy'ego z Nitzer Ebb. Pod koniec piosenki pojawiają się wysoko grane riffy gitarowe. W utworze wykorzystano również sample dialogów z filmu "Pluton" (1986, reż. Oliver Stone).
Album finalizuje instrumentalna kompozycja Abortive łącząca industrial i synth pop z wczesną formą house'u. W utworze wykorzystane zostały sample dialogów astronautów z misji NASA.
Choć The Land of Rape and Honey początkowo nie odniósł większego sukcesu komercyjnego, co też było przyczyną coraz bardziej zdecydowanego pójścia Ministry w kierunku rocka i metalu na następnych albumach, album okazał się jednym z najważniejszych i najbardziej inspirujących longplayów w dorobku zespołu; do inspiracji The Land of Rape and Honey przyznawali się m.in. Fear Factory, Linkin Park, Slipknot i Nine Inch Nails. Album zdobył status Złotej Płyty po latach - w styczniu 1996 roku.
Sam Al Jourgensen przyznał, iż The Land of Rape and Honey jest jego ulubionym albumem Ministry.
Słynny amerykański saksofonista, Tom Moon, umieścił album w swojej książce "1000 Nagrań do Usłyszenia Przed Śmiercią".
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116955 autor: Depeche Gristle » 28 gru 2021, 3:12

Martin Gore - The Third Chimpanzee EP, 2021;
******
Style: industrial, cold wave, dark wave, house, electro, minimal, experimental, drone, ambient
Obrazek

Job Karma - Strike, 2005;
******
Style: industrial, rock elektroniczny, experimental, cold wave, dark wave, neofolk, krautrock, ambient, minimal
Obrazek


The Third Chimpanzee - czwarte solowe studyjne wydawnictwo frontmana Depeche Mode Martina L. Gore'a, nagrywane w drugiej połowie 2020 roku w prywatnym studiu artysty Electric Ladyboy w kalifornijskiej Santa Barbara. Minialbum jako EP ukazał się 29 stycznia 2021 roku.
The Third Chimpanzee zawiera materiał w całości instrumentalny, co w przypadku Martina nie jest żadną nowością, bowiem muzyk już w 2012 roku pod szyldem projektu VCMG współtworzonym z Vince'em Clarke'em wydał album z muzyką techno / minimal zatytułowany Ssss, następnie rozwinął tę koncepcję wydając w 2015 roku, już pod solowym szyldem MG, album pod tym samym tytułem, na którym Martin zaprezentował szereg instrumentalnych miniatur w różnych gatunkach muzyki elektronicznej - od ambientu, minimalu i house'u, po synth pop i industrial.
The Third Chimpanzee nie jest jednak kontynuacją tamtych dwóch wydawnictw; album ukierunkowany został zasadniczo na jeden gatunek - electro-industrial, zaś inspirację do jego nagrania stanowiły przemyślenia artysty nad postępem ewolucyjnym; - Czy ewolucja oddaliła nas tak bardzo od małp, jak nam się wydaje?* - pytał retorycznie Martin, który komponując nowy materiał przypomniał sobie o książce z 1991 roku, autorstwa biologa i naukowca zajmującego się ewolucją, Jareda Diamonda, p.t. „The Rise and Fall of the Third Chimpanzee", którą kiedyś przeczytał. Materiał ten jest zatem inspirowany małpami, ale poświęcony człowiekowi, bowiem Martin sugeruje, że w kwestii ewolucyjnej człowiekowi pozostało jeszcze dużo cech wspólnych z małpami. Jak wyjaśnił Martin: „Pierwszy utwór, który nagrałem, miał dźwięk, który nie był ludzki. Brzmiał jak wydawany przez naczelne". Mowa oczywiście o utworze Howler (pol. "Wyjec"). W dodatku autorem okładki albumu jest... mała kapucynka Pockets Warhol.
Otwierający album, wspomniany utwór Howler, rozpoczyna pojedynczy warkotliwy dźwięk syntezatora na tle przetworzonego dźwięku nawoływana małp. Początkowo kompozycja ma eksperymentalno-industrialny charakter muzyki ilustracyjnej, by z czasem nabrać ciężkiej industrialnej rytmiki, industrialnego podkładu i syntezatorowej sekwencji, by w finale przybrać formę rozbudowanego utworu z przestrzenną linią melodii i nisko granym drone'owym analogowym tłem.
Mandrill to już czysto electro-industrialny klimat oparty na dość szybkiej, choć lekko połamanej sekcji rytmicznej. Numer zawiera industrialne podkłady sekwencera, nisko grane, chłodne, drone'owe analogowe tło z licznymi syntezatorowymi wyziewami i zwielokrotnionymi echami, pulsujące syntezatorowe sekwencje oraz wysoko graną linię melodii imitującą nawoływanie małp. Utwór stylistycznie bliski jest ostatnim dokonaniom Richarda H. Kirka i Cabaret Voltaire, choć wcale nie brakuje tu skojarzeń z instrumentalnymi miniaturami Depeche Mode, jak Uselink, Jazz Thieves czy Easy Tiger.
Podobnym electro-industrialnym klimatem z pogranicza twórczości Richarda H. Kirka i Depeche Mode charakteryzuje się Capuchin, oparty na bardziej jednostajnej sekcji rytmicznej. Numer zawiera industrialne, warczące i pulsujące podkłady, klawiszowe partie imitujące solówki gitarowe, całość zaś dogłębnie dopełniają analogowe syntezatorowe linie melodyczne.
Vervet oparty jest o prosty i jednostajnie transujący house'owy beat, pulsujący industrialny podkład sekwencera połączony z house'owymi sekwencjami i syntezatorowymi zapętleniami stanowiącymi tło utworu uzupełnionego o analogowe solówki syntezatora - jedne stanowią powtarzalne i wyraziste sekwencje melodyczne, drugie zaś naśladują nawoływania małp. Utwór stanowi kolaborację house'u, minimalu i industrialu, także i tu słychać wyraźne wpływy ostatniej twórczości Cabaret Voltaire i Richarda H. Kirka.
Minialbum finalizuje krótki, zaledwie 2-minutowy, ambientowo-minimalistyczny Howler's End, oparty wyłącznie na wysoko granej analogowej linii melodii klawiszy.
The Third Chimpanzee spotkał się z ciepłym i ogólnie przychylnym przyjęciem przez krytykę; Robert Ham z Pitchfork Media napisał: „[Ten album] jest jego [Martina] najmroczniejszym i najlepszym solowym dziełem", porównując jednocześnie materiał do najlepszego brzmienia Depeche Mode od czasów albumu Ultra z 1997 roku.
Również fani docenili album; The Third Chimpanzee uplasował się m.in. na 5. miejscu UK Independent Album w Wielkiej Brytanii i 13. miejscu Offizielle Top 100 w Niemczech.
Pewnym niedosytem może pozostawać długość, jedynie 23 minuty trwania EP, przez co nasuwa się pytanie, czy nie można było rozwinąć wydawnictwa do formy pełnowymiarowego albumu?
Niemniej, w czasach pandemii, lockdownu i oczekiwania na nowy album Depeche Mode, The Third Chimpanzee jest niezwykle ciekawym i wartościowym artystycznie wydawnictwem.

*Źródło: Gazeta.pl

Strike - czwarty album wrocławskiej formacji eksperymentalno-industrialnej Job Karma, nagrywany między październikiem 2003, a majem 2004 roku w Black Hole Studio we Wrocławiu, wydany w maju 2005 roku nakładem niezależnego włoskiego labelu Ars Benevola Mater (ABM).
Strike był pewnym przełomem w dotychczasowej twórczości Job Karmy, bowiem, względem poprzednich albumów, na Strike pojawia się o wiele więcej skomplikowanych i wyrafinowanych melodii oraz złożonej sekcji rytmicznej; mniej jest eksperymentalizmu i formy ilustracyjnej w utworach.
Album otwiera - poprzedzony krzykami dzieci w trakcie zabawy na podwórku - wielce wymowny utwór Empire's Collapse, oparty na plemiennej rytmice oraz analogowych przestrzeniach granych jednocześnie i wysoko i nisko, które wypełnione są samplami industrialnych dźwięków oraz odgłosów pochodzenia naturalnego, jak i sztucznego, samplami orientalnych wokaliz i dialogów - niekiedy przetworzonych.
March prezentuje bardziej wojenny charakter, o czym można się przekonać wsłuchując się w quasi-militarny rytm sekcji rytmicznej kompozycji oraz nieprzejednanie chłodną syntezatorową analogową przestrzeń kojarzącą się z twórczością Heldon z połowy lat 70. W tle utworu pojawiają się subtelne partie pianina, całości dopełniają sample dramatycznych dialogów i krzyków brutalnie sfinalizowanych przez serie z karabinów maszynowych.
Te same klimaty militaryzmu i wojny kontynuuje tytułowy Strike utrzymany w o wiele szybszym tempie militarnego podkładu sekcji rytmicznej, która z kolei charakteryzuje się tu subtelniejszym uderzeniem. Przestrzeń natomiast dalej utrzymana jest w tym samym nieprzejednanym chłodzie analogowego brzmienia syntezatorów przypominających klimaty twórczości Heldon z połowy lat 70. Co jakiś czas pojawia się przetworzona sekcja dęta potęgująca nastrój grozy i wojny. Numer poprzedzony jest przetworzonymi dźwiękami odgłosów walki, które stanowią muzykę tła całego utworu. Całość kończą dźwięki radosnego przemarszu wojskowej orkiestry.
Ecce Homo nawiązujący do słynnej frazy Poncjusza Piłata skierowanej do tłumu odnośnie Jezusa Chrystusa, to najmocniejszy punkt albumu, odwołujący się do klasycznego industrialu przełomu lat 70. i 80. Numer charakteryzuje się ciężkim industrialnym podkładem z industrialnymi efektami i pulsami sekwencera, szczątkową sekcją rytmiczną składającą się z pojedynczego przetworzonego werbla, syntezatorowo-analogowym tłem wypełnionym szumem oraz brzmieniami klarnetu i skrzypiec budującymi linie melodyczne. Tło wypełniają sample dialogów oraz okrzyków tłumów. Kompozycję finalizuje organowe interlude na tle szumu. Do Ecce Homo został stworzony specjalny animowany teledysk w reżyserii Arka Bagińskiego, współpracującego z Job Karmą, w późniejszych latach będącego również jej stałym członkiem.
Red Sky jest powrotem do stylistyki z dwóch poprzednich albumów Job Karmy - Newson i Ebola - opartej na eksperymentalizmie. Charakterystyka utworu wyraźnie odwołuje się do twórczości eksperymentalnych formacji pokroju Cluster, Harmonii oraz do elektroniki lat 70., bądź wczesnej twórczości Throbbing Gristle i Cabaret Voltaire. Kompozycja zbudowana jest z subtelnego sekwencerowego pulsu, analogowego, nisko granego syntezatorowego drone'owego tła oraz przeciągłych analogowych partii klawiszy tworzących linie melodii. Przez cały utwór, niczym leniwy sygnał alarmu,  przewija się pojedynczy syntezatorowy motyw, w tle pojawiają się sample odgłosów tłumów, brak jest też sekcji rytmicznej.Kompozycja brzmi niczym soundtrack do alternatywnego filmu, co było też cechą charakterystyczną  poprzednich wydawnictw Job Karmy.
W dość minimalistycznym, poprzedzonym przetworzonymi dźwiękami naturalnymi i industrialnymi, utworze  I'll Watch You Drown (Redroom Mix), gościnny udział wziął Matt Howden, brytyjski wokalista i muzyk znany z twórczości m.in. w Sieben i Sol Invictus, który zmiksował utwór w swoim studiu w Sheffield. Artystę słychać też w partii wokalnej opartej na recytacji. Muzycznie kompozycja ma eksperymentalny charakter, na który składają się ambientowe przestrzenie wypełnione szumami, elektronicznymi efektami, licznymi przetworzonymi dźwiękami pochodzenia naturalnego i przemysłowego. Głębokie tło charakteryzuje się analogowym, nisko granym drone'owym brzmieniem. Przez niemal cały utwór przewija się dźwięk przypominający cichy sygnał budzika w zegarku, pojawiają się również partie skrzypiec oraz sample dialogów. Utwór klimatem bliski jest krautrockowi pierwszej połowy lat 70., w szczególności wczesnej twórczości Tangerine Dream, Ash Ra Tempel i Klausa Schulzego. Kompozycję finalizuje ciekawa syntezatorowa pętla. Warto też wspomnieć, że był to dopiero początek wieloletniej współpracy i przyjaźni Matta Howdena z muzykami zespołu Job Karma.
Album zamyka Radioactivity pochodzący z repertuaru Kraftwerk, jednak nie jest to klasyczny cover w dosłownym tego słowa rozumieniu; to raczej utwór zasadniczo skomponowany na motywach wielkiego standardu  Kraftwerk. Kompozycja oparta jest o szybki i jednostajny, choć dość subtelny rytm retrospektywnej sekcji rytmicznej. Sama struktura melodii, na przekór szybkiej sekcji rytmicznej, jest dosyć powolna, składająca się z mrocznych, warkowtliwych i nisko granych drone'owych podkładów tła oraz analogowych solówek klawiszy inspirowanych niewątpliwie oryginałem, jednakże znacznie się od niego różniących. Radioactivity jest też pierwszym flirtem Job Karmy z formą piosenkową i konwencjonalnym wokalem, choć sam tekst ograniczono jedynie do frazy refrenu:
„Radioactivity / Is in the air for you and me / Radioactivity / Discovered by Madame Curie". Partie wokalne wziął na siebie frontman zespołu, Maciek Frett, dysponujący głębokim i niskim barytonem w stylu Nicka Cave'a. Ciekawostką jest wstęp do utworu, będący samplem audycji radiowej, w której dziewczyna recytuje wiersz. Jest to też jeden z nielicznych przypadków, kiedy w utworze Job Karmy pojawia się język polski.
Album Strike stanowił kolejny etap w twórczości Job Karmy, w której zespół zaprezentował bardziej wyrafinowane brzmienie, powoli krocząc ku bardziej przystępnym formom muzycznym. Jest to też jeden z najważniejszych albumów polskiej sceny industrialnej i eksperymentalnej.
Ostatnio zmieniony 09 sty 2022, 15:02 przez Depeche Gristle, łącznie zmieniany 1 raz.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

olo81
Twardziel
Posty: 520
Rejestracja: 09 maja 2005, 1:13
Lokalizacja: Sosnowiec
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Aphex Twin, Jacek Sienkiewicz, Aron Funk, Richad Devine, Aleksi Perälä, PJ Harvey, Joy Division, Coil, Autechre, Boards of Canada, Cex, Kid606, Mikołaj Bugajak, We Will Fail, Ceephax Acid Crew, Radian
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116958 autor: olo81 » 04 sty 2022, 0:42

http://olo81.wikidot.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116959 autor: Depeche Gristle » 05 sty 2022, 1:15

Alles - Lost, 2021;
******
Style: nowa fala, electro, ambient, industrial, synth pop, cold wave, dark wave, trip hop, minimal, house
Obrazek

Heldon - Only Chaos Is Real, 2001;
*****
Style: rock elektroniczny, hard rock, rock industrialny, indie rock, hip hop, post punk, house, metal, blues rock, funk, noise, cold wave, dark wave, krautrock
Obrazek


Lost - czwarty album łódzkiej formacji electro-industrialnej Alles, wydany 1 marca 2021 roku nakładem niezależnej wytwórni False Flag Records.
Pierwsze prace nad albumem Lost muzycy Alles, Marcin Regucki i Paweł Strzelec, rozpoczęli jeszcze pod koniec 2018 roku, jednakże pełną parą nagrywanie nowego materiału ruszyło dopiero wiosną i latem 2020 roku, w trakcie trwania światowej pandemii COVID 19, album zaś powstawał dzięki dobrowolnym zbiórkom od fanów i przyjaciół zespołu. Trwająca pandemia i związany z nią lockdown sprawiły, że pesymistyczne i poruszające teksty piosenek Alles nabrały niebywałej autentyczności i głębi, wpasowując się w aktualną sytuację, choć tym razem warstwa liryczna wyraźnie odcina się od politycznego zaangażowania.
Inną istotną zmianą jest kierunek, w którym podążył zespół, bowiem poczynając od debiutanckiego albumu Alles, Post (2015), każdy następny album miał coraz cięższy, industrialny wymiar. W przypadku Lost mamy do czynienia ze zdecydowanie łagodniejszym, wręcz wyciszonym obliczem formacji, zorientowanym bardziej na retrospektywne electro i ambient z niewielką domieszką brzmienia industrialnego. Choć jedno nie zmienia się - teksty, choć już nie mają formy polityczno-społecznych protest songów, w dalszym ciągu poruszają tematy beznadziei współczesnego życia i rozczarowania aktualną rzeczywistością.
Album otwiera utwór Świat Utracony z pełną rezygnacji i pogodzenia się z brutalną rzeczywistością łagodną deklamacją na tle melancholijnej ambientowej przestrzeni uzupełnionej o subtelne syntezatorowe pętle, cichą sekcję basową i analogowe solówki klawiszy. Całość opiera się o dość oszczędną, delikatną i lekko połamaną sekcję rytmiczną. Pod koniec utworu wokalistę, Pawła Strzelca, wokalnie deklamacją wspomaga jego 10-letnia córka - Lidia.
Kompozycja Czarne opiera się na wyrazistych pulsujących sekwencerowych pętlach, cichym analogowym basowym podkładzie, melancholijnym organowym tle, subtelnych klawiszowych solówkach i delikatnym trip-hopowym tempie sekcji rytmicznej. Także i tu wokalistę wspomaga jego córka, wyśpiewując tym razem fragment znanej dziecięcej przyśpiewki "Idziemy na jagody".
Piosenka Nieodwracalne osadzona jest we współcześnie brzmiącej elektronice spod znaku Moderat, opartej na chłodnej, wysoko zawieszonej przestrzeni, delikatnych pulsach syntezatorowych i groovach, migoczących partiach smyczkowych oraz nisko granym tle. Podkład rytmiczny charakteryzuje się jednostajnym, acz względnie delikatnym beatem. Tekst, pełen goryczy, głosi: "Nie dziękuję nikomu, nie pozdrawiam wcale".
Utwór Serce, choć rozpoczyna się od melancholijnego tła i niemal szeptanej deklamacji, rozkręca się w wyraźniejszych syntezatorowych i sekwencerowych industrialnych pulsach, wyraźniejszej sekcji automatu perkusyjnego i tym razem głośniejszej deklamacji, częściowo powracając do schematów z poprzednich płyt. Numer cechuje się jednak częstą zmianą nastrojów przechodząc w klimaty minimal / ambient, a następnie w retrospektywny synth pop lat 80., by skończyć się tak jak się zaczął - melancholijnym tłem. To najlepszy moment całego albumu.
Piosenka Kończę wyróżnia się podwójną przestrzenią - wysoko graną i zimną oraz nisko graną i analogową. Przestrzeń wypełniają migoczące syntezatorowe pętle przechodzące następnie w brzmienia industrialne, które na powrót wracają do migoczących pętli. Sekcja rytmiczna ma charakter trip-hopu, tekst wyraża głębokie rozczarowanie otoczeniem i ludźmi. I jak na ironię, pojawia się tu na chwilę wesoła przyśpiewka córki wokalisty. Utwór wieńczy głęboki puls sekwencera w stylu Jeana-Michela Jarre'a oraz eksperymentalne interlude.
Utwór Strona B opiera się na powtarzalnej wyrazistej basowej sekwencji, wysokich i chaotycznych partiach klawiszy, analogowych syntezatorowych motywach, wibrującym podkładzie i nisko granym analogowym tle. Sekcja rytmiczna jest prosta i jednostajna, partie deklamacji są znacznie ostrzejsze i głośniejsze niż dotychczas, choć nie tak bezwzględne jak na poprzednich albumach. W drugiej części pojawia się sekcja dęta, zaś podkład gitary basowej staje się bardziej standardowy.
Zamykający album numer Ziemia jest powrotem do typowo industrialnego stylu Alles, choć łagodniejszego niż na poprzednich albumach. Utwór złożony jest z energicznych, choć względnie delikatnych industrialnych pulsów, nisko granego analogowego tła, przeciągłych retrospektywnych solówek klawiszy i połamanej sekcji rytmicznej. Tekst, jak zawsze w przypadku zamykających albumy Alles utworów, jest niezwykle ponury i pesymistyczny, opowiadający o nieuchronnej katastrofie, do której zmierza planeta Ziemia i ludzkość. Deklamacja, dość stanowcza, typowa dla Pawła Strzelca, pod koniec utworu przypomina zrezygnowaną narrację w stylu Czesława Niemena. W tle kompozycji słychać sample przetworzonych dialogów astronautów z misji kosmicznych.
Album Lost jest dobitnym przykładem, że Alles potrafi zaskakiwać; tym razem formacja prezentuje swoje łagodniejsze i bardziej wyciszone oblicze, choć odległe od politycznego zaangażowania, ponure i depresyjne teksty nie pozostawiają złudzeń wobec otaczającej nas rzeczywistości. Album tematyką idealnie wpasował się zatem w czas pandemii i lockdownu, jednakże jego przesłanie będzie aktualne pewnie i przez następne dziesięciolecia.

Only Chaos is Real - ósmy album legendarnej francuskiej formacji eksperymentalnej Heldon, która została reaktywowana blisko dwadzieścia lat od wydania swojego ostatniego do tamtej pory albumu, Stand By, wydanego w 1979 roku.
Końcówka lat 90. była czasem powrotów wielu wykonawców, głównie z lat 80., bowiem był to okres odrodzenia się analogowych syntezatorowych brzmień z lat 80., czemu początek dał w 1997 roku Jean-Michel Jarre, wydając remake swojego kultowego albumowego dzieła z 1976 roku, Oxygène - Oxygene 7-13, z ogromnym sukcesem zresztą.
Również, na fali powrotów wykonawców z lat 70. i 80., frontman Heldonu, multiinstrumentalista Richard Pinhas, zdecydował się reaktywować swoją sztandarową formację działającą w latach 1973-79. W tym celu muzyk zorganizował nie tylko nowy skład zespołu, ale obrał zupełnie odmienny charakter od tego, co Heldon prezentował w latach 70. Choć zespół stylistycznie pozostawał na granicy elektroniki i rockowej awangardy, nowe oblicze Heldonu stanowiło całkowite odejście od eksperymentalnego charakteru muzyki, a nawet odejście od formy czysto instrumentalnej charakteryzującej Heldon w latach 70., na rzecz nie tylko formy wokalnej, ale wręcz piosenkowej.
Zmiana nastąpiła również pod względem brzmienia elektronicznego, w którym Heldon nie odwołuje się już do analogowych brzmień z lat 70., a porusza się w zupełnie współczesnym brzmieniu elektronicznym oscylującym między stylami The Prodigy a Nine Inch Nails. Niezmienne pozostaje brzmienie gitary - agresywne, inspirowane stylem Roberta Frippa, ale i tu pojawiają się nowości, bowiem Richard Pinhas prezentuje riffy gitarowe, w których słychać wpływy od Joy Division i New Order, przez Limp Bizkit, Korn i Linkin Park, po Nirvanę i Pearl Jam.
Kompletną nowością jest warstwa wokalna oparta w większości na stylu rapowanym, choć rap utrzymany jest w formie bardziej punkowej. Only Chaos is Real nagrywany był w latach 1997-2000 w paryskim Ramsès II - PEV studios. Tym razem do nazwy zespołu nie dodano chronologicznej do kolejności ukazania się albumu cyfry (czyli ,,8" bądź ,,VIII", względnie ,,Eighth").
W skład Heldonu, obok jego głównego instrumentalisty, weszli: basista Olivier Manchion, klawiszowcy Maurice G. Dantec i Norman Spinrad, którzy wraz z Richardem Pinhasem byli kompozytorami większości materiału, zaś ten pierwszy wraz z Normanem Spinradem (wokal wspierający) był autorem tekstów. Ponadto skład uzupełnili klawiszowiec Benoît Widemann oraz perkusista związany z zespołem Magma, Antoine Paganotti, zaś rolę głównego wokalisty przyjął na siebie mało znany David Korn.
Album otwiera tytułowy Only Chaos Is Real oparty o technoidalną sekcję rytmiczną wspieraną również żywymi bębnami, współcześnie brzmiącą elektronikę z syntezatorowymi efektami, oraz o długie i agresywne riffy gitarowe, inspirowane zarówno stylem Roberta Frippa, jak i nurtami typu grunge i indie rock. Partie wokalne są rapowane. Numer dość mocno przypomina dokonania Nine Inch Nails z albumu The Downward Spiral. Gościnny udział w nagraniu utworu wziął znany francuski muzyk synth popowy Philippe Laurent.
Śpiewany po francusku Les Racines Du Mal jest utworem o charakterystyce hardrockowej z elementami grunge i indie rocka z silną sekcją rytmiczną żywej perkusji i głębokim podkładem basu. Oprócz współcześnie rockowych riffów gitarowych, przestrzeń wypełniają długie solówki gitarowe w stylu Roberta Frippa, zaś elektronika stanowi tu jedynie tło. Partie wokalne opierają się na chłodnej francuskojęzycznej deklamacji.
Le Plan ma charakter hard rocka z agresywnymi riffami gitarowymi, silną sekcją żywej perkusji i gęstym, funkowym brzmieniem basu, jednakże kompozycja posiada także technoidalny podkład rytmiczny wspierający żywą perkusję a także industrialny puls. Numer w przeważającej większości ma charakter instrumentalny, dopiero pod sam koniec pojawia się krótki, agresywny i punkowy wokalny epizod. W utworze gościnnie na basie zagrał były muzyk zespołu Magma Bernard Paganotti.
Holy Dolly to najbardziej przebojowy moment albumu; fani Heldonu w latach 70. pewnie nie byliby w stanie uwierzyć, że zespół byłby w stanie nagrać taki utwór. Kompozycja łączy punkowe i indie rockowe riffy gitarowe z solówkami bardziej funkowymi i chłodnymi motywami klawiszy. Sekcja rytmiczna oparta jest na żywej rockowej perkusji wspieranej podkładem automatu perkusyjnego. Linie wokalne wyraźnie mają charakter punkowy. Numer przypomina klimatem nieco dokonania Linkin Park bądź Limp Bizkit, które w tamtym czasie udanie startowały do kariery. W nagraniu utworu gościnnie udział wzięli gitarzyści Alain Ranval i Duncan Nilsson-Pinhas - syn Richarda.
Brighter Than A Thousand Suns łączy elektronikę w stylu Nine Inch Nails i The Prodigy z technoidalną sekcją rytmiczną i agresywnymi hard rockowymi riffami gitarowymi. Linie wokalne przypominają styl Keitha Flinta z The Prodigy.
Next Level jest kolaboracją hard rocka i indie rocka; piosenka zawiera agresywne riffy gitarowe, głęboką sekcję basową i dość połamaną sekcję żywej perkusji, która wspierana jest przez technoidalny podkład. Elektronika stanowi tu tło, zaś partie wokale oparte są o krzykliwy rap. Całościowo numer oscyluje gdzieś między stylami Limp Bizkit i Korn. Dość podobną strukturą charakteryzuje się Mutant Monkey, choć połamana sekcja żywej perkusji nie jest wspierana przez technoidalny podkład, na pierwszy plan zaś wychodzą indie rockowe partie gitary, długie i agresywne riffy gitarowe są bardziej odległe, zawieszone wysoko, wokal ma bardziej wymiar agresywnej deklamacji. Numer ponadto wyróżnia się licznymi syntezatorowymi pulsacjami i efektami.
Ubik jako jedyny utwór płyty zasadniczo odwołuje się do oryginalnego brzmienia Heldonu z lat 70., nie przypadkiem zresztą, skoro gościnne w nagraniu udział wziął Georges Grünblatt, były muzyk oryginalnego, wczesnego składu Heldon w latach 70. W nagraniu wzięli udział również Alain Bellaïche, który w latach 70. współpracował z Heldonem przy nagraniu albumu Agneta Nilsson, oraz basista Bernard Paganotti. Ubik opiera się na klasycznie rockowej sekcji rytmicznej i analogowo-syntezatorowym podkładzie. Utwór opatrzony jest blues-rockowymi riffami gitarowymi, bluesowym podkładem klawiszy oraz gęstą i głęboką linią basu. Partie wokalne charakteryzują się niską deklamacją wspieraną niekiedy przez oszalałe grunge'owe wrzaski.
Zamykający album Last Level jest kontynuacją utworu Next Level i utrzymany jest w tym samym stylu muzycznym, wokalnym i tekstowym.
Only Chaos is Real był pierwszym od ponad dwudziestu lat albumem sygnowanym szyldem Heldon, chociaż muzycznie nie za wiele miał wspólnego z muzyką Heldonu z lat 70., co też zapewne było przyczyną dość chłodnego przyjęcia wydawnictwa przez krytykę i fanów, mimo bardzo wysokiego poziomu artystycznego i dość dobrej orientacji Richarda Pinhasa i spółki we współczesnej muzyce.
Chociaż Only Chaos is Real w niczym nie odbiegał od muzycznych standardów końca lat 90. i początków lat 2000., co więcej, łączył bardzo popularne wówczas style reprezentowane przez wykonawców pokroju Nine Inch Nails, The Prodigy, Linkin Park, Limp Bizkit czy Korn, taka formuła była nie do zaakceptowania przez starych fanów Heldonu pamiętających zespół z lat 70. jako wykonawcę eksperymentalnego; albumowi zarzucono pójście w komercję i pop, toteż Richard Pinhas postanowił nie kontynuować już działalności pod szyldem Heldon, zaś Only Chaos is Real jak dotąd jest ostatnim albumem w dorobku zespołu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116971 autor: Depeche Gristle » 12 sty 2022, 16:36

Dead Or Alive - Mad, Bad and Dangerous To Know, 1986;
*****
Style: new wave, synth pop, cold wave, post punk, glam rock, electro funk, latin pop, soul
Obrazek

Psyche - Daydream Avenue, 1991;
*****
Style: new wave, synth pop, electro pop, electro funk, house, trip hop, electro, minimal, cod wave, dark wave, industrial, ebm, new age, rock elektroniczny, soul
Obrazek


Mad, Bad, and Dangerous to Know - trzeci album brytyjskiego synth popowego bandu Dead or Alive dowodzonego przez ekscentrycznego i kontrowersyjnego wokalistę Pete'a Burnsa. Światowa premiera albumu nastąpiła 21 listopada 1986 roku. Za produkcję krążka odpowiedzialne było producenckie trio  Stock Aitken Waterman (SAW), które zapewniło ogólnoświatowy sukces komercyjny poprzedniemu albumowi Dead or Alive, Youthquake (1985), choć sam Pete Burns nie był do końca zadowolony ze współpracy ze Stock Aitken Waterman, zarzucając producentom faworyzowanie innych wykonawców, (w tym żeński zespół Bananarama) którzy z nimi współpracowali. Pete Burns zarzucał ponadto producentom, że ignorują jego sugestie oraz pomysły, w tym także w kwestii doboru singli, lub by singiel Something in My House wydać w Halloween. Niemniej jednak producenckie trio zaakceptowało kontrowersyjny tytuł albumu ,,Mad, Bad, and Dangerous to Know" - taki tytuł pierwotnie miał nosić debiutancki album zespołu, Sophisticated Boom Boom (1984), jednakże wówczas wytwórnia Epic Records nie wyraziła na to zgody. Tytuł albumu był, rzecz jasna, nawiązaniem do wypowiedzi Lady Caroline Lamb (anglo-irlandzkiej arystokratki i powieściopisarki, słynnej z romansu z Georgem Gordonem Noelem Byronem) opisującej kontrowersyjną angielską postać Lorda Byrona.
Autorem okładki albumu, na której widnieje wizerunek Pete'a Burnsa, oraz całej sesji zdjęciowej zespołu jest fotograf Bob Carlos Clarke.
Album rozpoczyna singlowy Brand New Lover, który z miejsca stał się światowym przebojem. Numer ma klasycznie synth popową strukturę wzbogaconą o głęboką sekcję basową i długie glam rockowe riffy gitarowe.
Kolejny z singlowych przebojów, I'll Save You All My Kisses, oparty jest o energiczną i jednostajną post punkową sekcję rytmiczną, funkowy podkład basowy, synth popowe sekcje klawiszowe oraz charakterystyczne burleskowe orkiestracje. Linie wokale osadzone są w popie lat 60.
Son of a Gun jest klasycznie synth popowym numerem z wpływami brzmieniowymi Bronski Beat, zawierającym elementy funku i new wave oraz post punkowy wokal, co było rzeczą dosyć powszechną w tamtym okresie twórczości Dead or Alive.
Synth popowy Then There Was You charakteryzuje się wyraźnie podkreślonym pulsem sekwencera oraz new wave'owym zabarwieniem uwydatnionym przez silną sekcję rytmiczną, podkład gitary klasycznej i chłodne partie klawiszy. Piosenka ma niesamowicie przebojowy charakter, szczególnie w warstwie linii wokalnej i, gdyby była singlem, zapewne również byłaby hitem. 
Come Inside prezentuje bardziej utanecznioną formę synth popu z wyrazistym tanecznym pulsem sekwencera, chłodnymi partiami klawiszy oraz chwytliwymi klawiszowymi solówkami. Nie brakuje tu też partii fortepianu czy odległych gitarowych riffów. Kompozycja przypomina trochę przyszłe dokonania Kylie Minogue, Ricka Astleya i Pet Shop Boys, jest też zapowiedzią klimatów, w które podąży Dead or Alive na następnych albumach, w szczególności na Nude (1988).
Something in My House to największy z singlowych przebojów tego albumu i jeden z największych hitów w dorobku Dead or Alive, obok You Spin Me Round (Like a Record), zresztą Something in My House utrzymany jest w bardzo podobnym rockowo (wokale) synth popowym (muzyka) klimacie do You Spin Me Round (Like a Record), choć wersja albumowa Something in My House charakteryzuje się znacznym wydłużeniem, zaś glam rockowe riffy gitarowe zastąpione zostają latynoskimi partiami akustycznej gitary. Teledysk do utworu był hołdem dla filmu Jeana Cocteau, ,,La Belle et la Bête" (Piękna i Bestia) z 1946 roku, gdzie w plenerach Château de Raray tworzono klip.
Kolejny singlowy przebój, Hooked on Love, utrzymany jest w dość podobnym taneczno-synth popowym klimacie, jak Come Inside, choć Hooked on Love posiada wyraźniejsze glam rockowe riffy gitarowe zabarwione twórczością zespołu Queen.
I Want You, z dodatkiem glam rockowego riffu gitarowego, łączy synth popową strukturę utworu z klimatami soulu i funku. Piosenka dość mocno przypomina stylistykę z wydanego w tym samym czasie albumu zespołu The Human League, Crash.
Kończący album Special Star jest chłodnym i łagodnym, (także w warstwie wokalnej) klasycznie synth popowym numerem, który klimatem powraca do debiutanckiego albumu Dead or Alive, Sophisticated Boom Boom.
Album Mad, Bad, and Dangerous to Know przyniósł zespołowi ogólnoświatowy sukces komercyjny, choć jego notowania przyniosły nieco słabsze wyniki na listach przebojów od Youthquake, niemniej Mad, Bad, and Dangerous to Know dotarł do 27. miejsca listy U.K. Top 75 Albums, 52. miejsca U.S. Billboard 200 - taką samą pozycję album osiągnął w Kanadzie (Canada Top 100 Albums), w Japonii zaś dotarł do 19. miejsca, z kolei na szwedzkiej liście Sweden Top 60 Albums longplay uplasował się na 21. miejscu, zaś w Australii na miejscu 37.

Daydream Avenue - piąty album kanadyjskiej formacji synth popowej Psyche, który na rynku muzycznym ukazał się 1 października 1991 roku nakładem niemieckiej wytwórni SPV Records.
Ogromny sukces komercyjny poprzedniego albumu Psyche, The Influence (1989), sprawił, że muzycy na stałe postanowili przenieść się do Niemiec, konkretnie do Berlina, gdzie już od blisko trzech lat tworzył brat wokalisty formacji, zarazem jej były klawiszowiec, Stephen Huss, któremu kariera solowa niespecjalnie się powiodła, muzyk zatem powrócił do macierzystej formacji dołączając do swojego brata, Darrina Hussa, zastępując jednocześnie klawiszowca Davida Kristiana, który opuścił Psyche niedługo po nagraniu albumu The Influence.
Muzycy Psyche weszli do studia Machinery Studio w Berlinie w pierwszym kwartale 1991 roku. Pierwotnie album miał nosić tytuł Gridlock Dynasty, ostatecznie jednak album ukazał się jesienią 1991 roku pod tytułem Daydream Avenue.
Choć początek lat 90. w muzyce elektronicznej zdominowany był przez nurt acid house, muzycy Psyche raczej z rezerwą spoglądali na ten kierunek muzyczny, pozostając w znacznym stopniu w stylistyce synth popowej, która do tej pory zapewniała sukces formacji.
Album otwiera If You Believe w klimacie synth popu i electro funku z silnymi wpływami brzmieniowymi Cabaret Voltaire z albumu Code (1987).
Angel Lies Sleeping to z kolei przykład klasycznego EBM-u, w którym słychać inspiracje twórczością Front 242 oraz Ministry i Skinny Puppy lat 80., choć także i tu pojawiają się wpływy Cabaret Voltaire.
Destiny ma bardziej nastrojowy i melancholijny charakter; numer jest dość złożoną mieszanką synth popu, rocka elektronicznego i soulu.
Przykładem klasycznego acid house'u przełomu lat 80. i 90. jest Love Is A Mystery, taneczna kompozycja w większości instrumentalna z niewielkimi epizodami wokalnymi ograniczającymi się do tytułowej frazy.
Ghost opiera się wyłącznie na smyczkowych tłach z wyrazistymi i chwytliwymi solówkami klawiszy i bardzo subtelnym podkładem rytmicznym. W drugiej części utworu pojawiają się sola gitarowe i odległe partie saksofonu; piosenka przypomina klimatem dokonania Fad Gadget z albumu Incontinent (1981), chociaż w warstwie wokalnej słychać u Darrina Hussa silny wpływ Marca Almonda.
W What Sorrow Cannot Say słyszalne są dość mocne wpływy twórczości The Beloved (utwór Hello) lub Cabaret Voltaire (utwór Runaway); numer charakteryzuje się dość szybką, ale połamaną trip-hopową sekcją rytmiczną, silnym elektronicznym basowym podkładem i powtarzalnymi sekwencjami klawiszy. To klasyczny przykład electro popu początku lat 90.
Skywalking łączy style electro i synth pop; słychać tu wpływy twórczości Kraftwerk. Partie wokalne częściowo przetworzone są przez vocoder, w tle zaś słychać deklamację Darrina Hussa oraz sample dialogów.
Alone With A Gun utrzymany jest w stylistyce klasycznego synth popu lat 80. i zasadniczo jest powrotem Psyche do brzmienia z albumów Mystery Hotel i The Influence.
Speak Tex Program to krótka, niespełna 2-minutowa ambientowa miniatura składająca się z chłodnej, wysoko granej przestrzeni, na której tle rozbrzmiewają delikatne partie gitary akustycznej i fletu. Słychać tu przetworzoną przez komputer frazę tytułową ,,Speak Tex Program" powtarzaną po kilkakroć przez syntezator mowy, podbudowaną przez elektroniczne efekty. Kompozycja budzi skojarzenia z new age'owymi klimatami Tangerine Dream.
Wpływy brzmieniowe Tangerine Dream słychać również w instrumentalnym Eternal City, łączącym synth pop z new age i ambientem. Utwór cechuje jednostajny i uporządkowany beat sekcji rytmicznej, pulsujący sekwencerowy podkład, wysoko grana przestrzeń i rozbudowane partie klawiszy. W bardzo podobnej stylistyce utrzymany jest zresztą także następny instrumentalny numer - Quest.
Suspicion jest z kolei flirtem z brzmieniem industrialnym zabarwionym stylem Nine Inch Nails z albumu Pretty Hate Machine (1989). Numer opiera się na energicznej sekcji rytmicznej, industrialnych pulsach sekwencera i niepokojącej odległej przestrzeni. Wokal Darrina Hussa jest wyjątkowo niski, niekiedy wspomagany wysokimi chórkami.
Zamykający album, ponad 10-minutowy instrumentalny utwór Belial, to znów powrót do brzmienia inspirowanego twórczością Tangerine Dream. Kompozycja łączy strukturę synth popu w sekcji rytmicznej i sekwencerowym podkładzie, z ambientem i new age w rozbudowanych klawiszowych partiach i przestrzeni. Utwór zawiera również gitarowe ozdobniki.
Album Daydream Avenue nie przyniósł Psyche sukcesu komercyjnego na miarę wydawnictw pokroju Unveiling the Secret, Mystery Hotel, o The Influence nie wspominając. W dobie rosnącej popularności nurtu grunge i acid house'u, a także tandetnego euro dance'u na początku lat 90., brzmienia lat 80. nie były raczej ciepło przyjmowane, niemniej dziś album Daydream Avenue uważany jest przez fanów za jedną z najważniejszych pozycji w dyskografii Psyche.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116984 autor: Depeche Gristle » 02 lut 2022, 0:18

Martin Rev - Strangeworld, 2000;
*****
Style: pop psychodeliczny, rockabilly, cold wave, electro pop, synth pop, industrial, experimental, house, dark wave, rock psychodeliczny, new wave
Obrazek

Thompson Twins - Into the Gap, 1984;
*****
Style: new wave, synth pop, electro funk, electro blues, cold wave, soul, ambient
Obrazek


Strangeworld - piąty solowy album klawiszowca Suicide, Martina Reva, wydany w 2000 roku, jednocześnie był to drugi album, na którym muzyk zaprezentował się w roli wokalisty i autora tekstów. W stosunku do poprzedniego albumu, See Me Ridin (1996), Martin Rev zwrócił się w kierunku bardziej psychodelicznym, prezentując dłuższe i bardziej rozbudowane kompozycje, choć linie wokalne w dalszym ciągu pozostawały w klimatach i w stylistyce rockabilly, co też charakteryzowało macierzystą formację Martina Reva, Suicide.
Album otwiera nawiązujący jeszcze trochę do klimatów z See Me Ridin'  My Strange World z delikatną syntezatorową przestrzenią, subtelnymi solówkami klawiszy, quasi-plemiennym rytmem automatu perkusyjnego i, oczywiście, zabarwioną czarnym soulem linią wokalną Martina Reva.
Sparks opiera się na prostym, technoidalnym, uderzeniu sekcji rytmicznej. Tradycyjną linię melodii zastępują tu efekty dźwiękowe i echa; linia wokalna bardziej przypomina z kolei, zarówno barwą jak i stylem, Simeona Coxe'a z Silver Apples, zresztą sama kompozycja dość mocno przypomina dokonania Silver Apples i mogłaby nawet znaleźć się na jednym z ich albumów.
Solitude prezentuje styl klasycznego rockabilly łącząc organową przestrzeń z delikatnymi i ciepłymi zagrywkami akustycznej gitary, choć nie brakuje tu elementów psychodelicznych w postaci echa, zaś sekcja rytmiczna jest niezwykle subtelna, schowana głęboko w tle.
Funny opiera się wyłącznie na połamanej rytmice automatycznej sekcji rytmicznej, na której wznosi się, spotęgowana przez zwielokrotnione echa, sekcja wokalna w stylu rockabilly.
Ramblin' jest połączeniem stylu rockabilly w sekcji wokalnej z delikatną syntezatorową przestrzenią i klawiszowymi solówkami; to schemat powtórzony z utworu My Strange World, choć w Ramblin' brak jest sekcji rytmicznej, co w znacznie większym stopniu umiejscawia piosenkę w klimatach albumu See Me Ridin'. Dokładnie ten sam schemat powtarza się również w numerze Cartoons.
Trouble jest ponownym powrotem do klasycznego stylu rockabilly i rock'n'rolla lat 50. i 60., tak w warstwie rytmicznej automatu perkusyjnego, jak i w podkładzie muzycznym opartym na gitarowych partiach wspartych psychodelicznymi efektami dźwiękowymi.
Instrumentalny Splinters oparty jest o prosty house'owy podkład sekcji rytmicznej, miejsce melodii zastępują jednak dźwięki przetworzonych perkusjonaliów, liczne szumy, echa i pogłosy.
Bardziej eksperymentalny charakter ma kompozycja One Track Mind, gdzie linia wokalna w stylu rockabilly opiera się na przetworzonej echami przestrzeni, choć "między wierszami", w środku piosenki pojawiają się chwytliwe solówki klawiszy, zaś w końcówce pojawiają się wibrujące partie przetworzonego brzmienia gitary.
Chalky rozpoczyna się klasycznie synth popowym wstępem, na który nakładają się odległe industrialne dźwięki, jednak numer przechodzi w formę całkowicie eksperymentalną i psychodeliczną składającą się z wibrującej i syczącej industrialnej przestrzeni, w której tle słychać odległą sekcję automatu perkusyjnego. Sekcja wokalna tym razem oparta jest na szeptanej deklamacji podszytej zwielokrotnionymi echami. Całość do złudzenia przypomina psychodeliczną twórczość Silver Apples.
Jacks And Aces, choć odwołuje się do klasycznego stylu rockabilly lat 50. i 60., głównie poprzez linię wokalną i partie akustycznej gitary, to dzięki lekko pulsującemu podkładowi syntezatora, wibrującej przestrzeni, szczątkowej i przetworzonej sekcji perkusyjnej i wysoko zawieszonemu wokalowi spotęgowanemu przez zwielokrotnione echa, piosenka zyskuje wymiar psychodeliczny.
Reading My Mind jest klasycznym numerem rockabilly opartym wyłącznie na partiach akustycznej gitary, nieznacznie tylko wzmocnionym psychodelicznymi efektami.
Zamykający album króciutki, zaledwie 2-minutowy quasi-utwór Day And Night jest całkowitym powrotem do założeń z albumu See Me Ridin', w którym większość repertuaru stanowiły krótkie piosenkowe miniatury będące połączeniem stylu rockabilly w sekcji wokalnej z subtelnym syntezatorowym podkładem i klawiszowymi solówkami, lekko pulsującą sekcją basową i brakiem sekcji rytmicznej. Właśnie w takim klimacie osadzona jest również Day And Night, choć trzeba przyznać, że jest to bardzo przyjemne zakończenie dość zróżnicowanego i, niekiedy dość ciężkiego w warstwie muzycznej i w samym odbiorze, albumu. I prawdopodobnie właśnie nazbyt psychodeliczny i awangardowy wydźwięk albumu sprawił, że w epoce początku XXI wieku, psychodeliczne klimaty lat 60. nie miały większych szans sukcesu wśród współczesnych odbiorców muzyki. Album Strangeworld pozytywnie został przyjęty za to przez dziennikarzy muzycznych i recenzentów oraz przez fanów Suicide, którzy od dłuższego czasu oczekiwali nowego albumu formacji.
Niewątpliwie bardziej zróżnicowany album Strangeworld był kolejnym krokiem na przód w solowej karierze Martina Reva.

Into the Gap - czwarty studyjny album brytyjskiej formacji synth popowej Thompson Twins, który ukazał się 17 lutego 1984 roku.
Ogromny międzynarodowy sukces albumu Quick Step & Side Kick (1983) sprawił, że Thompson Twins postanowili nie tylko kontynuować, ale i znacznie rozwinąć już utartą synth popowo-funkową ścieżkę, urozmaiconą perkusjonaliami i bongosami, którą obrali na Quick Step & Side Kick, w związku z czym troje muzyków zdecydowało o kontynuacji współpracy z producentem Alexem Sadkinem, który, bądź co bądź, w głównej mierze był ojcem sukcesu albumu Quick Step & Side Kick, sam zaś Alex Sadkin, jako producent i inżynier dźwięku, był już odpowiedzialny za sukcesy albumów tak znanych wykonawców, jak m.in. Bob Marley and the Wailers, Grace Jones, Robert Palmer i Joe Cocker.
Sesje nagraniowe albumu Into the Gap miały miejsce między listopadem 1983, a styczniem 1984 roku w Compass Point Studios w Nassau na Bahamach. Zapowiedzią nowego albumu był wydany 11 listopada 1983 roku singiel Hold Me Now, który z miejsca stał się ogólnoświatowym przebojem docierając m.in. do 3. miejsca Billboard Hot 100 w USA i 4. miejsca UK Singles w Wlk. Brytanii. Niewątpliwie była to też zapowiedź kierunku, w którym podążył zespół na Into the Gap, numer bowiem jest połączeniem zimnofalowego synth popu i new wave z elementami funku i soulu. Hold Me Now cechuje się przede wszystkim podwójną sekcją basu składającą się z głębokiego brzmienia gitary basowej wspomaganej przez hipnotyczny basowy puls sekwencera. Utwór posiada chłodną syntezatorową przestrzeń oraz linię melodii wspartą przez nieco soulowo zabarwione solówki pianina, sekcję rytmiczną wzbogaca melodyjne brzmienie bongosów, zaś całości dopełnia przebojowa linia wokalna. Warto zauważyć, że w drugiej części piosenki Toma Baileya wokalnie wspiera Joe Leeway dysponujący tu falsetem w stylu Bee Gees.
Singlem bezpośrednio poprzedzającym ukazanie się Into the Gap (jak również otwierającym jego setlistę) był wydany 27 stycznia 1984 roku Doctor! Doctor!, który również nie pozostawiał złudzeń co do obranego kierunku; numer uplasował się m.in. na 3. miejscu UK Singles, 11. miejscu Billboard Hot 100 - i nawet w Polsce notowany był na 13. miejscu radiowej Trójki. Doctor! Doctor! utrzymana jest nawet w znacznie bardziej syntezatorowym brzmieniu niż Hold Me Now; kompozycja zawiera dość charakterystyczną syntezatorową pętlę stanowiącą podkład, chłodną, nisko graną przestrzeń, równie chłodne, za to chwytliwe solówki klawiszy, zaś sekcja gitary basowej jest tu znacznie bardziej subtelna. W refrenach z kolei piosenka wspomagana jest przez odległe new wave'owe partie gitar, Toma Baileya wokalnie chórkami wspierają zgodnie Joe Leeway (który pod koniec utworu wychodzi falsetem) i Alannah Currie. Także i tu linia wokalna jest niezwykle przebojowa, co gwarantowało singlowi status światowego hitu. Piosenka bliska jest synth popowej stylistyce Soft Cell, The Twins, OMD, chociaż nie brak jest też wyraźnych wpływów twórczości Kraftwerk.
Trzecim singlem albumu (oraz jego drugim utworem) był, wydany już po jego ukazaniu się, 23 marca 1984 roku, You Take Me Up, dla odmiany, znacznie spowolniony względem dwóch poprzednich singlowych hitów. Numer jest przykładem połączenia utworu o strukturze spokojnego synth popu o dość mocnym pulsie syntezatorowego basu i melancholijnym tle z blueseowymi partiami harmonijki ustnej, całość urozmaicają brzmienia bongosów. Kompozycja jest zatem przykładem elektro bluesa. Singiel dotarł do 2. miejsca UK Singles Chart i dopiero 44. miejsca US Billboard 100.
Day After Day jest przykładem znanego już z Quick Step & Side Kick synth popu łączonego z funkiem; numer utrzymuje się w dość szybkim tempe, w dodatku zawiera chwytliwe solówki klawiszy, funkowy gitarowo-basowy podkład, przebojowe linie wokalne oraz chłodny, new wave'owy klimat. Day After Day byłby zapewne kolejnym hitem zespołu, gdyby wydany został na singlu.
Sister Of Mercy to czwarty singiel promujący album Into the Gap, którego pozycja sięgnęła 11. miejsca UK Singles Chart. Utwór utrzymany jest w spokojnych klimatach łączących synth pop, funk, new wave i soul. Słychać tu zabarwienie twórczością wykonawców pokroju m.in. Spandau Ballet czy Steve'a Winwooda.
No Peace for the Wicked jest klasycznie electro funkowym numerem, do których Thompson Twins zdążyli już przyzwyczaić swoich fanów, choć nie brakuje tu też typowych wpływów new wave czy soulu.
The Gap to piąty singiel pochodzący z Into the Gap, choć wydany tylko w Europie (lipiec 1984) i w USA (22 listopad 1984), gdzie dotarł do 69. miejsca US Billboard Hot 100. Jest to też jedyny singiel promujący album, do którego nie zrealizowano teledysku, choć sam utwór The Gap jest bodaj najciekawszym momentem albumu Into the Gap; numer łączy chłodny synth pop z elementami orientalnymi arabskiego Bliskiego Wschodu. Ciekawy jest również podkład rytmiczny wspierający konwencjonalną sekcję rytmiczną utworu; jest to bowiem przetworzony głos ludzki, który idealnie pokrywa się z dźwiękiem podkładu jadącego pociągu pochodzącego z kultowego utworu Kraftwerk, Trans-Europe Express.
Storm on the Sea prezentuje raczej chłodny, wręcz ponury i melancholijny styl spokojnego synth popu zabarwionego twórczością Ultravox.
Zamykający podstawową setlistę albumu, Who Can Stop the Rain, podobnie jak Day After Day, jest numerem klasycznie electro funkowym z gitarowo-funkowym podkładem basowym i chłodną przestrzenią, utrzymanym w stylu znanym już z Quick Step & Side Kick. I choć może Who Can Stop the Rain nie zawiera tak wielu chwytliwych klawiszowych solówek jak Day After Day, to dzięki niezwykle przebojowej linii wokalnej piosenka byłaby zapewne światowym hitem, gdyby ukazała się na singlu.
Do wznowienia CD albumu Into the Gap z 2008 roku (także w wersji kasetowej z roku 1984) dodano utwory bonusowe; niealbumowy Leopard Ray, instrumentalny numer będący funkową balladą z elementami ambientu, zabarwioną nieco twórczością Can; Panic Station jest de facto instrumentalną wersją Day After Day z niewielkimi epizodami wokalnymi w refrenie; podobnie rzecz ma się z Down Tools i Funeral Dance, które są instrumentalnymi wersjami odpowiednio You Take Me Up i No Peace for the Wicked. Pochodzące z 12-calowych singli Doctor! Doctor! i Hold Me Now zaprezentowane zostały w znacznie wydłużonych wersjach, muzycznie dość bliskich wersjom podstawowym, choć z rozbudowanymi instrumentalnymi wstępami.
Into the Gap okazał się być szczytowym osiągnięciem Thompson Twins; album, mimo, iż przez krytyków został przyjęty z mieszanymi uczuciami; jedni go miażdżyli swoimi recenzjami, drudzy rozpływali się z zachwytu nad nim, niemniej album został entuzjastycznie przyjęty przez publikę, sprzedając się w ponad pięciu milionach egzemplarzy na całym świecie, co w tamtym czasie było znacznie lepszym osiągnięciem od ówczesnych gwiazd pop pokroju Eurythmics i Duran Duran. Również wszystkie single pochodzące z Into the Gap stały się światowymi przebojami, w tym dwa - Doctor! Doctor! i Hold Me Now - do dziś są sztandarowymi przebojami lat 80. symbolizującymi tamtą dekadę, sam zaś album Into the Gap szturmował czołowe lokaty światowych list przebojów, docierając m.in. do 1. miejsca UK Albums, 10. miejsca US Billboard 200, 4. miejsca w Australii i 6. miejsca w Niemczech (Offizielle Top 100).
Ogromny sukces komercyjny albumu Into the Gap sprawił, że Thompson Twins stali się najważniejszym zespołem z kręgu synth popu w tamtym czasie, co więcej, zespół doznał zaszczytu zaproszenia przez Boba Geldofa i Midge'a Ure'a do kultowego rockowego występu charytatywnego Live Aid w 1985 roku, obok takich światowych gwiazd, jak Black Sabbath, Led Zeppelin, Judas Priest, Bryan Adams, The Beach Boys, Carlos Santana, Madonna, Eric Clapton, Duran Duran, Tina Turner i Mick Jagger, Neil Young czy Bob Dylan.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

ardgalen
Ekspert
Posty: 183
Rejestracja: 14 sie 2009, 22:26
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Tangerine dream, Optical image-Tom Habes, Nik Tyndall, Airsculpture, Arcane, Robert Rich, Ron Boots, Rob Essers,Jan Garbarek, Vangelis, JMJ
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #116988 autor: ardgalen » 04 lut 2022, 20:25

Ciekawe czy jeszcze ktoś się w to zasłuchuje https://www.youtube.com/watch?v=Frb3XMQCbOE klasyk trackerowych klimatów z Finlandii. Obecnie tworzy do gier
ARDGALEN

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Aneka65
Stary wyga
Posty: 234
Rejestracja: 03 cze 2008, 22:46
Lokalizacja: Lublin/Polska/
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Klaus Schulze, Giuseppe Dio, Glenn Henriksen, ABBA, A Tenns, Vangelis, Oliva Newton John, Eric Besse, Kraftwerk, Tangerine Dream, Kebu
Płeć: Kobieta - Kobieta
Wiek: 57
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #116989 autor: Aneka65 » 05 lut 2022, 16:17

Ja to ostatnio słucham Zespołu ToxyGene <3 Super Muzyka :D https://www.youtube.com/watch?v=C8DOYdbzBIM

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

00adamek
Ekspert
Posty: 196
Rejestracja: 12 lip 2004, 17:23
Lokalizacja: Dobra k.Szczecina
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: dużo by wymieniać ...
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 60
Status: Offline

Post #116990 autor: 00adamek » 06 lut 2022, 23:32

Pachnie na odległość, wariacją na temat Oxygene Part VI JMJ. 8)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116993 autor: Depeche Gristle » 09 lut 2022, 2:20

Men Without Hats - Pop Goes The World, 1987;
*****
Style: new wave, synth pop, cold wave, soul, synth rock, post punk, experimental, jazz
Obrazek

The Twins - A Wild Romance, 1983;
******
Style: neue deutsche welle, synth pop, cold wave, industrial, house
Obrazek



Pop Goes the World - trzeci album studyjny kanadyjskiego zespołu new wave-synth popowego Men Without Hats, nagrywany w latach 1986-87, ukazał się 29 czerwca 1987 roku.
Na albumie Pop Goes the World zespół zaprezentował nieco odmienny styl w stosunku do dotychczasowej, synth popowej twórczości, wprowadzając szereg konwencjonalnego instrumentarium, jak gitary, gitarę basową, sekcje dęte czy orkiestracje, dzięki czemu muzyka Men Without Hats zyskała bardziej organiczny charakter, penetrując rejony rocka i soulu, co też miało związek ze spadkiem popularności synth popu w drugiej połowie lat 80., dlatego także Men Without Hats wzorem innych popularnych zespołów z kręgu synth popu, jak Thompson Twins, OMD, Simple Minds czy Eurythmics, postanowili wzbogacić swoje brzmienie wprowadzając szereg konwencjonalnego, kojarzonego z rockiem instrumentarium, chcąc w ten sposób utrzymać popularność - i utrzymać się na rynku muzycznym.
Jednakże początek Pop Goes the World wcale nie zapowiada zmiany dotychczasowego, synth popowego kursu Men Without Hats, bowiem album otwiera Intro składające się z dość chłodnej elektronicznej i wibrującej przestrzeni z radosną deklamacją małej dziewczynki. W drugiej części, poprzez sekcję rytmiczną, miniatura nabiera cech synth popu. Krótki numer, efektami stereofonicznymi w postaci dźwięku zbiegania ze schodów, poprzedza utwór tytułowy i singiel promujący album zarazem, Pop Goes the World. Kompozycja, w którą wprowadza zapowiedź znanej z Intro małej dziewczynki, utrzymana jest w stylistyce radosnego synth popu w stylu OMD z albumu Junk Culture (1984), z niezwykle chwytliwymi i pogodnymi, na pozór wręcz infantylnymi solówkami klawiszy, delikatnym podkładem pianina i pulsem sekwencera. Piosenka opowiada historię Johnny'ego i Jenny (i ich dziecka) oraz bałwana J. Bonhomme'a, członków popowego zespołu The Human Race, którzy dążąc do sławy w branży muzycznej stwierdzają, że większe pieniądze mogą zarobić w branży filmowej. W teledysku do piosenki, obok wokalisty, Ivana Doroschuka, wystąpił basista zespołu, Stefan Doroschuk, wcielający się w rolę Johnny'ego i parodiujący jednocześnie Elvisa Presleya; rolę Jenny zagrała nieznana z imienia i nazwiska aktorka, choć przypuszcza się, że mogła nią być Louise Court. Oczywiście rola bałwana Bonhomme jest wyraźną aluzją do stylu życia gwiazd pop, zaś sam bałwan Bonhomme w Quebecu, ojczystym regionie grupy, jest maskotką odbywającego się od 1894 roku zimowego festiwalu Quebec Winter Carnival. Postacie Johnny'ego i Jenny pojawiają się jeszcze na kilku innych piosenkach albumu: In the Name of Angels, Jenny Wore Black i The End (Of the World), tym samym album swobodnie podąża dość luźnym wątkiem koncepcyjnym.
Singiel Pop Goes the World ukazał się w październiku 1987 roku i okazał się sporym sukcesem komercyjnym na całym świecie, docierając m.in. do 20. miejsca U.S. Billboard Hot 100, 2. miejsca w Kanadzie i 1. miejsca na liście przebojów w Austrii.
On Tuesday jest kompozycją, która wprowadza wspomniane wcześniej zmiany w dotychczasowej stylistyce muzyki Men Without Hats, jest to bowiem utwór o spokojnym i relaksacyjnym charakterze, łączący new wave z folklorem celtyckim. Piosenka charakteryzuje się chłodną i delikatną przestrzenią, subtelną sekcją basową, podkładem gitary akustycznej i wyrazistymi celtyckimi partiami fletu w gościnnym wykonaniu Iana Andersona, frontmana prog rockowego zespołu Jethro Tull.
Bright Side of the Sun to króciutka, zaledwie 42-sekundowa, ale za to  przepiękna soulowa ballada składająca się jedynie z sekcji wokalnej i akompaniamentu fortepianu.
Singlowa O Sole Mio jest kompozycją o charakterze new wave z elementami synth popu i soulu; numer zawiera klawiszowe solówki, chłodną przestrzeń z dodatkiem orkiestracji i niekiedy dęciaków, oraz, wspierany przez syntezatorowe partie, gitarowy podkład współgrający z tradycyjną sekcją rytmiczną. Zwraca uwagę wokal Ivana Doroschuka dość mocno przypominający barwą i stylem Davida Bowiego.
Lose My Way to klasycznie soulowy utwór oparty na akompaniamencie fortepianu z dodatkiem sekcji smyczkowych i dętych. Także i tu Ivan Doroschuk wokalnie wyraźnie inspiruje się Davidem Bowie, choć w chórkach świetnie wspiera go Stefan Doroschuk.
The Real World, poprzedzona jest eksperymentalnym wątkiem (będącym jeszcze częścią poprzedniego utworu) z udziałem małej dziewczynki ciekawej prawdziwego świata. Kompozycja ma strukturę synth popu z ciężkim uderzeniem automatycznej sekcji rytmicznej, głębokim syntezatorowym pulsem sekwencera w podkładzie, wyrazistymi partiami i solówkami klawiszy, chłodną przestrzenią i subtelnymi partiami gitary w tle. Tu również w warstwie wokalnej słychać inspirację wokalisty stylem Davida Bowiego, choć sam utwór muzycznie dość mocno przypomina stylistykę Fad Gadget.
Singlowy Moonbeam to powrót do klimatu radosnego i pogodnego synth popu z chwytliwymi solówkami klawiszy. Numer utrzymuje szybkie tempo podkręcane przez energiczny puls sekwencera, choć całościowo subtelnie wspierany jest przez gitarowe riffy. Piosenka klimatem przypomina nieco dokonania Bronski Beat i Dead or Alive.
In the Name of Angels jest klasycznie new wave'owym numerem z klasycznym uderzeniem sekcji rytmicznej wspartej na fortepianowej pętli. Kompozycja charakteryzuje się linią melodii osadzoną na gitarowo-basowym podkładzie wspomaganym przez solówki klawiszy i riffy gitarowe. Partie wokalne przypominają stylem Davida Bowiego, zaś sam utwór może kojarzyć się z dokonaniami Simple Minds czy Tears for Fears drugiej połowy lat 80. Kompozycję finalizuje będące podkładem całej piosenki fortepianowe zapętlenie które finalnie przechodzi w partię syntezatorową.
Króciutka, półtoraminutowa, stanowiąca przerywnik instrumentalna miniatura, In the Name of Angels, oparta jest na odległej partii fortepianu na tle gramofonowych trzasków.
Jenny Wore Black jest kolaboracją new wawe i soulu; numer charakteryzuje się dość szybkim, co jakiś czas zwalniającym tempem, chłodną, soulową strukturą melodii i orkiestracjami.
Intro/Walk on Water składa się z dwóch części; pierwsza - Intro - to spokojne, trochę w stylu Philipa Oakeya z The Human League, partie wokalne przy akompaniamencie fortepianu na tle szumu, druga, właściwa część kompozycji, to piosenka o typowej fakturze new wave drugiej połowy lat 80., utrzymana w szybkim tempie klasycznej sekcji rytmicznej; struktura muzyczna utworu opiera się na klawiszowym fundamencie, subtelnym basowym podkładzie i gitarowych riffach, całość zaś wieńczą elektroniczne szumy. Numer kojarzyć się może z twórczością The Boomtown Rats, Talk Talk, The Stranglers czy Fleetwood Mac tamtego okresu.
Album zamyka soulowa ballada The End (Of the World) oparta przede wszystkim na partiach fortepianu i jazzowym podkładzie perkusyjnym. W warstwie wokalnej Ivan Doroschuk po raz kolejny odwołuje się do stylu Davida Bowiego.
Album Pop Goes the World został przychylnie przyjęty zarówno przez krytyków, jak i słuchaczy, mimo iż, poza tytułowym singlem Pop Goes the World, pozostałe single nie osiągnęły wysokich pozycji na listach przebojów, Pop Goes the World jest uważany za najlepszy i najbardziej wartościowy artystycznie album w dorobku Men Without Hats. Singiel Pop Goes the World stał się jedną z ikonicznych piosenek popkultury z dziejach muzyki; numer niejednokrotnie wykorzystywany był w reklamach, stał się też przyśpiewką kibicowską w wielu krajach, w tym w Japonii, Argentynie, Brazylii, Izraelu i na Węgrzech, ponadto w Chile i w Argentynie wykorzystywany był jako hymn w czasie ulicznych protestów politycznych.

A Wild Romance - trzeci album niemieckiej formacji synth popowej The Twins, który ukazał się w 1983 roku (we Włoszech wydany został w roku 1984).
Po sukcesach dwóch poprzednich albumów The Twins, Passion Factory (1981) i Modern Lifestyle (1982), muzycy postanowili kontynuować synth popową ścieżkę muzyczną naznaczoną przede wszystkim wpływami twórczości brytyjskich zespołów z kręgu synth popu pokroju The Human League, Depeche Mode, Fad Gadget i OMD, jednocześnie w stosunku do dwóch poprzednich albumów, zespół całkowicie zrezygnował z tradycyjnej, żywej sekcji perkusyjnej, zaś warstwa tekstowa została uproszczona i podana w bardziej przystępnej formie; nie ma już społecznego czy politycznego zaangażowania, teksty zaś poruszają popularne tematy relacji damsko-męskich przedstawionych w różnych kontekstach, co też miało niebagatelny wpływ na styl muzyczny i na odbiór albumu, także i na ogromny wzrost popularności samej formacji.
W klimat albumu wprowadza przebojowy numer synth popowy, Love System, utrzymany blisko radosnej i pogodnej stylistyki twórczości Vince'a Clarke'a z czasów wczesnego Depeche Mode i Yazoo. Piosenkę charakteryzuje prosty, ale przemawiający tekst, szybkie utanecznione tempo oraz przebojowe klawiszowe pętle i solówki o chwytliwym i pogodnym brzmieniu. W 1984 roku numer został wydany na singlu i stał się międzynarodowym przebojem (27. miejsce w Niemczech), choć też warto zauważyć, że słychać tu zaczątki wczesnego house'u, niemniej tak przebojowy numer stanowi świetne wprowadzenie do albumu, bowiem im dalej w głąb albumu, tym muzyka The Twins nabiera większego ciężaru i robi się coraz ciekawiej, co słychać już w następnym przebojowym singlowym numerze, Ballet Dancer, choć utwór jest znacznie spowolniony względem Love System, to dzięki gęstemu sekwencerowemu pulsowi w podkładzie, chwytliwym solówkom klawiszy i przebojowym liniom wokalnym podkreślonym przez silny baryton Ronny'ego Schreinzera, utwór idealnie trafił w gusta słuchaczy, zaś singiel Ballet Dancer stał się przebojem zaliczając wysokie miejsca na listach przebojów w wielu krajach, m.in. 3. miejsce we Włoszech, 10. miejsce w Szwajcarii czy 19. miejsce w Niemczech.
Tytułowy A Wild Romance (wydany na singlu jedynie na... Filipinach) również utrzymany jest w stylistyce synth popowej z sentymentalnymi klawiszowymi solówkami, jednakże kompozycja nabiera dość melancholijnego klimatu za sprawą przestrzeni i partii saksofonu. Wokalnie Ronny'ego Schreinzera falsetem w chórkach wspiera Sven Dohrow. W utworze wyraźnie słychać inspiracje dla twórczości Pet Shop Boys, które przełożyły się na ich styl na albumach Please (1986), Actually (1987) i Behaviour  (1990).
Private Eye ewidentnie inspirowany jest twórczością Depeche Mode z ich najnowszego wówczas albumu, Construction Time Again. Utwór ma strukturę synth popową z elementami industrialu i cold wave, i nawet Ronny Schreinzer śpiewa tu bardzo w stylu Dave'a Gahana.
Wpływy i styl Depeche Mode, ale tego wczesnego, z czasów albumu Speak & Spell (1981) słychać w niezwykle przebojowo brzmiącej piosence Facts of Love z futurystyczno-sentymentalnymi partiami solówek klawiszy, wyraźnym syntetycznym podkładem basu i niezwykle przebojową linią wokalną; numer zapewne byłby przebojem, gdyby ukazał się na singlu. Tak czy inaczej, Facts of Love okazała się niezwykle inspirująca dla polskiego przedstawiciela synth popu, Kapitana Nemo, co słychać w wielu piosenkach jego debiutanckiego albumu, Kapitan Nemo (1986), takich jak choćby Wideonarkomania, Samotność Jest Jak Bliski Brzeg czy Bar Paradise.
Jedyny instrumentalny numer płyty, Criminal Love, autorstwa Svena Dohrowa, utrzymany jest w energicznej cold wave'owo-synth popowej stylistyce i w klimacie utworu Nothing to Fear, swojego instrumentalnego odpowiednika z albumu Depeche Mode, A Broken Frame. Zwracają tu uwagę wysuwające się solówki klawiszy w stylistyce orkiestralnych sekcji dętych.
W A Little More Alive słychać z kolei wpływy brzmieniowe OMD z albumu Dazzle Ships, w szczególności futurystyczne solówki klawiszy przypominają melodie z utworu  Telegraph, jednakże całość zestawiona została na swój niepowtarzalny sposób, jak potrafi to zrobić tylko The Twins.
Not the Loving Kind to kolejny singlowy przebój tego albumu; sentymentalna synth popowa kompozycja brzmieniowo odwołuje się do wielkiego i kultowego przeboju The Twins, Face to Face – Heart to Heart. 
Not the Loving Kind stał się wielkim hitem 1983 roku, docierając m.in. do 8. miejsca we Włoszech i 24. miejsca w Austrii. Bezsprzecznie jednak jest to jeden z wizerunkowych numerów The Twins i tamtej epoki.
Must Have Her Back bardzo bliski jest klimatom i stylistyce The Human League z albumu Dare (1981), nie tylko pod względem melodii, ale także i linii wokalnej.
Why Don't You to z pewnością jeden z najmocniejszych momentów całego albumu, przede wszystkim przez wzgląd na potężny i gęsty industrialny podkład sekwencera, chłodne analogowe tło oraz równie chłodne i futurystyczne solówki klawiszy oscylujące między klimatami The Human League, Depeche Mode, Fad Gadget i Gary'ego Numana, którego wpływy wydają się być tu największe.
Men of Destiny jest synth popową kompozycją z mocnym podkładem sekwencerowego basu i zimnofalowymi klawiszowymi solówkami o futurystyczno-sentymentalnym charakterze. Piosenka przypomina dokonania Fad Gadget z albumów Incontinent (1981) i - w szczególności - Under the Flag (1982).
Utrzymany w klimacie melancholii, niezwykle zimny, spowolniony względem dotychczasowego tempa albumu, choć pozostający w stylistyce synth popu, Between the Woman and You, z charakterystyczną syntezatorową pętlą i syntetycznymi efektami fretless w stylu Kraftwerk, przynosi skojarzenia z twórczością Gary'ego Numana.
Zamykający całość zimnofalowy utwór Heaven In Your Smile utrzymany jest w bliskiej komitywie z brzmieniem i stylem Kraftwerk. Zwracają tu uwagę chórki Svena Dohrowa genialnie synchronizujące się z mocnym barytonem Ronny'ego Schreinzera.
A Wild Romance okazał się największym albumowym sukcesem komercyjnym The Twins, który przyniósł formacji tak wielkie hity, jak Love System, Ballet Dancer i Not the Loving Kind, które nie tylko stały się wizerunkiem formacji, ale i - obok takich przebojów jak The Desert Place i Face to Face – Heart to Heart - sztandarowymi przebojami i wizerunkiem całej muzycznej dekady lat 80.
Album A Wild Romance zajął m.in. 14. miejsce na liście przebojów w Szwajcarii i 30. miejsce w Niemczech.
A Wild Romance jako album okazał się pewnym symbolem epoki szczytu popularności synth popu, jaka przypadła na lata 1983-84; album był swoistym motorem napędowym i inspiracją dla Alphaville do nagrania i wydania w 1984 roku ich kultowego debiutanckiego albumu, Forever Young, zaś w Polsce inspiracją był dla twórczości Kapitana Nemo.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #117015 autor: Depeche Gristle » 03 mar 2022, 3:49

Martin Rev - Clouds Of Glory, 1985;
******
Style: industrial, cold wave, dark wave, experimental, rock elektroniczny, synth pop, ambient, drone, minimal, house, rockabilly
Obrazek

Depeche Mode - Exciter, 2001;
*****
Style: new wave, synth pop, industrial, rock elektroniczny, cold wave, electro blues, ambient, house, synth rock, soul, acoustic rock, dark wave, gospel, jungle, r'n'b, experimental, minimal
Obrazek


Clouds of Glory - drugi solowy album studyjny klawiszowca Suicide, Martina Reva, nagrywany w studiu House of Music w New Jersey w lutym 1981 roku oraz w nowojorskim Blank Studios w grudniu 1984 roku. Longplay ukazał się w roku 1985. Tytuł ,,Clouds of Glory" nawiązywał do historii Izraelitów przebywających na pustyni po wyjściu z Egiptu, bowiem na początku lat 80. Martin Rev studiował Talmud i pięcioksiąg Starego Testamentu Biblii. Również inspirowany starotestamentową historią był obraz, stanowiący okładkę albumu, autorstwa Martina Reva.
Na początku lat 80. amerykańska formacja synth popowa Suicide, po wydaniu swojego drugiego albumu, Suicide: The Second Album (1980), w zasadzie zawiesiła studyjną działalność, choć wcale się nie rozpadła, bowiem działała na niwie koncertowej, jednakże na przeszkodzie do nagrania kolejnego albumu studyjnego Suicide stał opór wokalisty, Alana Vegi, który uważał, że ma zbyt mały wpływ na proces twórczy w Suicide, toteż obaj muzycy od początku lat 80. skupili się na własnej twórczości solowej.
Martin Rev w tamtym czasie jeszcze nie odkrył w sobie talentu do komponowania tekstów ani własnych zdolności wokalnych, w związku z czym, podobnie jak jego debiutancki solowy album, zatytułowany po prostu Martin Rev (1980), Clouds of Glory zawiera muzykę instrumentalną, z jednej strony pozostającą pod silnym wpływem dwóch pierwszych albumów Suicide, z drugiej zaś strony muzyka na Clouds of Glory ma wymiar bardziej eksperymentalny, oscylując w kierunku industrialu, co potwierdza utwór otwierający, Rodeo, oparty o nie za szybki jednostajny beat automatu perkusyjnego i sekwencerową pętlę stanowiącą podkład rytmiczny. Kompozycję wypełniają ponadto na pozór chaotyczne i krótkie klawiszowe solówki oraz liczne industrialne dźwięki i syntezatorowe eksperymenty brzmieniowe i stereofoniczne.
Tytułowy Clouds of Glory odwołuje się już bardziej do twórczości Suicide, w szczególności do pierwszego albumu formacji, Suicide (1977), i kompozycji Frankie Teardrop, co wyraźnie słychać w brzęczącym sekwencerowym podkładzie zastępującym sekcję perkusyjną, która występuje tu w formie szczątkowej. Utwór wypełnia subtelna, pojawiająca się i zanikająca, wibrująca chłodna i odległa przestrzeń, wspomagana krótkimi solówkami klawiszy oraz licznymi syntezatorowymi i stereofonicznymi eksperymentami, które nie są tak chaotycznie jak w Rodeo, tworząc tym samym z Clouds of Glory całkiem spójny numer, mimo eksperymentalnego charakteru. W bardzo podobnej stylistyce utrzymuje się również Metatron, który zresztą też nawiązuje do twórczości Suicide z dwóch pierwszych albumów. Kompozycję charakteryzuje brak sekcji rytmicznej, którą zastępuje zapętlony basowy podkład sekwencera, ponadto psychodeliczne organowe tło, odległe solówki klawiszy oraz liczne brzmieniowe i stereofoniczne syntezatorowe efekty w postaci przetworzonych szumów, pulsacji, wyładowań i bulgotów.
Whisper to jedyny numer albumu nie tylko nie mający formy eksperymentalnej i industrialnej, ale cechujący się wręcz komercyjnym potencjałem. Kompozycja wprost odwołuje się do romantycznych piosenek Suicide łączących synth pop z rockabilly, jak Dream Baby Dream czy Sweetheart. Whisper ma prostą strukturę synth popowej romantycznej ballady z chwytliwymi i chłodnymi solówkami klawiszy oraz klimatem rockabilly. Tylko tekstu i sekcji wokalnej Alana Vegi tu brakuje! Wcale zresztą nie jest wykluczone, że gdyby Alan Vega i Martin Rev wspólnie nagrywali wówczas materiał w studiu, Whisper (być może pod innym tytułem) byłby jednym z najbardziej klasycznych przebojów Suicide.
Rocking Horse oparty jest o energiczny podkład basowej pętli sekwencera o dość house'owym zabarwieniu, który wkomponowany jest w szybki i jednostajny beat automatu perkusyjnego. Kompozycję wypełniają chłodne i krótkie solówki klawiszy oraz liczne syntezatorowe efekty i eksperymenty dźwiękowo-stereofoniczne.
Parade jest najbardziej eksperymentalnym momentem całego albumu; kompozycję wypełnia nisko grane, lekko falujące syntezatorowe drone'owe tło, na którym osadzone są efekty perkusyjne w postaci pojedynczych werbli spotęgowanych zwielokrotnionymi echami. Z czasem drone'owe tło zagęszcza się wspomagane przez odległy organowy podkład; kompozycję uzupełniają dodatkowo syntezatorowe efekty brzmieniowe i stereofoniczne.
Zamykający album Island (będący de facto bonus trackiem do wydania CD albumu) w rozbudowanym wstępie oparty jest na surowym podkładzie nisko granego analogowego brzmienia syntezatora, na które nasuwają się syntezatorowe wibracje, w tle zaś pojawiają się efekty perkusyjne. Z czasem utwór wypełnia chłodna, wręcz lodowata, wysoko grana ambientowa przestrzeń, pojawiają się też subtelne dźwięki wibrafonu.
Clouds of Glory, choć nie przyniósł Martinowi Revowi sukcesu komercyjnego, okazał się być jednym z najważniejszych industrialno-eksperymentalnych albumów lat 80. Do inspiracji nim przyznawali się m.in. Ministry, Front Line Assembly, Skinny Puppy, Front 242, Nitzer Ebb oraz Psyche.
Współproducentem albumu był Marty Thau, właściciel wytwórni Red Star Records, producent i współtwórca sukcesu debiutanckiego albumu Suicide, Suicide w 1977 roku.

Exciter - dziesiąty album brytyjskiej formacji synth popowej Depeche Mode, nagrywany w RAK Studios i Sarm West Studios w Londynie oraz w studiu Sound Design w Santa Barbara i w nowojorskich Electric Lady Studios i Sony Music Studios, jego premiera, nakładem wytwórni  Mute (w USA Sire), miała miejsce 14 maja 2001 roku.
Na przełomie lat 90. i 2000. do łask powróciły retrospektywne, analogowe brzmienia syntezatorowe z lat 80., które stały się niezwykle popularne. Również Depeche Mode okresu drugiej połowy lat 90. skupiał się na tworzeniu w głównej mierze na analogowym sprzęcie, czego przykładem był album Ultra (1997), zdominowany w znacznym stopniu przez utwory o spokojnym i wyciszającym charakterze, balansujące na granicy mroku oraz jawy i snu. Muzycznie album był połączeniem surowego analogowego brzmienia syntezatorów z brzmieniami konwencjonalnego instrumentarium, jak gitara, bas czy też żywa sekcja perkusyjna.
Po trasie koncertowej The Singles Tour w 1998 roku, główny kompozytor, instrumentalista i frontman zespołu, Martin Gore, cierpiał na niemoc twórczą, w związku z czym muzyk do współpracy przy produkcji albumu zaangażował znanego już z długoletniej współpracy z Depeche Mode Garetha Jonesa, a także Paula Freegarda jako inżynierów dźwięku, oraz brytyjskiego DJ-a, muzyka formacji techno, LFO, związanego z niezależną wytwórnią Warp Records, Marka Bella, najbardziej znanego jednak ze współpracy z islandzką wokalistką Björk, co też wybitnie miało przełożyć na brzmienie Depeche Mode na albumie Exciter.
Prace nad albumem trwały między czerwcem 2000, a lutym 2001 roku. I mimo ogromnej popularności retrospektywnych brzmień syntezatorowych, Martin Gore wraz z resztą zespołu zwrócił się w kierunku współczesnych brzmień elektronicznych i nowych technologii.
Na Exciter, podobnie zresztą jak na Ultra, dominował klimat spokoju i wyciszenia, jednakże w odróżnieniu od dość surowego i analogowo brzmiącego Ultra, Exciter oparty został na brzmieniu nowoczesnych i cyfrowych syntezatorów. Ponadto album stanowił swego rodzaju odcięcie się od przeszłości i problemów jakie towarzyszyły zespołowi w latach 90., w postaci uzależnienia Dave'a Gahana od kokainy, alkoholizmu Martina Gore'a i depresji Andy'ego Fletchera. Dave poddał się leczeniu odwykowemu i wyszedł z nałogu krótko po nagraniu albumu Ultra, zaś Martin całkowicie odstawił alkohol, stał się abstynentem, w dodatku przeszedł na wegetarianizm. Choć po latach muzycy przyznali, że atmosfera w zespole była tak zła, że niewiele brakowało, a Exciter zostałby nagrany jako solowy album Martina, jednak na szczęście do tego nie doszło.
Szata graficzna, jak i tytuł albumu też wiele mówiły o emocjach Martina w konfrontacji z napięciem panującym wewnątrz Depeche Mode. Tytuł ,,Exciter" stanowi jakby aluzję do tytułu ,,Violator", zaś widniejący na okładce albumu kaktus jest przeciwwagą dla słynnej róży z albumu Violator i, choć symbol kaktusa ostatecznie nie przyjął się w świadomości środowiska fanów Depeche Mode, stanowił ewidentne zerwanie z wizerunkiem zespołu poruszającego tematy o mrocznym, erotyczno-religijnym aspekcie. Nawet sesja zdjęciowa do albumu, autorstwa Antona Corbijna, przedstawia zespół w bardziej wyluzowanej formie, jako uśmiechniętych muzyków korzystających z basenu czy przebywających w barze.
Wydanie albumu Exciter pilotowało ukazanie się 24 kwietnia 2001 roku singla Dream On, który również był utworem otwierającym album. Dream On jest zgrabnym połączeniem sekwencerowego pulsu, połamanej, jungle'owej sekcji rytmicznej i subtelnej, chłodnej ambientowej przestrzeni z akustycznym, bluesowym akompaniamentem gitarowym. Linie wokalne, w których Dave'a Gahana idealnie falsetem w chórkach wspiera Martin Gore, odwołują się do klasycznego acoustic rocka. Numer szybko stał się światowym hitem docierając do  pierwszych miejsc list przebojów w Danii, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Wlk. Brytanii oraz w USA, na listach Dance Club Songs i Hot Dance Music/Maxi-Singles Sales amerykańskiego Billboardu.
Shine jest dowodem na to, że zespół poszukiwał inspiracji we współczesnych gatunkach muzyki elektronicznej, choć sekcja rytmiczna utworu oparta została na stylistyce czarnego R'n'B, niezwykle zresztą popularnego w tamtym czasie. Strofy opierają się na zimnych ambientowych przestrzeniach, zaś w refrenach kompozycja przyśpiesza nabierając industrialnego pulsu sekwencera w podkładzie. Wyśmienitą robotą wykazuje się tu Dave Gahan w partiach wokalnych prezentując dość wysoko unoszący się baryton. Wokalistę w refrenach chórkami wspomaga Martin Gore. Ciekawostką jest również pojawiający się w pierwszej połowie utworu, rzadki w przypadku Depeche Mode, epizod z przetworzonym przez wokoder wokalem Martina Gore'a.
The Sweetest Condition jest piosenką o charakterystyce electro bluesowej, z wyraźnymi bluesowymi solówkami gitary ocierającymi się czasami o styl country i wspomaganymi niekiedy agresywniejszymi, ale wysoko granymi riffami gitarowymi. Numer charakteryzuje się ponadto subtelną ambientową przestrzenią, pulsującym głębokim podkładem sekwencera i leniwie sączącą się automatyczną sekcją rytmiczną wspomaganą delikatnym połamanym beatem. Partie wokalne wyraźnie są tu agresywniejsze, odwołujące się wprost do klimatów z albumu Songs of Faith and Devotion wydanego w 1993 roku.
When the Body Speaks jest balladą łączącą różne gatunki - od soulu, po ambient i industrial; zwraca tu uwagę przede wszystkim delikatnie pulsujący industrialny podkład sekwencera na tle niezwykle delikatnej sekcji rytmicznej. W tle słychać akompaniament gitary klasycznej w dalszej części utworu wspomaganej partią panina, chłodną ambientową przestrzeń uzupełniają symfoniczne sekcje smyczkowe w gościnnym wykonaniu wiolonczelistów, Ralpha H. Farrisa i Leo Grinhauza. Nietypowy jest tu dość senny wokal Dave'a Gahana, który śpiewa zupełnie jak Bono z U2, czego w przypadku Dave'a nie było ani przedtem, ani już potem na jakimkolwiek utworze. Utwór wieńczy interlude w postaci akustycznie gitarowego sola wspieranego partią pianina.
The Dead of Night to zdecydowanie najmocniejszy i najagresywniejszy moment całego albumu; numer rozpoczynają ostre partie syntezatora brzmiące niczym ciężkie i agresywne hardrockowe riffy gitarowe, zresztą strofy utworu stanowią swoisty syntezatorowy hard rock, w refrenach zaś piosenka najpierw lekko zwalnia w klimacie dark wave, następnie przyspiesza nabierając stylu rocka industrialnego uwydatnionego licznymi syntezatorowymi pulsacjami. Partie wokalne są dość agresywne, szczególnie w strofach; w refrenie oraz w drugiej strofie chórkami Dave'a wspomaga Martin. Nietypowa jak na Depeche Mode jest warstwa liryczna osadzona w tematyce zombie-horrorów, niewątpliwie jednak słowa piosenki są podtekstem do zażywania twardych narkotyków - i uzależnienia Dave'a z jakim ten zmagał się w latach 90.
Albumy Ultra i Exciter łączy nie tylko klimat spokoju i wyciszenia; oba albumy zawierają instrumentalne miniatury. Na Exciter pierwszą z nich jest Lovetheme, osadzona w klimatach ambientu i jesiennej melancholii. Numer zawiera lekki, trip hopowy podkład sekcji rytmicznej, subtelną, wysoko zawieszoną chłodną przestrzeń, melancholijne partie klawiszy i delikatny syntezatorowy basowy puls. Quasi-utwór stanowi idealne wyciszenie po agresywnym The Dead of Night i zarazem wprowadzenie do Freelove, rozpoczętą od eksperymentalnej introdukcji z przetworzonymi syntezatorowymi brzękami, wibracjami oraz przerywanym pulsem, następnie utwór przechodzi w formę piosenkową o chłodnej ambientowej przestrzeni, równie chłodnych, ale bardziej subtelnych solówkach klawiszy, delikatnej, ale wyrazistej partii gitarowej w tle oraz niezwykle subtelnym, ale hipnotyzującym podkładzie elektronicznej perkusji w gościnnym wykonaniu Airto Moreiry. Kompozycję uzupełniają znane już z jej introdukcji powtarzające się co jakiś czas przerywane syntezatorowe pulsy i wibrujące, eksperymentalne elektroniczne brzęki.  Partie wokalne są tu niezwykle łagodne i kojące. Wersja singlowa utworu - autorstwa Flooda -  różni się znacząco od wersji albumowej, przede wszystkim wyraźniejszą i przyspieszoną trip-hopową sekcją rytmiczną oraz znacznie bardziej lodowatą przestrzenią. Singiel Freelove radził sobie doskonale na listach przebojów, notując 1. miejsca na Dance Club Songs i Hot Dance Singles Sales amerykańskiego Billboardu, oraz dochodząc do 2. miejsca na liście UK Indie w Wlk. Brytanii, 3, miejsca w Hiszpanii i Włoszech, 8. miejsca w Niemczech, zaś w Polsce numer notowany był na 4. miejscu.
Śpiewany w dość sennej atmosferze (zgodnej zresztą z tytułem) przez Martina numer Comatose, oparty jest na house'owych solówkach klawiszy i pulsach sekwencera, chłodnym tle przechodzącym w klimat melancholii w refrenie, wibrującej subtelnej syntezatorowej pętli w podkładzie oraz równie subtelnej połamanej sekcji rytmicznej.
I Feel Loved to drugi singiel promujący album, który ukazał się w lipcu 2001 roku. To nie tylko jedyny de facto szybki i niezwykle energiczny numer albumu, ale pierwszy od czasu singlowej wersji Behind the Wheel (1987) stricto parkietowy utwór Depeche Mode. Kompozycja składa się przede wszystkim z silnego industrialnego pulsu i szybkiego, jednostajnego beatu elektronicznej perkusji z gościnnym udziałem Airto Moreiry. Strukturę muzyczną utworu uzupełniają długie, agresywne solówki klawiszy przypominające gitarowe riffy. Singiel I Feel Loved również cieszył się niemałym powodzeniem na światowych listach przebojów notując pozycje nr. 1. na Dance Club Songs amerykańskiego Billboardu i na liście UK Indie; 3. miejsce na UK Dance, 4. miejsce w Hiszpanii, 5. miejsce we Włoszech, 8. miejsce w Kanadzie, 9. miejsce w Niemczech, czy 16. miejsce na Eurochart Hot 100.
Druga z kompozycji na albumie śpiewana przez Martina, Breathe, osadzona jest w stylistyce soulu po części, za sprawą organowo brzmiącego tła, zabarwionej latami 60., po części, za sprawą akompaniamentu gitary i nastroju melancholii w ambientowej przestrzeni, klimatami ze ścieżek dźwiękowych Twin Peaks w wykonaniu Julee Cruise do oprawy muzycznej Angelo Badalamentiego. Kompozycja zawiera retrospektywną, lekko połamaną sekcję rytmiczną, tłustą syntezatorową linię basu, wysoko zawieszone brzmienia smyków oraz soulowe partie pianina. Piosenkę finalizuje swobodna wokaliza Martina na tle akompaniamentu gitary.
Druga z instrumentalnych miniatur albumu, Easy Tiger, poprzedzona eksperymentalnymi dźwiękami uwstecznionych taśm, opiera się na prostym i delikatnym rytmie automatu perkusyjnego, pełnym melancholii chłodnym tle, równie chłodnej, lekko stłumionej syntezatorowej linii melodii oraz retrospektywnych solówkach klawiszy zapowiadających klimat następnego utworu, I Am You, jako jedynego na albumie utrzymanego w całości w analogowym brzmieniu syntezatorów. Zwraca uwagę powoli sączący się trip hopowy rytm elektronicznej perkusji w gościnnym wykonaniu Christiana Eignera, doskonale współgrający z subtelnym sekwencerowym pulsem w podkładzie i nisko granym tłem. Elektroniczna przestrzeń jest mroczna, duszna i lodowata, w drugiej części wspomagana przez wysoko brzmiące, lekko wibrujące partie syntezatora. W finale utworu pojawiają się partie smyczkowe przypominające te pochodzące z utworu Home z albumu Ultra. Wokal Dave'a dla odmiany, w szczególności w refrenie, przypomina stylem partie wokalne z Enjoy the Silence. Uderzające jest podobieństwo kompozycji, zarówno w brzmieniu, jak i w podkładzie perkusyjnym, do kultowego utworu Kraftwerk, Radioactivity (1975), niewątpliwie stanowiącego muzyczną inspirację dla I Am You, będącego jednym z tych numerów Depeche Mode, które powinny zostać wydane na singlu - a nie zostały.
Album zamyka singlowy Goodnight Lovers, minimalistyczny, balladowy utwór pozbawiony sekcji rytmicznej, której funkcję pełni subtelny sekwencerowy basowy puls. Przestrzeń wypełniają delikatny ambientowy pejzaż i syntezatorowe wibrujące plamy w stylu Kraftwerk oraz wokalizy w klimacie gospel. Wokalnie Dave Gahan sięgnął tu szczytu swoich możliwości wysuwając warstwę wokalną ponad wad warstwę muzyczną. Singiel Goodnight Lovers ukazał się dopiero w lutym 2002 roku i nie zaszturmował już tak list przebojów jak trzy poprzednie single pochodzące z albumu Exciter. Największymi osiągami Goodnight Lovers było 4. miejsce w Hiszpanii, 7. miejsce w Danii, 15. miejsce w Niemczech i 16. miejsce we Włoszech.
Exciter po dziś dzień budzi wiele kontrowersji wśród fanów Depeche Mode, głównie poprzez dość awangardowy, a niekiedy wręcz eksperymentalny wymiar muzyki. Album jest jednak jedną z najlepszych pod względem artystycznym propozycji od Depeche Mode.
Exciter odniósł ogromny, zasłużony zresztą, sukces komercyjny; był pierwszym albumem Depeche Mode, który zadebiutował na pierwszym miejscu w Wlk. Brytanii, ponadto był numerem jeden w Belgii, Czechach, Francji, Niemczech  (Offizielle Top 100), Węgrzech, Polsce, Grecji i Szwecji. Na US Billboard 200 uplasował się na 8. miejscu, pozycję niżej zaś na UK Albums, z kolei na European Albums dotarł do 2. miejsca.
Liczba sprzedanych egzemplarzy Exciter również była imponująca; tylko w Polsce album rozszedł się w nakładzie 35 tys. egzemplarzy i uzyskał status Złotej Płyty, podobnie jak w Wlk. Brytanii, gdzie rozszedł się w ilościach 100 tys. egzemplarzy, w Niemczech z liczbą 300 tys. sprzedanych płyt uzyskał miano Platyny, w USA 500 tys. sprzedanych kopii dało albumowi status Złota.
W Europie album osiągnął milion sprzedanych egzemplarzy, zaś na całym świecie - trzy miliony.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #117020 autor: Depeche Gristle » 08 mar 2022, 1:51

Dead or Alive - Nude, 1988;
*****
Style: new wave, synth pop, house, disco, soul, italo disco, cold wave
Obrazek


Nude - czwarty studyjny album brytyjskiej formacji synth popowej Dead or Alive, nagrywany w londyńskim Dean Street Studios w pierwszym kwartale 1988 roku, wydany został 17 lipca tego samego roku, nakładem Epic Records.
Punktem zwrotnym przed sesją nagraniową do nowego albumu było rozstanie się zespołu z producenckim trio, Stock Aitken Waterman, z którym ekscentrycznemu liderowi i wokaliście Dead or Alive, Pete'owi Burnsowi, od dłuższego już czasu było nie po drodze. Album Nude w całości zatem samodzielnie wyprodukowali muzycy Dead or Alive.
Ukazanie się nowego albumu Dead or Alive zapowiadał singiel Turn Around and Count 2 Ten, wydany w kwietniu 1988 roku. Utrzymany w szybkim tempie utaneczniony utwór jest hybrydą synth popu i house'u, charakteryzującą się post punkową linią wokalną, która w refrenach przechodzi w burleskowy styl soulu lat 70. Singiel był dobrym prognostykiem dla mającego dopiero ukazać się albumu Nude; co prawda na UK Singles Chart numer zajął dopiero 70. miejsce, jednak już w USA na U.S. Billboard Hot Dance Club Songs dotarł do drugiego miejsca, zaś w Japonii uplasował się na 1. miejscu na długie siedemnaście tygodni. Singiel notowany był również w Australii, gdzie dotarł do 30. miejsca. Turn Around and Count 2 Ten był też zapowiedzią wybitnie tanecznego kierunku, w którym podążyć miał Dead or Alive na swoim najnowszym albumie, Nude. Warto też pamiętać, że druga połowa lat 80. nie była łaskawa dla wykonawców stylu synth pop, który swój największy rozkwit przeżywał w pierwszej połowie lat 80. W drugiej połowie dekady lat 80. wykonawcy synth popowi, chcąc utrzymać się na rynku muzycznym z reguły wzbogacali swoje brzmienie o dodatkowe instrumentarium, niektórzy nawet zmieniali dotychczasowy gatunek muzyczny, inni natomiast utanecznili swój styl i tak też postąpił Dead or Alive, zwłaszcza wobec ogromnej popularności nurtów italo disco i house w szeroko pojętej muzyce elektronicznej pod koniec lat 80, co także Dead or Alive postanowił sobie przyswoić. Album Nude ma zatem wybitnie taneczny wymiar, w dodatku wszystkie piosenki łączą się ze sobą bez żadnych pauz, tworząc w ten sposób jedną całość.
Wspomniany singiel, Turn Around and Count 2 Ten, otwiera album Nude. Kolejną kompozycją jest nieco spokojniejsza, choć i tak utrzymująca szybkie tempo lekko połamanej sekcji rytmicznej, Give It Back That Love Is Mine, osadzona w klimacie synth popu z nutką melancholii i soulowego klimatu w stylu wczesnych albumów Whitney Houston.
Baby Don't Say Goodbye, pod względem muzycznym łączy synth pop i house w klimacie dokonań Pet Shop Boys z albumu Introspective (1988), choć nie brakuje romantycznej solówki klawiszowej w stylu The Twins uzupełniającej melancholijny i pulsujący styl muzyki. Warstwa wokalna jest przebojowa i dość typowa dla Pete'a Burnsa śpiewającego w podniosłym stylu, podobnie zresztą jest w klasycznie synth popowym Stop Kicking My Heart Around, w którym pojawiają się elementy italo disco, choć linie wokalne w dalszym ciągu zachowują soulowo-post punkowy klimat.
Singlowy Come Home (With Me Baby), najlepszy numer albumu, jest powrotem Dead or Alive do synth popowego brzmienia z dwóch pierwszych albumów zespołu, Sophisticated Boom Boom (1984) i Youthquake (1985), choć połamana sekcja rytmiczna jest bardziej utaneczniona i uwspółcześniona. W drugiej części utworu pojawiają się wysoko grane, długie riffy gitarowe puentujące piosenkę.
I Don't Wanna Be Your Boyfriend utrzymuje się stylistyce i brzmieniu disco i soulu lat 70. Sekcja rytmiczna piosenki jest utaneczniona, oparta o jednostajny beat w house'owym stylu.
Get Out of My House, z przebojową linią wokalną uwypukloną szczególnie w refrenie, jest przykładem pogodnego, utanecznionego synth popu w stylu twórczości Ricka Astleya z lat 80. Numer nie pozbawiony jest jednak nutki melancholii, zaś styl ten powszechnie można było odnaleźć również na poprzednim albumie studyjnym Dead or Alive, Mad, Bad, and Dangerous to Know (1986).
I Cannot Carry On to prosty synth popowy numer z elementami orkiestracji i soulu oraz o tanecznym charakterze. Linie wokalne, jak przystało na Pete'a Burnsa, są wyraziste, podniosłe i przebojowe.
Album zamyka, najlepszy obok Come Home (With Me Baby), numer My Forbidden Lover, utrzymany w stylistyce synth popu z gęstym pulsem sekwencera w podkładzie, wyrazistymi solówkami klawiszy i utanecznionym beatem sekcji rytmicznej. Linie wokalne osadzone są w klimatach new wave w strofie, zaś w refrenie przechodzą w burleskowy klimat soulu lat 70. podkreślony chórkami.
Album Nude, mimo sukcesu singla Turn Around & Count 2 Ten, przyniósł Dead or Alive raczej średnie notowania na listach przebojów; wydawnictwo zajęło dopiero 106. miejsce na U.S. Billboard 200, w Australii dotarło do 62. miejsca, zaś w Kanadzie plasowało się na 87. pozycji. Większym wzięciem album cieszył się w Finlandii, gdzie notowany był na 20. miejscu, zaś prawdziwym hitem okazał się w Japonii, plasując się na 9. miejscu Oricon Albums Chart. Ten sukces nie uszedł uwadze Dead or Alive, który wyłącznie na rynku japońskim wydał remix-album Nude – Remade Remodelled.
Innym większym sukcesem albumu Nude godnym odnotowania była wysoka pozycja singla Come Home (With Me Baby) na amerykańskiej liście Hot Dance Music/Club Play Chart.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #117043 autor: Depeche Gristle » 31 mar 2022, 2:54

Martin L. Gore - Counterfeit², 2003;
******
Style: new wave, rock elektroniczny, industrial. cold wave, dark wave, synth pop, trip hop, ambient, pop psychodeliczny, experimental, soul, jazz, noise, hip hop, minimal
Obrazek


Counterfeit² - to drugie solowe wydawnictwo sygnowane nazwiskiem frontmana Depeche Mode, Martina Gore'a, jednocześnie jest to jego pierwszy pełnowymiarowy album. Materiał nagrywany był w nowojorskim studiu Electric Ladyboy w 2002 roku w dość trudnym dla Depeche Mode czasie. Nie było żadną tajemnicą, że zarówno wokół zespołu, jak i wewnątrz niego panowała zła atmosfera przynajmniej od końca lat 90. Już album Exciter (2001) powstawał w niesamowitych bólach - nawet niewiele brakowało, a w ogóle nie zostałby nagrany, przynajmniej pod szyldem Depeche Mode, a jako... solowy album Martina. Ostatecznie Exciter nie tylko ukazał się pod szyldem Depeche Mode, ale przyniósł zespołowi ogromny sukces komercyjny okraszony jedną z najbardziej udanych światowych tras koncertowych - Exciter Tour w 2001 roku. Mimo to atmosfera wewnątrz zespołu w dalszym ciągu pozostawała duszna i napięta; jeszcze pod koniec trasy koncertowej Exciter Tour pojawiły się plotki, iż wokalista, Dave Gahan, nosi się z zamiarem nagrania albumu solowego, a za nimi kolejne spekulacje, że Depeche Mode jest na skraju rozpadu i przez następne długie lata nie nagra żadnego albumu. Faktem było, że między muzykami - głownie między Dave'em a Martinem - panowała wówczas tzw. ,,szorstka przyjaźń". Dave zgłaszał pretensje Martinowi, że ten nie uwzględniał jego pomysłów w trakcie sesji nagraniowych do dwóch ostatnich albumów zespołu, a przecież wokalista miał ambicje kompozytorskie, o których Martin nie chciał nawet słyszeć. Również kwestią sporną między Dave'em a Martinem pozostawała rola Andrew Fletchera, który zdaniem Dave'a robił stanowczo za mało dla Depeche Mode, jednakże apanaże pobierał takie same jak Dave Gahan. W związku z gęstniejącym napięciem wewnątrz zespołu, po skończonej trasie, Exciter Tour, muzyczne trio postanowiło skupić się na solowej twórczości, jednocześnie dając sobie czas na ochłonięcie. Dave Gahan postanowił pokazać Martinowi, ale przede wszystkim sobie samemu, swój własny potencjał twórczy, nagrywając autorski debiutancki album solowy, Paper Monsters, który ukazał się w 2003 roku. Również Andy Fletcher w tym samym czasie chciał udowodnić koledze z zespołu, że jego zarzuty o zbyt małym wkładzie w twórczość Depeche Mode są co najmniej przesadzone. Muzyk zadebiutował w roli producenta muzycznego biorąc się za produkcję i przyczyniając się do sukcesu komercyjnego debiutanckiego albumu młodej brytyjskiej formacji electro popowej, Client, w 2003 roku.
Martin Gore postanowił powrócić w tym czasie do pomysłu, który zrealizował w 1989 roku, wydając EP, Counterfeit e.p., zawierającą covery piosenek jego ulubionych wykonawców, którzy mieli niebagatelny wpływ na twórczość Martina. Tym razem jednak artysta przedstawił swoje wizje piosenek ulubionych wykonawców w formie pełnowymiarowego albumu, Counterfeit². Oba wydawnictwa - Counterfeit e.p. i Counterfeit² - łączy jeszcze jeden wspólny element; interpretacje zaproponowane przez Martina osadzone są bowiem w brzmieniach syntezatorowych, choć w znacznie bardziej awangardowym wydaniu aniżeli w Depeche Mode.
W nagraniu albumu Martina wspomógł Peter Gordeno (piano, klawisze), który już wcześniej jako klawiszowiec wspierał Depeche Mode podczas trasy koncertowej The Singles Tour 86>98 w 1998 roku. Producentami albumu byli Paul Freegard oraz Andrew Phillpott, późniejszy współkompozytor muzyki do piosenek Depeche Mode, których teksty pisał Dave Gahan. Za stronę wizualną wziął się Anton Corbijn.
Premiera albumu Counterfeit² nastąpiła 28 kwietnia 2003 roku (w USA dzień później). Otwierająca album In My Time of Dying, to tradycyjna pieśń gospel z repertuaru Blind Willie'ego Johnsona, pochodząca z 1928 roku, bardziej jednak znana z wykonań Boba Dylana i Led Zeppelin. W wersji Martina kompozycja charakteryzuje się głębokim i gęstym sekwencerowym pulsem, partiami elektronicznego pianina wspomaganymi retrospektywnymi solówkami klawiszy oraz przeciągłymi psychodelicznymi i wibrującymi partiami klawiszy, zaczerpniętymi z pochodzącego z 1969 roku utworu Silver Forest z repertuaru niemieckiego zespołu krautrockowego, Organisation. Kompozycja ponadto charakteryzuje się dusznym, melancholijnym tłem znanym już z albumu Exciter oraz połamaną sekcją rytmiczną automatu perkusyjnego, przypominającą rytmikę utworu Dream On z albumu Exciter.
Wpływy brzmieniowe albumu Exciter w znacznie większym stopniu utrzymują się w piosence Stardust z repertuaru Davida Essexa. Stardust był singlem, który dwa tygodnie wcześniej pilotował ukazanie się albumu Counterfeit². Numer opiera się na psychodelicznej i depresyjnej elektronicznej przestrzeni wspomaganej retrospektywnymi analogowymi solówkami klawiszy. W drugiej części pojawiają się brudne i hałaśliwe brzmienia syntezatorowe imitujące gitarowe riffy. Sekcja rytmiczna utworu opiera się na leniwie sączącym się trip hopowym podkładzie automatu perkusyjnego.
I Cast a Lonesome Shadow to znany standard country z repertuaru Hanka Thompsona, który w wykonaniu Martina nabiera zupełnie odmiennego, synth popowego wymiaru. Utwór rozkręca się w szybkim, klasycznie synth popowym tempie automatycznej sekcji rytmicznej zsynchronizowanej z głębokim i wyraźnym elektronicznym basowym pulsem. Numer zawiera wysoko graną świszczącą przestrzeń, futurystyczne klawiszowe ozdobniki, elektroniczne efekty dźwiękowe, zaś całość w tle subtelnie wspomagana jest przesterowanym riffem gitary. Utwór w zasadzie jest jedynym tak szybkim momentem na albumie, choć warto zwrócić uwagę, że linia wokalna jest spowolniona, zabarwiona jazzem. Kompozycję wieńczy delikatne, chłodne ambientowe interlude.
In My Other World to utwór z repertuaru Julee Cruise pochodzący ze ścieżek dźwiękowych do kultowej produkcji serialowej Davida Lyncha, Twin Peaks oraz Twin Peaks: Fire Walk with Me. Kompozycja w wykonaniu Martina w pełni zachowuje swój niepowtarzalny klimat rodem z Twin Peaks za sprawą charakterystycznego efektu gitarowego, jazzowo-ambientowemu klimatowi melancholii i tajemniczości oraz subtelnemu, wręcz sennemu jazzowemu podkładowi perkusyjnemu. To najbliższa oryginałowi interpretacja Martina zaprezentowana na albumie.
Loverman z repertuaru  Nicka Cave'a zilustrowany został w formie industrialnej, opartej na brudnej elektronice w stylu twórczości Coil. Utwór osadzony jest na jednostajnej i posępnej rytmice automatu perkusyjnego, industrialnych pulsach sekwencera z charakterystycznymi wyładowaniami oraz na chłodnych, depresyjnych i melancholijnych syntezatorowych przestrzeniach przypominających brzmienia i klimaty z albumu Exciter. Zwracają uwagę wokalne partie rapowane Martina. Utwór finalizuje minimalistyczne interlude w postaci przesterowanych i mocno stłumionych riffów gitarowych. Loverman został wydany przez Martina w formie EP 30 kwietnia 2003 roku.
By This River, utwór z repertuaru Briana Eno, którego współautorami są legendarni niemieccy pionierzy muzyki elektronicznej, Hans-Joachim Roedelius i Dieter Moebius, odwołuje się do analogowej muzyki elektronicznej lat 70. Kompozycja zawiera psychodeliczne syntezatorowe tło, futurystyczne solówki klawiszy i niezwykle subtelny, połamany podkład rytmiczny.
Lost in the Stars, piosenka z repertuaru Marleny Dietrich, autorstwa Kurta Weilla i Maxwella Andersona, zaprezentowana została bardzo blisko wersji oryginalnej, soulowo-jazzowej, w oparciu o partie smyczkowe i akompaniament fortepianu. Pod względem wokalnym to najlepszy utwór w wykonaniu Martina.
Oh My Love z repertuaru Johna Lennona, opiera się wyłącznie na retrospektywnych syntezatorowych pulsach w klimacie lat 70. oraz na subtelnej, lekko psychodelicznej organowo brzmiącej przestrzeni. Brak jest tu sekcji rytmicznej, są za to syntezatorowe efekty dźwiękowe. Utwór finalizowany jest przez minimalistyczne interlude.
Śpiewana po niemiecku pieśń Das Lied vom Einsamen Mädchen z repertuaru Hildegard Knef, podobnie jak Loverman, zaprezentowana została przez Martina w formie rocka industrialnego bliskiego twórczości Coil. Kompozycja oparta jest na industrialnym posępnym pulsie sekwencera, trip hopowym rytmie elektronicznej perkusji, subtelnych klawiszowych solówkach i surowej, dość przybrudzonej syntezatorowej oprawie muzycznej.
Tiny Girls, z repertuaru Davida Bowiego i Iggy'ego Popa, osadzona została w klimacie pogodnego i retrospektywnego synth popu lat 80. z wyrazistymi i chwytliwymi klawiszowymi solówkami oraz sekwencerowym pulsem idealnie wkomponowanym w sekcję rytmiczną o średnim tempie. Kompozycja zawiera liczne elektroniczne efekty, pulsy oraz klawiszowe solówki imitujące gitarowe riffy. To najlepszy moment albumu pod względem muzycznym, nie tylko z racji tego, że jest to najpogodniejszy moment całego albumu.
Całość finalizuje spokojna kompozycja, Candy Says, z repertuaru  The Velvet Underground, utrzymana w delikatnym klimacie ambientu z subtelnym podkładem klasycznej gitary i fortepianu, dzięki czemu piosenka w interpretacji Martina utrzymuje klimat rodem z Twin Peaks. Pod koniec utworu przestrzeń, wspomagana przez odległe brzmienia smyczkowe, zagęszcza się.
Chociaż Counterfeit² nie odniósł sukcesu komercyjnego na miarę albumów Depeche Mode, warto docenić dość awangardowe interpretacje utworów zaprezentowanych przez Martina, które na ogół są nawet lepsze od wersji oryginalnych. Zresztą, nie o sukces komercyjny Martinowi Gore'owi tu chodziło. Muzyk promował album krótką trasą koncertową po Europie oraz pojedynczym koncertem w Los Angeles w 2003 roku.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 666
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #117057 autor: Depeche Gristle » 05 kwie 2022, 0:22

Depeche Mode - Some Great Reward, 1984;
*****
Style: new wave, synth pop, industrial, cold wave, dark wave, soul, ambient, minimal
Obrazek


Some Great Reward - czwarty studyjny album brytyjskiej formacji synth popowej, Depeche Mode, nagrywany między styczniem a sierpniem 1984 roku w londyńskim studiu Music Works oraz w słynnym studiu Hansa Tonstudio w zachodnio berlińskiej dzielnicy Kreuzberg. Premiera albumu miała miejsce 24 września 1984 roku.
Some Great Reward jest kontynuacją, a w zasadzie rozwinięciem koncepcji muzycznej, która pojawiła się na albumie Construction Time Again (1983), gdzie wraz z formalnym dołączeniem do składu zespołu klawiszowca, Alana Wildera, ostatecznie wykrystalizowało się charakterystyczne brzmienie i styl zespołu. Alan Wilder miał niebywały wpływ na ówczesną twórczość zespołu; za jego sprawą Depeche Mode na Construction Time Again zwrócił się w kierunku nowoczesnej elektroniki i brzmień industrialnych. Nie bez znaczenia była również pomoc producenta i, zarazem, przyjaciela zespołu, Daniela Millera, który w 1983 roku zafundował formacji - dostrzegając w niej ogromny potencjał twórczy - nowoczesny sprzęt, w tym m.in. Synclavier PSMT, wówczas najnowocześniejszy syntezator polifoniczny. Dodatkowo w 1984 roku działalność postanowił zakończyć Fad Gadget, najważniejszy dla Daniela Millera wykonawca z jego wytwórni, Mute Records, tym samym Depeche Mode stał się oczkiem w głowie dla producenta.
Podobnie jak w przypadku Construction Time Again, za brzmienie Some Great Reward odpowiedzialny był inżynier dźwięku, Gareth Jones.
Muzycy postanowili nie tylko kontynuować, ale i znacznie rozszerzyć synth popowo-industrialny kierunek obrany na Construction Time Again, zaś po zakończeniu działalności Fad Gadget, który poruszał ważne sprawy społeczne - kontynuować jego misję.
W klimat albumu wprowadza niezwykle dynamiczny numer, Something to Do, wyraźnie inspirowany niemieckim NDW i twórczością wywodzącej się z tego nurtu formacji Deutsch Amerikanische Freundschaft (D.A.F.), której zresztą Depeche Mode byli nieskrywanymi fanami. Podobnie jak w muzyce D.A.F., w Something to Do nie ma miejsca na zbędne przestrzenie, jest za to dynamiczny podkład automatu perkusyjnego wkomponowanego w równie dynamiczną, głęboką basową pętlę sekwencera. Chłodne solówki klawiszy są krótkie i oszczędne. Taką formę muzyki na swoich wczesnych albumach obierze inny brytyjski zespół synth popowo-industrialny, Nitzer Ebb. Wracając jednak do Depeche Mode i piosenki Something to Do, warto zwrócić uwagę, że podobnie jak w Everything Counts, Gahan i Gore dzielą się tu partiami wokalnymi; Dave bierze strofę, zaś Martin śpiewa w refrenie.
Wyraźnie zimnofalowy, Lie to Me, zawiera wątek erotyczny, podkreślony nie tylko poprzez muzykę, ale przede wszystkim przez warstwę wokalną Dave'a Gahana. Struktura muzyczna utworu opiera się o tradycyjny i nieskomplikowany beat automatu perkusyjnego, hipnotyzujące podkłady sekwencerowego pulsu, względnie subtelną przestrzeń oraz chłodne i futurystycznie brzmiące solówki klawiszy. Zarówno warstwa muzyczna, jak i liryczna bezpośrednio nawiązuje do twórczości Fad Gadget - np. utworu Love Parasite z albumu Under the Flag (1982).
People Are People jako singiel, który ukazał się 12 marca 1984 roku, był zapowiedzią albumu Some Great Reward na pół roku przed jego premierą. Kompozycja wyraźnie zmierza w kierunku industrialnych brzmień, opartych głównie o silny beat automatu perkusyjnego wspomaganego licznymi przetworzonymi perkusjonaliami, sekwencerowym pulsem i chłodną, ciągle dość subtelną przestrzenią przechodzącą od niskiego do wysokiego brzmienia. Solówki klawiszy są tu bardzo oszczędne, ograniczające się do sporadycznego efektu przejścia, od najniższego, po najwyższy ton klawiatury. Także i tutaj, podobnie jak w Something to Do, Gahan i Gore dzielą między sobą sekcję wokalną; pierwszy śpiewa w strofie, drugi w refrenie. Warstwa tekstowa piosenki porusza temat nietolerancji i związanej z nią nienawiści. ,,Nie mogę zrozumieć, co sprawia, że człowiek nienawidzi drugiego człowieka", wyśpiewane przez Martina mówi samo za siebie. Piosenkę kończy solo wokalne Martina na tle chłodnej przestrzeni i jednostajnego uderzenia automatu perkusyjnego. W tle słychać również delikatne partie akustycznej gitary.
People Are People jest pierwszym singlem, który odniósł sukces komercyjny w USA. Numer notowany był na 44. miejscu Dance Club Songs i Hot Dance Music/Maxi-Singles Sales amerykańskiego Billboardu oraz 13. miejscu US Billboard Hot 100. Oczywiście singiel szturmował również i europejskie listy przebojów, docierając m.in. do 2. miejsca w Polsce i Irlandii, 3. miejsca w Belgii, 4. miejsca w Wlk. Brytanii i Szwajcarii czy 6. miejsca w Austrii. Jednak nigdzie indziej, jak w RFN, singiel stał się numerem jeden list przebojów.
It Doesn't Matter to delikatna synth popowa ballada w całości zaśpiewana przez Martina Gore'a, pozbawiona sekcji rytmicznej, zbudowana za to z delikatnych syntezatorowych pulsów w stylu Kraftwerk, odległych i chłodnych solówek klawiszy oraz subtelnego syntezatorowego, basowego podkładu.
Synth popowy Stories of Old jest częściowym powrotem do stylistyki z dwóch pierwszych albumów Depeche Mode, Speak & Spell (1981) i A Broken Frame (1982), chociaż i tu muzycy sięgają po wzorce niemieckie, jednak w odróżnieniu od Something to Do z wpływami D.A.F., w Stories of Old Depeche Mode sięga do brzmień The Twins z albumu Modern Lifestyle (1982), co słychać w strukturze muzycznej utworu opartej na klasycznej, synth popowej rytmice automatu perkusyjnego, syntezatorowym podkładzie basowym oraz futurystycznych solówkach klawiszy, niekiedy o japońskim zabarwieniu. Tym razem więcej jest miejsca dla chłodnej przestrzeni. Nie ma tu żadnego przypadku, bowiem nawet warstwa tekstowa piosenki - szczególnie w refrenie - nawiązuje do konkretnego utworu The Twins, pochodzącego z albumu Modern Lifestyle, Knights Of Old. Tytuł piosenki Stories of Old nie jest zatem kwestią czystego przypadku.
Niestety Some Great Reward zawiera i słabszy moment, który obniża wartość artystyczną całego albumu, a takim jest śpiewana przez Martina piosenka Somebody pochodząca z podwójnego singla, Blasphemous Rumours / Somebody, wydanego 29 października 1984 roku. Kompozycja co prawda broni się w warstwie muzycznej, jest bowiem oparta na akompaniamencie fortepianu na ambientowym tle dźwięków tętniącego życiem miasta. Wszystko psuje jednak katastrofalna warstwa liryczna i wokalna Martina, upodabniająca numer do repertuaru... Modern Talking (sic!), co czyni ten utwór najgorszym w całym dorobku Depeche Mode, który chyba nie po takie wzorce niemieckie powinien sięgać. Ciekawostką tego numeru pozostaje pewna anegdota mówiąca, że Martin chcąc włożyć całe swoje uczucie w wyśpiewanie tekstu piosenki, wykonał ją w studiu... nago. Nie zmienia to faktu, że utwór ten nie powinien był wyjść poza kartki notesu Martina, co dopiero ukazywać się na którymkolwiek albumie.
Po mdłym do granic absurdu Somebody, następuje prawdziwe mocne uderzenie w postaci singlowego, synth popowo industrialnego Master and Servant. Utwór oparty jest o prosty beat sekcji rytmicznej, gęsty i industrialny, podwójny puls sekwencera, lodowatą przestrzeń oraz wyraziste i chwytliwe solówki klawiszy w stylu house. Całości dopełniają efekty dźwiękowe w postaci przetworzonego terkotu karabinów maszynowych. Całość finalizuje krótkie efektowne, industrialne interlude. Warstwa liryczna, opowiadająca o nierówności społecznej nawiązuje do twórczości Fad Gadget. Utwór stanowi ponadto zaczątek wczesnego stylu EBM. Singiel Master and Servant, który ukazał się 20 sierpnia 1984 roku, również okazał się ogólnoświatowym przebojem. W USA dotarł do 49. miejsca listy Hot Dance Club Play amerykańskiego Billboardu, 2. miejsca w Niemczech, 6. miejsca w Belgii, Polsce i Irlandii oraz 9. miejsca na UK Singles w Wlk. Brytanii.
If You Want, jedyna kompozycja albumu autorstwa Alana Wildera, rozpoczyna się od refrenu śpiewanego na nisko granym, leniwym syntezatorowym tle, po czym numer, poprzedzony industrialnymi efektami, rozkręca się w szybkim synth popowym tempie sekcji rytmicznej osadzonej na hipnotyzującym sekwencerowym pulsie. Brak jest tu przestrzeni, zaś solówki klawiszy o futurystycznym zabarwieniu są względnie oszczędne, reszty zaś dopełniają industrialne efekty. Całościowo kompozycja nawiązuje do stylistyki twórczości D.A.F. bądź wczesnego Die Krupps.
Album zamyka Blasphemous Rumours, pochodząca z podwójnego singla, Blasphemous Rumours / Somebody. Utwór składa się zasadniczo z dwóch struktur; industrialnej strofy opartej na powolnym rytmie, ciężkim pulsie sekwencera i mrocznej, chłodnej przestrzeni oraz refrenu utrzymanego w szybkim tempie klasycznego synth popu w stylu Fad Gadget. W części utworu, na którą przypada strofa, występują delikatne syntezatorowe pętle i chłodne solówki klawiszy, zaś w części, na którą przypada refren, pojawia się podkład hipnotyzującego sekwencerowego pulsu, który, wraz z wsamplowanym oddechem Martina, wyodrębniony zostaje jako interlude finalizujące kompozycję. Prawdziwą burzę, w szczególności w kręgach kościelnych, wywołał tekst refrenu, mówiący o tym, że Bóg ma chore poczucie humoru. Niemniej singiel Blasphemous Rumours / Somebody również cieszył się ogromną popularnością docierając do 16. miejsca UK Singles oraz 22. miejsca w Niemczech.
Some Great Reward okazał się być przełomowym albumem w dotychczasowej twórczości Depeche Mode, który przyniósł zespołowi ogólnoświatową popularność. Był to pierwszy album Depeche Mode notowany na US Billboard 200, gdzie dotarł do 51. miejsca. Wysokie notowania album miał również w Kanadzie plasując się na 34. miejscu tamtejszej listy przebojów. Najlepszym osiągnięciem Some Great Reward poszczycił się w Niemczech docierając do 3. miejsca Offizielle Top 100. W Wlk. Brytanii album uplasował się się na 5. miejscu listy UK Albums, zaś we Francji na miejscu 10. Some Great Reward był też pierwszym albumem Depeche Mode, który nie tylko sprzedał się w USA, ale osiągnął na tamtejszym rynku status Platyny sprzedając się w nakładzie miliona egzemplarzy. Równie dobre osiągnięcia album notował w Niemczech, gdzie rozszedł się w nakładzie 250 tys. egzemplarzy (status Złotej Płyty) i w Wlk. Brytanii, gdzie sprzedano 60 tys. kopii, co dało albumowi status Srebrnej Płyty. Od tej pory w samych Niemczech Depeche Mode zyskał status zespołu kultowego.
Some Great Reward, mimo niekiedy słabszych momentów, zgodnie uważany jest za pierwszy z tzw. ,,wielkich" albumów Depeche Mode, który ugruntował zespołowi pozycję na światowym rynku muzycznym i utorował mu drogę do dalszej kariery. Pochodzące z wydaqwnictwa dwa przeboje, People Are People i Master and Servant, stały się kultowymi i wizerunkowymi standardami w twórczości Depeche Mode, oba numery na stałe weszły też ko kanonu pop kultury dekady lat 80.
Bez wątpienia Some Great Reward jest też najbardziej industrialnym albumem w całej dyskografii Depeche Mode.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia